Link 01.10.2007 :: 02:37 Komentuj (4)
w dalszym ciagu nie wiem, kiedy zaczynam te przeklete zajecia.
w dziekanacie mowia, ze niby osmego. ale ja doskonale wiem jaka niewiedza panuje w dziekanatach. wiedza pan dziekanatek obejmuje techniki parzenia kawy, mowienia - jestem zajeta, malowanie paznokci i bycie opryskliwa.
z jednej strony wole osmego. z drugiej trzeciego.
paralizujaca jest sama mysl pakowania, wyjezdzania, rozpakowywania.
tych wszystkich czasownikow zwiazanych z samodzielnym zyciem.
radosc ma jest olbrzymia z pewnego powodu, ano nie bede najstarszym studentem tegoz jakze nudnego kierunku - europeistyki. jest jeden osobnik o dwa lata starszy, wiec jest dobrze, poza tym ow osobnik rowniez nie za bardzo wie co i jak, acz jego wiedza jeszcze mniejsza niz moja, bo ja chociaz wiem gdzie jest dziekanat.
uniwersytet moj cierpi na paraliz informacyjny i totalna dezorganizacje. zawzdy, czas sie przyzwyczaic.

moje dwie wspollokatorki juz ukradly mi zarowke z pokoju mego, co monika miala okazje mi zakomunikowac przez telefon. ja im tez cos zabiore. mam nadzieje, ze do czasu przyjazdu mojego, cos pozostanie w tym moim lipnym, maly, trzynastometrowym pokoju.
chociaz z drugiej strony lepsze to niz gnic w dwojke w kawalerce.
nie mam ochoty dzisiaj na pisanie ze zwroceniem uwagi na znaki interpunkcyjne.
jeszcze godzine i pol temu trzesly mi sie rece jak nalogowemu alkoholikowi.
troche przeszlo. spakowanie plyt zajelo nader malo czasu.
to bedzie totalna wyprowadzka, bo zabieram kuchenke mikrofalowa i lampe.
kolekcja zegarkow tez pojedzie ze mna, dwie maskotki tez zostaly juz wytypowane do delegacji.

z ojcem sie pozarlem wbiegajac do sypialni owych rodzicow i komunikujac:
we wtorek masz mnie zawiezc do torunia. jutro zakladasz mi konto, kupujesz szesc par spodni. artykuly z rosmanna. zeszyty dwa. trzy dlugopisy.
a on, ze nie ma mowy.
tom powiedzial co mysle. trzasnalem drzwiami i wyszedlem.

nie wiem czy bede jeszcze w stanie napisac cokolwiek na blogu.
zatem zegnam sie z wiernymi czytelnikami.
w pierwszej kolejnosci z bo.
bo bo jest bo-ska.
nastepnie wrzucamy innego. pomijam porzekadlo, ze kobiety maja pierwszenstwo.
ale inny dzielnie czyta moje hustawki nastrojow i jeszcze nie bierze valium.
nastepnie mjo. lubie jej niepokoje.
jola. duzo ciepla.
p-apier.
jesienna. za wiernosc.

jesli o kims zapomnialem.
przepraszam.

a pannie monroe zycze wszystkiego najlepszego.
zeby serbistka byla.
najserbniejsza.
i zeby nie wywolala nowej wojny na balkanach.



Link 01.10.2007 :: 14:47 Komentuj (5)
bardzo uprzejma pani. bardzo uprzejmym glosem. przez bardzo uprzejme slowa.
w bardzo uprzejmym dziekanacie. wypowiedziala do bardzo uprzejmego telefonu.
cytuje:
sloneczko zaczynacie osmego. ciesz sie wolnoscia.

czyzby to dlatego, ze dwa dni temu mialem imieniny.
a wczoraj byl dzien chlopaka.
a moze dostala podwyzke.
moze jest taka sama z siebie.
moze ktos ja czyms odurzyl.
nie wiem.
najwazniejsza jest wiedza na temat poczatku zajec.
w zasadzie mnie to rybka, bo na wyklady nie chce mi sie chodzi

spakowalem te pieprzone plyty.
teraz je przegrzebuje bo pilnie potrzebuje jednej.
oczywiscie nie znajde jej teraz.
a w najbardziej niespodziewanym momencie.

chcialem zabrac ze soba dwa kaktusy.
ale ja sie nie znam na roslinach.
nie umiem odrozniac drzew.
zwlaszcza iglastych.
poznam jedynie brzoze, dab, kasztan, wierzbe, modrzew i klon.
nie umiem takze podlewac kwiatkow.
dlatego ich nie zabiore.

zaciagam sie camelem.


Link 02.10.2007 :: 21:54 Komentuj (6)
albinoni.
adagio.
lzy.
sie boje sie.
ale pojade.
i bede sie usmiechal.

Link 03.10.2007 :: 20:15 Komentuj (38)
ach ta moja rodzina.
wedlug obliczen powinienem wlasnie zblizac sie do leczycy.
a gdzie jestem ?
w lozku. na walizkach.
wszystko juz mialem spakowane.
i co ?
i dupa !
moj ojciec jest kompletnie niedojrzaly.
jak zielony pomidor. niesmazony.
ktos powiedzial mi, zebym jechal pociagiem.
ok. ale jak sie zabiore ? toz ja do swiat w domu sie nie pokaze. bo karte mam. bo ubrania mam. bo pral bede u kolezanki. bo deske do prasowania i zelazko wziela monika. bo wszystko co mi do zycia potrzebne (procz matki i kota) mam w toruniu.
nie do konca w toruniu jescze. bo obok mnie.
w torbach. walizkach. plecakach.
stanowczo do pociagu sie z tym wszystkim nie zmieszcze. nawet gdybym zrezygnowal z polowy ciuchow, problemem bylby komputer, lampa, kurtka i garnitury (cale dwa, ale liczba mnoga dodaje szyku).

zamiast siedziec teraz w samochodzie, slucham mum. o mum panna monrolka z obwislym cycem nie wyraza sie pochlebnie. a zeby cie tak poskrecalo w tych bucikach twoich na niskim obcasie i zebys butow na wesele nie znalazla.

szukam kogos kto mnie zaadoptuje i zawiezie do torunia ?
ktos chetny ?
inny, p-apier ?
bo, mjo ?




Link 04.10.2007 :: 05:39 Komentuj (11)
spac nie moge.
nie to, ze stres.
nienienie.
pradu nie bylo od siodmej trzydziesci do osiemnastej trzydziesci.
tom sie pakowal. pakowal. spal. jadl. spal. spal. spal. spal.
nie chce mi sie chyba.
a w toruniu miast isc z przyjaciolmi gdzies.
padne jak detka.

matko.
pamietaj dziecko twoj skarb.
spakuj mu to, o czym zapomnialo.


czy jak rozpisze przetarg na zrobienie szablonu, to p-apier
sie don zglosi i ow przetarg wygra ?

a jutro o tej samej porze bede gnil w tapczanie, na ktorym pewnie ktos kiedys umarl.
czuje to w kosciach. no i ten cmentarz obok.



Link 24.10.2007 :: 00:51 Komentuj (12)
24 pazdziernika godzina 00:40

gdybym wiedzial, to co teraz wiem.
rzekomo bardzo zakochany i rownie rzekomo bardzo szczesliwy.
rozczarowany toruniem. rozczarowany panstwowa uczelnia, zbieram piatki z francuskiego, bajerujac, ze ja je ne comprend pas, je ne parle rien francaise. i inne trallalala. rozczarowany z poczatku rokiem swym rocznikiem osiem osiem kwitnacym. rozczarowany mieszkaniem i pubami. rozczarowany kompletnie wszystkim, wlacznie z miejska komunikacja.
z tego letargu beznadziei swymi esemesami wyrywa mnie szanowna bo, ktora wczoraj miala urodziny.

jestem po trzech piwach, w fazie tak zwanej atoli refleksyjnej. wszystko wydaje mi sie skrajnie nie majace sensu. to co mam oddalbym pierwszemu lepszemu zebrakowi, ktorych o dziwo w toruniu wielu nie ma.
idea gotyku na dotyk. dobre sobie. na starowke mam metrow niewiele. bylem cztery razy. nie kreci mnie to. ja nie wiem, inny (czlowiek, nie nasz drogi inny.ownlog.com) zlapalby noge z gangrena i calowal z wdziecznosci.
tu jeszcze bardziej widac kompleks malego miasta.
ojej.
musze zmienic posciel.
musze przestac jesc.
musze zaczac chodzic na wyklady.
musze.
nie chce.
ale musze.

tramwaj.
cztery linie, ktore ciagle myle.
cmentarz za oknem.
i jezioro.
rano sceny rodem z ptakow hitchcocka.
opasle stada mew na latarniach ulicznych zdaja sie pilnowac ulicznice.
nie pachnie kawa.
pachnie spocona nocna zmiana.
taka niepodmyta dziwka.
droga na uczelnie to dziesiec minut tramwajem plus piec pod rektorat. plus piec na wydzial. blogie mini-miasteczko-w-srednim-miescie.

przedwczoraj, to byl pierwszy dzien piatej rzeczpospolitej.
mnie najbardziej podobala sie trzecia.
piata zaczela sie wielkim korkiem i nie dotarciem na zajecia, acz trzema winami oblalismy sukces platformy (niewazne, ze bylem pelna piersia za lidem).

i ostatnie zdanie.
zapewne jedyne komentowane.
po czym mozna poznac, ze sie kogos kocha ?

tesknie.
i jestem pijany.


Link 31.10.2007 :: 23:32 Komentuj (4)
pociag pkp przewozy regionalne.
pociag dobrze nie wyjechal z torunia, a juz mial 40 minut opoznienia.
slodki zapach potu i starych ludzi mieszal sie z moimi silnymi perfumami.
siedem godzin meczarni.
siedem pozycji na godzine.
siedem lykow wody mineralnej.

a teraz wygodny fotel wsrod mych zoltych scian.
jedzenie o smaku nie do przebicia.
i brak tej jednej wydry, ktora mam po dziurki w nosie.
wydry wydrowatej w dodatku dziecinnej.
gwozdz do zmiany mieszkania.
jeszcze mlotek sie przyda.

w poniedzialek znowu siedem godzin w pociagu.
siedem walizek wiecej.
siedem sloikow jedzenia.
siedem zyczen.

a teraz slodkie lenistwo.





2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12







bo own mjo pap aut last ont