26.04.2012 :: 23:26 Komentuj (0)

w pociągu jakoś mi dzisiaj dziwnie. boli mnie głowa i chce się spać. jakieś zmęczenie ciepłem spływające po twarzy. chyba tak mną zawładnął lęk. i obawa. i przestrach. i w ogóle te wszystkie złe uczucia, które mogę wyeliminować wysiłkiem fizycznym bez żadnych tabletek. tylko najpierw trzeba chcieć się podnieść z łóżka. uwierzyć. zrozumieć. znaleźć. i szukam w sobie stu oznak szaleństwa, które wykrzywią mi usta w grymasie rozpaczy najczarniejszej. i będę taki biedny i oszukany. drżyj. a miłość jest zdradziecka, jak suka, która ma na sobie naręcze pomarańczy. i boa. i chuj jej w ego. bądź sobą i szukaj w sobie żmiji, która ugryzie, ukąsi, zębem pogrozi. i będziesz jak grypa, ostatnia cudowna hiszpanka w nowej epidemii na skalę globalną. pandemia i pandemonium. panagiryki. peany. suflerze mój. drżyj narodzie.
do końca się zbliżam. niepewnie. przepaść i nic więcej. a ty pytasz co słychać. i nie piszę, bo ciszę słychać. choć wieje w środku huragan. łamie każdy nerw. jestem tylko skromną gałęzią. a kiedyś byłem drzewem o silnych korzeniach. gdzie jest tamten człowiek? i nie pytam już dlaczego. pytam po co. pytam, nie oczekując odpowiedzi. zwlekam ze wszystkim, bo nic nie ma sensu, a mogło być piękniej niż kiedykolwiek. mogły kwitnąć jaśminem moje oczy. mogły wystrzeliwać ze mnie pioruny, na oznakę siły mojej. a jest słaby taki sobie chłopiec o niecodziennej urodzie, który nie ma siły. nie ma mocy. nie ma wiary i nie ufa. nie ufa już nikomu.
bo. wszystko jest tylko po to, żeby oszukiwać. oszukiwać serce, albo mózg. a potem nie ma już nic. i tylko spadamy w dół. coraz niżej i niżej. a wiara nas też oszukuje. podobnie ta szmata nadzieja, która wciąż i wciąż przywdziewa zieloną kieckę, myśląc że jest bardzo fajna. wolę skromnie odziane zwątpienie. bez koronkowych wstawek. w czarnej pelerynie. jest takie wolne. a kiedyś byłem frywolny. i taki inny. nie znam już tamtego człowieka. nie znam i nie poznałbym siebie z tamtych lat. wszystko odeszło. odpłynęło. uciekło. rozmyło się w pamięci. smaku już twojego znać nie chcę, ale i tak wiem, że to najlepszy smak jaki mnie wypełniał. i nie pytaj o pustkę w mojej duszy, bo nic nie odpowiem. introwertyczny ostatnio jestem jak sam pan skurwysyn. a żałuję. a nie lubię. wolę siebie takiego wesołego. szalonego. męczącego. ze skrajności w skrajność. a noc nie kryje już łez srebrnych, które spływają po okrągłej twarzy księżyca, który nie skrywa się w chmurze największej, bo nie.
kontrolki się świecą, że jeszcze jeden taki kryzys i mnie zwyczajnie nie będzie, bo tak. bo mi się tak podoba. bo nie lubię słów: dlaczego. przez co. po co. na co. za co. i nie tłumacz mi niczego, bo wiem dobrze, że mam w sobie wiele wartości, ale pożytku one nie przynoszą i szczęścia, a wprost przeciwnie. na dno zrzucają. w przepaść. w otchłań. i nikt poza nosowską nie umie mnie wzruszyć bardziej niż ja sam. i mi gorąco. a głos twój taki obcy w słuchawce. i stuk. puk. stuk. kto tam? kurwa hipopotam. jak zaciekle mnie osaczasz swoim truchłem. a ja w śnie uciekam przed wielkim głazem, co to on kurwa jest okrągły i się toczy. i się kurwa toczy szybciej niż ja biegnę. i nie mów mi, żem wielki. bom niewierny jest jak sam ten tomasz, co się nawrócił. ja się nie nawrócę. elemelebach. i głoś w swoim domu tę nowinę. głoś. a ja radioodbiornik i fale mam te takie fizyczne, magnetyczne, kosmiczne. jestem uniwersum. i w jego centrum mały punkt. punkt, który zbiera cęgi. wykrzywia obcęgi. zagina czasoprzestrzeń i tłucze kotlety.
a ciebie chcę. tak po prostu. bo mam taki kaprys. bo mi się tak podoba. bo zazdrość i bach. bo szok. bo by mówiono. bo to prawie jak mezalians. bo to byłoby coś. bo mi się śnisz, ale nie jako głaz. bo lubię. bo tak. i dopnę swego. dopnę jak guzik marynarki, choć częściej rozpinam. i tłumacz sobie, że nikt inny tego nie widzi. nie słyszy. nie patrzy. nie wzdycha. nie liczy. nie troszczy się. nie gryzie. nie liże. nie szuka. wzdycham. patrzę. łęczyca na horyzoncie. i boruta diabeł przebiegły z zamku czerwonego. pode mną autostrada i nade mną różowe chmury. auta mkną sto trzydzieści. wiatr. i chcę gnać przed nimi. szybki. szalony. gargantuicznie potężny. metafor sto i tysiąc syrenich śpiewów. okno otwarte. dopiero czwartek. sen paranoika. topos hultaja. krąż jak krążownik. gryź jak gryzoń, ale nie dzwoń do mnie z numeru prywatnego, bo tego nie zniese. już ci jurodywij. kurwamać. szlachta.

<---





2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2009 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2010 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2011 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12



bo own mjo pap aut last ont ro g in db drf dzp rmd sz pa kds kn ch dvm rej plp tq


o mnie
moje teksty
moja wrzuta