Link 08.01.2008 :: 23:18 Komentuj (7)
i teraz w chwili magicznej utknalem, i zacialem sie nawet swymi marzeniami, a krew broczy powoli ku ziemi.
i znowu nie bede gwiazda na niebie gwiazd pelnych, w alei zapomnienia.
tylko zwyklym promykiem od swiata bijacym po oczach niewidomych.
a woda bedzie plynela pod gore, a skora sie nie zarozowi.

przypalona buzia papierosem niedobrym, co to przez przypadek calkiem po prawie jak martini w akcie niewyjasnionym wyryl sie czerwienia na policzku.
smak lzy brudnej, bo zanieczyszczonej zlymi fluidami.
modl sie do mnie dzisiaj, bo tego chce, a badz zazdrosna i obludna, a w marzeniach sie swych pogub, jako i ja kiedys zbladzilem.
slodkie pitu pitu i gwara goralska. a za oknem snieg. a mial byc deszcz.
i brud na trampku. brud obcych ludzi, co szli przede mna.
i smak goryczy w ustach. bo krew mam gorzka.

nakarm mnie swa slodycza, bo juz prawie zero wskazuje moj wskaznik insuliny, a diabetykiem uczuciowym sie stalem i nigdy, przenigdy nie zbije lustra z moim odbiciem.
drozny uklad moj myslowy, a twoj jak zawsze zapchany niepotrzebnymi slowami, co to je z ust twoich czytam. a w oczach masz strach, a ja nienawisc.


Link 12.01.2008 :: 16:34 Komentuj (2)
nakreslilem popiolem z papierosa na papierze twoje imie. potem je podpale nad swieczka wanilia pachnaca. wanilii nie lubie.

w pociagu.
miejsc siedzacych brak. zastanawia mnie dlaczego ludzie, ktorzy jada pol godziny pociagiem tak bardzo pchaja sie, zeby wsiasc do przedzialu i usiasc. ja jade siedem godzin, wiec nic dziwnego. wczoraj stara baba z torunia do aleksandrowa kujawskiego jadaca rzucila, ze ona musi siedziec, a ja nie. bo ona daleko jedzie. dwadziescia minut az jedzie. a ja tylko godzin siedem. wiec ja nie usiade, bo jej siatki musza jechac z nia, na dwoch fotelach. jej siatki za bilet nie zaplacily. ale siedzialy te dwadziescia minut.

w domu.
mialem zrobic tyle rzeczy, a usnalem o dwudziestej. spalem do dwunastej. potem zaczalem sie uczyc. i tyle. pieprzona historia spoleczna europy. za duzo dat. za duzo. za duzo.

dzisiaj.
lenistwo slodkie, rozladowany telefon, a ladowarka w toruniu.


a wiesz, ze noca przychodze do ciebie, po cichu. oczy swoje zamknij, bo nie mozesz na mnie zerkac. tak jak kiedys skleilas je mazidlem jakims, by nie widziec moich smutnych oczu. a chwala tobie i badz pochwalona. a kinga niechaj flage wywiesi, bo swieto panstwowe nadchodzi. a tobie pomacham reka niczym krolowa brytyjska, bo jestes niegodna wiekszej poufalosci.

pod l'arc de triumphe la virgin. paryski spleen dziewicy.
modre jej spojrzenie wodzi za obiektywem aparatu. usmiechow ot tak sobie nie rozdaje, bo nie ma w zwyczaju szczerzyc bieli zebow swych, tylko z okazji kaprysu fotografa. a na foro romano bys pognala.

nigel mi gra. kukush. z kroke.
kazimierz na skorze czuje.

Link 12.01.2008 :: 22:00 Komentuj (12)
i znowu to przenikliwe spojrzenie. i wspomnienie tamtego pieprzonego dnia.
jak kolos ze spizu wtedy bylem, a moze i z czegos mniej trwalego.
dzisiaj jestem szesc razy silniejszy, bo sklejam do kupy rzeczywistosc, bo wierze w siebie, bo mam ten cholerny dystans do swiata. bo biore na dystans ludzi.
kiedys jedno slowo twoje, a ja korzylbym sie u stop twoich.
to bylo kiedys, to juz nie wroci. nie pstrykaj palcem, bo nie zjawie sie za chwile.
bylas inna. przed. a moze zawsze bylas taka sama. zawsze to zamroczenie. to zycie na pol gwizdka. ech.

papieros jak zegar odmierza godziny.



Link 13.01.2008 :: 21:21 Komentuj (11)
otworz usta jak kylie minogue, przechyl glowke, a teraz zrobie ci zdjecie.

bede jak lod. bede jak lod.
i noca nie otworze mozgu na swiat zmyslow. a jutro zapukam do okna twojego i nie przywitam sie, bo savoir vivre na bok odlozylem.
vivy i gali nie czytam. papierosow cienkich nie pale. nie nosze bokserek czasami.
tego o mnie nie wiedzialas. a teraz juz wiesz, bo o tym napisalem.
na niebiesko coraz czesciej sie ubieram, tworze z tego swoj znak rozpoznawczy. oczojebnym kolorem kluje po oczach.
volta bjork mi nie smakuje, podobnie jak herbata inna niz zielona.
wiem czego chce i chce tego natychmiast, bo jestem prozny.
bede jak brzytwa. bede jak brzytwa.
bo kurwa duzo czytam.

i truj mi teraz dupe, ze przeze mnie, ze to wszystko moja wina, a ja i tak cie nie poslucham, bo nie mam w zwyczaju. a pewne rzeczy ustala sie wspolnie, a nie osobno, za plecami, zwlaszcza jesli chodzi o kwestie oplat za mieszkanie. bo ja nie wsiade do pociagu o godzinie drugiej w nocy, bo sie boisz. a boj sie. a boj.


Link 20.01.2008 :: 21:53 Komentuj (4)
i klapki na oczach mial bede.
i padne dnia jedenastego.


Link 22.01.2008 :: 19:06 Komentuj (4)
zadaniem na wczoraj i dzis bylo przezycie dwudziestych drugich urodzin wspollokatorki, ktora to jest mistrzynia w balaganieniu i po angielsku wychodzeniu, uprzednio nie sprzatawszy. celem rowniez bylo osiagniecie stanu uniemozliwiajacego mi wyjscie z nia na miasto, co cudem zostalo osiagniete dzieki reakcji zoladka na dziewiec setek wodki. sen, ktory snem nie byl. brak szacunku dla mojej ciszy i sny dziwne, co to w nich pingwiny w okna stukaja.
teraz o godzinie dziewietnastej, siedziwszy samemu w czterech scianach, w tym burdelu, w duzym pokoju, gdzie jest syf i inne synonimy brudu. a ona gdzie indziej odsypia noc, choc innym pospac nie dala.
przywilej urodzin ? nie sadze, skrajny egoizm, co to z nie po raz wtory wyszedl.
wyjscie bez pozegnania.
sasiadow podziwiam. ja dostawalem jasnej kurwicy, a nawet ciemnej.
a oni ci sza. choc w koncu ktos powinien interweniowac.

a do egzaminu juz tylko dziesiec dni.
i nie wiem jak to bedzie.
mam ochote na chwile samotnosci.
ale nie tutaj.
w domu.
domu.
bo to tylko mieszkanie, bez westy ogniska.

torunskie pierniki smakuja swietnie
o dwudziestej trzeciej na placu katarzyny.


a na 71222 mozna wyslac sms-a o tresci A01097


Link 30.01.2008 :: 19:26 Komentuj (2)
z duma pochwale sie, ze stan rywalizacji miedzy mna, a szanowna kadra wykladowcza obecnie wynosi 2:0. poki co... w piatek na pewno juz bedzie 2:1, czego jestem pewien, bo z calego prawoznawstwa umiem jakies 80%, a znajac moje szczescie zapewne wylosuje pytania, ktore obejmuja ow procent 20, ktorych za chiny ludowe i nawet demokratyczna koreii republike nie zrozumiem.

domy z betonu wyrosna mi przed oczami,
a i tak wzrokiem ich calych nie obejme.

wracam do pieprzonej wykladni prawa.
a w piatek do domu na weekend.





2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12







bo own mjo pap aut last ont