Link 01.11.2006 :: 18:47 Komentuj (2)
przyjade do ciebie w grudniu.
z bialych roz bukietem.
i zostane na lawce przez chwile wtulony w marmur.
pamietam ten dzien. pamietam tamta noc.
i dwa tygodnie nastepne.
krysztal rozbity na miliard kawalkow.


Link 02.11.2006 :: 08:45 Komentuj (3)
pamietaj, zeby unikac ludzi sluchajacych maj immortal i opisujacych sie w ten sposob na gie gie.
dobrze jest miec zasady. lub choc jedna.

byloby calkiem milo, nawet nie zwazajac na cholerny snieg za oknem, ale. ale. ale. rozwala mi brzuch, tak jakbym mial w nim dwie scierajace sie sily. wlasna burza lodowa w zoladku. hmm.
i pan elektryk. nie przyjezdza. ostatnio byl miedzy 9:09 - 9:19. obudzilem sie o 9:20. dzisiaj otworzylem oczy i podnioslem sie z lozka o 8:03. mam nadzieje, ze nie byl o 8:01.

listopad. brr.

Link 03.11.2006 :: 02:59 Komentuj (1)
niewinna twarz aksamitem okryta. i usmiech szczery. oczy piwne wpatrzone w obraz na monitorze. ekstatczny grymas twarzy.
wyjatkowe odsluchanie utworu.

proza zycia codziennego nie przemawia juz tak czesto przeze mnie. nic sie nie dzieje, wiec slow o zrobieniu sobie herbaty tu nie ma. moze beda. jak depresja minie. tak mam depresje. trzeci raz w zyciu. oslabiony apetyt. agresywne zachowanie. apatia. zwatpienie. wyjde z niej sam. moze z pomoca przyjaciol. sily mi zyczyc mozecie i powrotu muz. bo opuscily mnie na okres miesieczny. zamet wprowadzily. brak slowem ekspesji rowna sie byciem niemym.

pamietasz jeszcze... ? pamietasz.
a nie zapomnisz... ? nie zapomne.
to dobrze... dla ciebie.
dlaczego ? bo tak.
tak ? tajemnica.
kolejna ? nie. wciaz ta sama.

niewazne gdzie bedziesz. znajde cie. nim slonce promienie swe nad rownina roztoczy. nie dbam o nic. szukam. szukam. szukam.

chca zamknac utopie. bandyci. jedyny lokal w miescie, gdzie piwo smakuje inaczej. i muzyka gra alternatywna. nienienie. protestujemy.

a angelicus trwa w swej adonisowej powloce. po rozkruszeniu satanicus.

Link 03.11.2006 :: 23:58 Komentuj (2)
i glucha noc echem sie odbija pomimo, ze cicha.
cicha noc, ale nie swieta. i zwierzeta nie sa usmiechniete. nie ma lulilaj, atoli i hosann na wysokosciach. za to gratis jest herodow trzydziestu.

a glazem we mnie rzucasz. i ja przed glazem nie uciekam. spiewam na ciebie, bo nie dla ciebie i nie do. na ciebie, bo zawodze, a nie spiewam. dusze kota. z tonacji co chwile schodze, ku twojej zlosci zapewne. juz nie spiewam. a ty glazem wciaz rzucasz.
uwodze te przeklete muzy. i kantare spiewam. nie. ja ja wyjekuje.
saldeka i piesn zofii.

umarli moga tanczyc. a ja nie umiem. musze chyba dwadziescia dziewiec razy zejsc z tego swiata by sie nauczyc.

Link 05.11.2006 :: 13:21 Komentuj (3)
i deszczem niebo splywa na ziemie. a i w ziemie przesiaka. wszedobylskie to takie. a gorzalka jeszcze nie wypita. jeno papierosy dwa wypalone i godzina jedna minela.

Link 06.11.2006 :: 13:52 Komentuj (1)
zielone oczy we mnie wpatrzone i kraina umierajacych godzin.
i zdanie o mostach w swietle nocy rozwieszonych.
dwa pocalunki w policzek i jeden w czolo. reka wlosy przeczesujaca.
och. ach. ech. z kim ja dzielilem swoj sen ?
osiem gor i tylko trzy lasy. a w kazdym z nich po szesc strumieni. czysta woda obmyje twarz swa wracajac z pierwszego szczytu, zdobytego w rekordowo szybkim czasie. wolnosc, czymze jest wolnosc?
odziana w lachmany postac rysuje mi sie przed oczami i powoli podchodzi blizej. czy pani jest wolnoscia ? milczy, widocznie mowi w innym dialekcie. mijam ja, lecz ona chwyta mnie za ramie. o. tak bawil sie nie bede. wyrywam sie z jej mocnego uscisku. trace lewy bark.no i modliszke poznalem. i nie zjadla mnie.


Link 07.11.2006 :: 00:25 Komentuj (3)
i wedruje dalej poprzez gory, stepy, morza. jak chrystus jezus z betlejem po wodzie stapam. jestem bluznierca i sybaryta. i na dodatek w jednej dwudziestej osmej zydem. jestem jeszcze chorwatem, austriakiem, ukraincem i polakiem. wiem, ze znajde raj gdzies hen daleko. jejku, ale czy mi zycia starczy ? swiece na wietrze gasna co sekunde, moja jeszcze nawet do polowy nie spalona. stearyna wspomnien jednak ocieka. spada do miski z ciecza. wrozby andrzejkowe. i inne mistyczne zabobony. ezoteryka i hiromancja. geomantrycznosc. tarotem walcze na codzien i kartami zwyklymi. co sobie wywroze ?ano widze. widze. niebezpieczenstwo i zagubienie. zwatpienie i odplyw energii. dwie blondynki w czarnym kapeluszu. siedem zakonnic w kolejce do konfesjonalu. w konfesjonale ja lamiacy tajemnice spowiedzi. nikczemny.
a one obludne. choc do zakonnic nic nie mam. biedne kobiety. robia duzo dla satysfakji tylko.
oj. ej. aj. a gdzie moje tango ? gdzie moje boa ?
nie ma juz ni krztyny argentyny we mnie.
tylko wodka przelewa sie przez zyle.

Link 08.11.2006 :: 02:40 Komentuj (1)
zielen oczu czy piwnosc.
moher czy jedwab w stylu bycia.
na szali klade wady i zalety.
na szali sam bede robil za odwaznik.
jak cos robic to w stu procentach samemu.
a historii jej nie znasz, bo poznac nie chciales. ot co.
natura matka zbudowala granice, ktorej ni suka ni ideal nie przekroczy ot tak sobie. ach. och. ech. i inne jeki onomatopejiczne.
a wyrwij sobie z rozpaczy tynf klakow i zanuc mi ballade o janku wisniewskim co padl.

palenie zabija
palenie tytoniu silnie uzaleznia - nie zaczynaj palic
chroncie dzieci - zmuszajcie ich do wdychania dymu tytoniowego
twoj lekarz lub farmaceuta pomoze ci rzucic palenie.
pytan kilka.
ze zabija to wiem.
ze uzaleznia to wiem, ale to nie zaczynaj palic to nie na paczce powinno byc a na wystawie kiosku, badz jako klapek na oczach.
dzieci chronil nie bede. raz nie bede mial takowych. dwa dzieci same sie nie chronia. radykalny bede i powiem - internet od lat osiemnastu. o.
twoj lekarz ? o ile sobie przypominam nie mam swojego lekarza na wlasnosc wylaczna i prywanta. farmaceyty tez nie.
czy znajomi lekarze byc moga ? bo poki co znam dwoch najprzydatniejszych. psychiatre i kardiologa. jak maligny dostane, jak w amoku zabije dwie muchy, to jesli zolty papier nie pomoze, to chociaz slabe serce wyzwoli.
radio maryja tez uzaleznia i zabija. normalnosc i zdrowe myslenie. od osiemnastego roku i oblozyc akcyza. i filtr dodac, bo trucizna silna.

sen rozami zakwitnie. herbacianymi. czarny tulipan. raz widzialem i poszukuje. dwie ryby akwariowe do gory brzuchem plywaja. wielka kobieta kot z pejczem mnie goni. metaliczne futro. be em wu wsrod skaczacychnaczterylapy. i rudosc wlosow. i zielen oczu. i pati yang. wreszcie. kop kop kop sobie swoj grob. a na nim napisz jag ar bog. jag ar underbecke. svenska ar sprak. i nic wam do tego.
jag ar tycket myket om dig. i nic tego nie zmieni.
triphopfunkambientchillout.
kiniaminiapodlaswiniadworcowadziwka.
i lalalala.
a krakow cuchnie kini wnetrzem. jak wypatroszony sledz.
solona zupa z pieprzem. pieprzowy kotlet z sola.
i mnostwo majeranku. ozywimy zapach. w wisle sie utop w koncu kiniuminiu jak wanda, co niemca nie chciala, ale ty bedziesz kinia co samotnosci nie chciala. bezbezbez szans.
impertynent. kazia szczuka. jaruganowacka. fembeton. feministki sa slodkie. kinia tez chce byc feminisitka i miec przyjaciela geja, bo tylko taki ja pokocha. serbistka przyszla. cholerajejmac.

stolica hejnal sobie zafundowala. wieza zamku krolewskiego z 46 roku. lepsze niz stacja we wloszczowej. ekspres z warszawy do krakowa przez wloszczowe. miodcudbrudgosiewski. to jest polska.
wybory samorzadowe juz w niedziele. nie wiem komu zrobic bardziej na zlosc. po czy sldupsdpldemokraci. w akcie skrajnej rozpaczy
zaglosuje na corkesiostrybratawujamezaciotkiwnuczkipradziadkatescia
danuty hojarskiej, pewnie tez bedzie na liscie. oj polityko.

Link 08.11.2006 :: 23:31 Komentuj (1)
odwieczny nasz przedswit rozjasnial nagle.
ksiezyc rozlal mleczna poswiate na niebie.
sekunde temu. a ja utkwilem ze wzrokiem w niebo wpatrzonym.
magia ostatniej chwili poranka. sacrum wschodu slonca.


Link 09.11.2006 :: 03:25 Komentuj (1)
oko za oko
kamien za kamien.
serce za serce
potwarz za potwarz.
i lalala lulilaj o poranku.
zielen kocia nostalgiczna.
i szmaragd trawy mej w doniczce.
zasypiam, by dzien nowy nadszedl i okrutnym byl.
tak. okrutnym.
w koncu to bedzie jakas odskocznia od nudy i nerwowosci ciagle tymi samymi sprawami - rozwodjestemskurwysynemnicnierobiacymitd.
oj megan. wpadnij na mocce. kardamon. i sernik. i wez dwie walizki na melancholie.

Link 11.11.2006 :: 01:46 Komentuj (1)
niedopite wino w kieliszku.
ciche wzgorze czerwienia plonace za oknem.
morfeusz zatrudniony za poduszke.
popielniczke pelna papierosow.
lozko w pachnidlach oplywajace.

ach.
ten cichy sen. ta cicha noc. to wzgorze.
lekkosc serca i poscieli. muzyka inna niz zazwyczaj.
i te powieki. lekkie. brwi slodycza zmruzone.
ach.

Link 12.11.2006 :: 02:03 Komentuj (3)
a sylwia oszustka jest. tak jak byla. na starowislnej ustawila swe loze. naprzeciw meliny. choc odglosy dobiegajace z jej mieszkania sa ludzaco podobne. wspolokuje sie z nia slawna panna monroe, ktora notabene winna mi jest trzy siedemdziesiat, wyludzonych kiedys na lizaka i jakis sok tymbarku. po naliczeniu odsetek postanawiam zatrudnic firme windykacyjna celem odzyskania stu czterdziestu osmiu zlotych. miej sie na bacznosci.
wracajac do owej kabak osoby. nie miala osobowosci. nie miala zasobow tak zwanych energii, ktora moglaby ja wyroznic. ot taka sobie byla. i taka pozostala. w mlodosci pewnie szukala szansy dla siebie w zabawach lekarskich. w doktora grala jak ta lala. w liceum kupila sobie czerwone korale i probowala palic davidoffy nie zaciagajac sie. dokonywala samoosmieszenia. takie cos jak szoah, tylko w mentalnej plaszczyznie. gubila sznurowadla sciag. acz przyznam jezykiem wladala przyzwoicie, szkoda, ze niemieckim i angielskim, bo polonistyczne jej zdolnosci do pracy w fakcie ma az nadto niedoskonale. kijem jej nie ruszano, bo glowa jak balon byla, co z atencja baczna podkreslala stylizujac ja na kudlaty balon. gdyby napelnic ja helem, to posrod blekitnego nieba trza jej byloby szukac.

sto razy razy trzy razy.
dwa razy dwa razy razy.
i prima donna.
i donna mobile.
a gniazdo zmij z czternastoma jajami.
a otwor w poszyciu lesnym dla matki.
kloaka mysli jej dojrzalych.
i warkocz spleciony ze sloma nocy ostatniej.

ach megan.
gdybys ty wiedziala. czula. znala. gdybys byla doskonala tak jak
jestes. tylko wtedy. rok temu. trzy dni. dwanascie godzin i minut
szesnascie. to byloby inaczej. byloby jak ?
gorzej ? lepiej ? byloby. bedzie. jest. a co jest ? jest slowo. a po slowie bedzie zdanie.
noc tka na swym kolowrotku magiczna siec na zmysly. domysly. a ja
rzucam dwa uroki. magia biala czarna ze soba ciasno splecione. a kwiat paproci do dzis pozostaje nieodkryty.
a ona rzekla - padam padam de quatorze julliet. i padla. ale sie podniosla. luk erosa i amora. kaduceusz. buty always herosa ze skrzydelkami. i tasma do wlosow rozowa koniecznie. echem twoj krzyk odbija sie od sciany.

a noc rozkwita. i dziwki juz w pracy.

Link 13.11.2006 :: 01:46 Komentuj (2)
i herakles pobil sie z efezyjczykami. a nigdy tak nie bylo. zeus grzmial ze swej siedziby. ale herakles chcial byc w najciemniejszej glebi tartaru. biorac meki tantala na siebie.

wista wio. i prr. i jejku.
do wyboru do koloru. czerwone. zielone. zlote. marlboro. gdybym ja w milosci taki wybor mial. ale milosc to nie kiosk z cygaretami.

Link 13.11.2006 :: 16:11 Komentuj (3)
i ludgarda buzek dlonia wlasna papier podpisala, bym studiowac w koncu mogl po uplywie miesiaca poltora calkiem legalnie.
slodki czas oczekiwania. slodki czas popoczekalniowych zakupow.
a jutro sie przebije. tu i tam. ale bardziej tu. o. na jezyku. i o.
na uchu u gory. w tej chrzastce.

Link 14.11.2006 :: 00:02 Komentuj (2)
jezyk przebity zostanie jednak tylko. ucho zostawie sobie na okazje przyjazdu gabi z zapasem agrafek. a agrafki tak czy siak by mi sie przydaly. i igla jedna. chce sobie przyozdobic stare spodnie, zeby nabraly nowego wizerunku. i noca oko zmruze, by zobaczyc jak beda wygladaly.

marta ewa maja. trzy gwiazdki promienne. trojkami chodzi szczescie. trojkaty sa szczesliwe ? hmm. jejku. znowu to samo. a morfeusz spoglada na mnie z fotela. tak. zaraz zaprosze cie do lozka.

dziwka sentymentalna jestem i zdjecia ogladalem wlasnego ciala w wieku lat dwoch. smiesznym dzieckiem bylem. takim cherubinkiem z blond loczkami na koniku w parku jezdzacym. potem konia zamienilem na rower. kazdy facet powinien miec swoja maszyne.

i przyjdz juz do mnie, bo zasnac sam nie moge. i zaspiewaj mi do snu. ukolysze nas sitowie.

Link 15.11.2006 :: 00:48 Komentuj (2)
wymowne.
kurwamac.


Link 16.11.2006 :: 02:13 Komentuj (4)
wstretna chimeryczka. i zolcia plujaca na dokladke.
suka najzwyklesza posrod zwyklych. gardzi nia pol miasta. bo z druga polowa spala. ech. i takie to po ziemi chodzi, a inne leza w piachu.

jezyk moj z tytanowa domieszka. metalowym chlopcem powoli sie staje.
a pieklo mym przeznaczeniem. kociol na spolke z gabi dzielony.
i bolu nie ma. o dziwo. bom nastraszony byl.
czas spac. by znoj znojem byl. a noc noca sie stala w pelni.
a nie. a tak. bo nie. bo tak. histeria snu.

Link 17.11.2006 :: 02:37 Komentuj (4)
w lustrzanym odbiciu blask swiatla poranka.
i blask chirurgicznej stali w dloni dzierzonej.
i smak slonego potu z czola ku wargom sciekajacego.
i cisza grobowo-granitowa.
i wiatr, ktory tym razem nie zmarmurza twarzy kochanka.
i listopad w cieplocie badz co badz skapany.
i nadzieja. nadzieja. nadzieja.

biedronke dzis na rekawie trzymalem i wiewiorke orzechem dokarmilem.
rudosc wlosow jej w swietle slonca skapana blyszczala jak diament najdrozszy, 10 stopniowy w skali mophsa. nie gips. nie piryt. nie jadeit. diament. turmalin arbuzowy. lapis lazuli. tygrysie oko. uracz mnie blyskotkami o jedenastej przed poludniem, nim but moj kopciucha ze stopy spadnie i znow stane sie ksieciem.
jam nie z tej bajki, a z innej. i fonetyke zglebiam. kakol, czyli chwast. kakol w mniemaniu dziekan mej szanownej to kokon. coz. jejku. a ja nie mam nawet magistra. a ona ma doktorat. polonistka. jeszcze lepiej. moje kochane matki jezyka polskiego - basie, jole i gosie, gdzie jestescie, kiedy was nie ma. opokami mowy narodowej bylyscie i dzieki wam tak pisac lubie.
rzekne cos o grupie swej dzis poznanej. pomijajac relikt w londynie dawien dawno temu poznany, karine blondynke nader pusta i ograniczona w mysleniu. co rozowy notes z futerkiem posiadala.
jedynie dwie osoby zdaja sie byc bardzo sympatyczne. pani na p i pan na a.
wyposrodkowany miedzy owe osobki jestem. wiekiem. bo wzrostem najwyzszy. wszak ma sie sto osiemdziesiat osiem centymetrow. ma sie kolczyk w jezyku. osobki owe maja w uszachuchu. i mam kujona typowego. panne nieurodziwa, ktora dzisiaj juz miala sposobnosc zapoznac sie z moja skromna osoba na plaszczyznie niesympatycznej. pierwsze zajecia z suzanne. suzanne. suzanne.
i spicz maly na temat smieszny, badz przerazajacy. wina moja rozkojarzona, oj wina wielka i mea coulpa. czas pomylilem. a dziewka szyderczo pod noskiem minke numer piec przywdziala, bo jej brzydota mimike twarzy ogranicza i zaczela poprawiac. mea coulpa. a szlag niechby cie trafil ofiaro transformacji.
rzeklem - dziewojo. raz - szacunek. dwa - wyrozumialosc. trzy - taka postawa sympatii sobie nie zaskarbisz. tak rzeklszy. owinalem sie szalem mym bordowo-zoltym numer siedem. obrocilem na piecie. kolczykiem o gorna lewa trojke zastukalem. i sie przemiescilem w kierunku osob z ktorymi de facto znac sie mam ochote, a i moze troche dupy odslonie. bom czasami ekshibicjonista jest. czasami za bardzo. czasami za malo.

bestia jedna. bestia druga. bestii jest wiele.
tak mnie naszlo czasy ostatnimi. czytam w zasobach wszechsiecii o holocauscie. o polkach operowanych w ravensbruck. o kurwach esesmanskich. o marii mendel. suce nad sukami. kinga w sukowatosci nigdy jej nie dorowna. slucham requiem preisnera, kapie lza, zlorzecze pod mym ni zadartym, ni garbatym noskiem. lacrimosa. lacrimosa.

opera. callas maria. bizet.
carmen kiedys miala znaczenie metaforyczne in hija. teraz stricte nawiazujace do partytury najpiekniejszej z oper. tak sieknenlo mnie juz nie tylko na klasyczna muzyke, ale nawet na opere. dziwnys. dziwnys chlopiec. z dwoma krzyzami w kalendarzu, ale z zadnym na szyi. mendo ateistyczna.
zagram czarna owce w sztuce 'owieczki biale stanowia prawie sto procent populacji', jedna zakala, czarna owca niszczy ta statystyke.
jejku. az takim wazny.

prokuraturo okregowa.
dosc. jednym slowem dosc. szykan. oskarzen. jam wiezniem ideowym zamiaru byc nie mam. prosze o przerzucenie wszelkich podejrzen na ludzi ograniczonych, a za takiego jeszcze sie nie uwazam. choc wkrotce pewnie zostane z tego bledu wyprowadzony.

i slonce nie zajdzie juz nigdy
i dlon matki czule poglaska policzek
i nie bedzie zmeczenia
i nie bedzie koszmarow
idylla
sielanka
nuda ?
bagaz swoj w swej torbie czarnej przecietnej nosze.
dwie ksiazki. papierosy. tantum verde /do jezyka, a jakze/.
i tomik wierszy. minitycimini. bialoszewski. mironizmy. michalizmy.
i morele bec.
hop hop. chrapikot. chrapimatka. chrapidom. ino ja nie chrapi.
i ok.
i ok.
i ok.
a jutro nowy dzien. a jutro piec godzin wykladu.
i jest ogolnie lalala. ze az jejku.
a i sentymentalnym sie mniej stalem.
i glowa mnie juz nie boli jak kiedys.
dobranoc mapety.

Link 17.11.2006 :: 19:54 Komentuj (9)
powiem ci dzisiaj prawdke ani slodka, ani gorzka.
i oplote twoje cialo w uscisku smiertelnym. przerazenie i inne zwoje moje myslowe.
i tamtamtam.

i dzien kolejny jak nuta senna. monotonia owijam sie wzdluz i wszerz jak boa ofiare przygotowujac swoj wystawny posilek.
a pani p i pana a dzis nie ma. /a na wykladzie to pisalem/. a dzwiek duszy kolacze sie w pustce bezzebnego usmiechu.
brzemienna chwila znudzenia urodzi trzy corki. nada im imiona melancholia. nostalgia. rozdrazniona. i jak bol po kosciach beda one sie wloczyc. i jak lzy beda kapaly w dol. a czas zlaczy sie na chwile w pieszczocie ze smiercia. na wieki wiekow zatrzymujac obraz monochromatyczny. gwalt na nadziei dokonany przez ciagle pozostajaca na wolnosci bande niepewnosci. wyrok wciaz dla nich nie zapadl. i najprawdopodobniej nie zapadnie nigdy. oskarzyciel posilkowy o nazwisku rozczarowany. prokurator o imieniu nieomylny /prokuratura z tym nie ma nic wspolnego/ sie szczyci. a omylnosc jest rzecza ludzka.
skazany na imie ma przebaczenie. nie slusznie osadzony w wiezieniu z trzema kratami.

dzien na straty i jejku bym spisal. ino dnia bohaterka pani polepiona z nudy wydobyla mnie. bom sie z nia poszwedal tu i tam, ale bardziej tu. i rozmowy jak zawsze na poziomie. i o wredocie debaty. i krztyna moralow. i odrobinka zycia. dziegciu lyzke najchetniej wlasnej grupie doustnie bym podal. a jak nie lyzke. to chochle. co by oni wiedzieli kto jest kim. a nie. mniemanie o mnie w kategorii dodamandarynaktos. ja dodamandarynaktos ? oj nie.
to bolalo jak noz przez suke wbity w plecy i przekrecony dziesieciokrotnie wokol wlasnej osi.
ciezki los czleka na zewnatrz jazzytrendyglamour. a w srodku o bardzo silnej osobowosci. ubranego w podarte jeandy. z kolczykiem w jezyku.
pare kwasoryjow sie zdziwi. oby tylko szoku doznaly i w apatie oraz sepse popadly. a jak nie owy septyczny wstrzas to dzuma. czerwonka. biegunka. do wyboru do koloru.

podziekowania /szczere/
polepiona. za dzien.

podziekowania /ironiczne/
pani na p
pan na a
za absencje

marzenie na dzis.
opuchlizno pojdz ty sobie gdzie pieprz i cynamon rosna. i pozdrow tonego halika i ele dzikowska.


zwierzetom najpodlejszym zazdroszcze wiec losu,
bo sen je w odretwiałosc bezmyslna spowija:
tak z wrzeciona sie wolno nic czasu odwija!
*
baudlaire de profundis clamavi

Link 19.11.2006 :: 20:09 Komentuj (14)
narysysowalem slonia palcem na oknie.
a teraz bladze w myslach delirycznych.
i szukam dwoch zgubionych godzin.
czy ktos widzial moja mape ?

Link 20.11.2006 :: 01:06 Komentuj (0)
az dwa wyznania i trzy listy. i esemes jeden.
i tabletka nasenna. i podwojne zycie.
tak. noc nadeszla bezsennanasenna.
i dwie teorie spiskowe.
i moc. jakiej dawno nie bylo.
to po cichu czlapie /jednak nie tak cicho/ szczescie.

Link 20.11.2006 :: 02:46 Komentuj (6)
ja tutaj. michel w paryzu.
ja umre konczac ostatnie slowo w mojej ksiazce.
on odnajdzie mnie na zdjeciu zrobionym w krakowie.
koncert van den bundenmayera.
i marionetki dwie. o naszej twarzy.
/la double vie de michel/

Link 20.11.2006 :: 23:46 Komentuj (6)
/notatki z wykladu/
dlaczego wyklad jest do dupy?
- bo widze ta wredna mordokwasowke
- bo rozwalilem telefon
- bo chce mi sie palic
- bo jest goraco
- bo nie ma przerwy
- bo nie widze pani na p, pana na a, a pani na o jest daleko
a w glowie sie bija mysli na temat:
- kiedy zapale
- kiedy bedzie przerwa
- kiedy naprawia mi telefon
- kiedy w sali bedzie chlodniej
- kiedy mordokwas wyleci ze studiow, lub zachoruje na okres okolo dwoch miesiecy

przez nocne ogladanie podwojnego zycia weroniki bylem dzisiaj inny.
a nudnych ludzi mam na roku. beznadziejnych. grzyby. psiaki.
zaloze krucjate przeciw nudzie.
wyobraz sobie czterdziestoosobowa grupe dwudziesto i dziewietnastolatkow, gdzie pala ledwie dwie osoby, gdzie glowna rozrywka wiekszosci jest nauka. a co bedzie po studiach ? praca. dzienny kierat. a zabawa ? a mlodosc ? gdzie czas na marzenia ?
ciut ciut mlodziez zastala. i to dzieci sa w porownaniu ze mna.
pan na a - jedyna osoba starsza ode mnie. pani na o - jedyna wyluzowana, a przy tym inteligentna. ciezkie boje beda. ciezki walki. miejmy sie na bacznosci.

martwie sie.
doba trwa dwadziescia cztery godziny. sen zajmuje mi szesc. nie mam kiedy sluchac muzyki. nie mam kiedy sie zachwyacac preisnerem. nie mam kiedy plywac z muzyka b-tribe. ech.

i dobranoc wam mowie, nieliczni czytelnicy. i snow spokojnych. i snow kolorowych.
amen.

Link 21.11.2006 :: 20:57 Komentuj (5)
i siedemnascie mgnien wiosny widze. juz blisko.
a pani na o jest fajna. i ogolnie sympatyczna. i lubi piwo. ja piwa nie lubie, ale ja lubie. ale piwa nie lubie.
i blabla. a w glowie mam metlik. i nie wiem co myslec.
i ciekawie jest. a iluzja lubie sie nasycic. i wyobraznie zaspokoic.
czasu mam malo. za malo. kiedys mialem za duzo. kiedys w sam raz.

czerwone kozaczki z gownianej skory do torebki czerwonej. a w glowie miast mozgu orzeszek. i lelele. kobieta modna. femme formidable.
i sympatyczne to takie, ze kasakasakasa i ksiezniczki sa na swiecie. panny wybujale. panny jak cory koryntu.
i glupota zarazliwa jest. dlatego wstrzymuje przy nich oddech.
i bawie sie jezykiem. zimnem stalowej sztangi. i odwracam na piecie.
taktak. to ja. i moje getto dla infantylnych. imbecyli. ignorantow.
preczpreczprecz.

a panna monroe dziwka klasy pierwszej niech laskawie konsekwentna bedzie. i niech pogryzie swoja lewa reke. tak. bo zjazd absolwentow blisko. a czas na zmiany.

i double life of the micheal. i jego pieprzone zycie. po montmarze popierdzielam. i aleja trzecia. padne. druga transkrypcja. i spiew les viendras. i morze dzieli mnie od szczescia. krwi i wylanych lez.

zaluje, ze kieslowski umarl. z osiem dobrych filmow byloby na koncie polskiej kinematogrofii. i oscar. uczciwie zdobyty.
a nie wajdomizeria.

bo pan nie zyje, juz to lesne leze
nie rozgorzeje zadzz jego plomieniem,
nie szuka zrodel juz hylas mlodzieniec,
pan umarl, teraz syn marii czesc bierze.

o.wilde santa decca




Link 22.11.2006 :: 17:07 Komentuj (5)
takie tam pitolenie o chopinie.
ech.
jejku.
codziennosc. i mordokwasy me. przesadne. jej. i po co ja tam ?
ano. po to, by pani na o mogla sie wyluzowac i uslyszec, ze za nowym lata. a niech lata. nowemu jest milo. moglaby jeszcze pani na a biegac. pan na a tez. i pani na p. bo kuzwa tak sie z pania na o wyalienujemy, ze jejku.

Link 23.11.2006 :: 08:19 Komentuj (5)
na wloski zaspalem. szesc papierosow wypalilem i prysznic wzialem.
a noc byla taka sobie. rozbudzona o 5. i zasnieta w 20 minut pozniej.
i bum. bam. bom.
i jade sie uzerac z gownazeria na roku.

Link 24.11.2006 :: 16:42 Komentuj (2)
smierc jak kromka chleba.

Link 24.11.2006 :: 23:50 Komentuj (3)
i biala kreda wytatuuj na mnie swe imie.
bym potem mogl je z latwoscia zmyc.

Link 26.11.2006 :: 00:06 Komentuj (4)
i wiedz.
ze dzien dniem byl takim jak kazdy inny. a ty daleko bylas.
i noc noca bedzie niczym sie nie rozniaca. a ty bedziesz w oddali.

i spojrz na blask ksiezyca. i odbicie zlowrogie w szybie.
tylko nie przestrasz sie siebie. skryj w swych dloniach twarz swa magiczna.

i tancz.
plyn w powietrzu jak chmura delikatna klebiasta. sun po niebie czystym niebieskoscia jedyna. i marzeniem wyrysuj imie ukochanej osoby.

Link 26.11.2006 :: 16:40 Komentuj (40)
ciche lkanie istoty niematerialnej schowanej za kotara w kolorze bordo. es vedra. tafla ze szkla. to chyba murano. bo burano na pewno nie. kaloryfer cieplem bije. a ja i tak pod koldra ukryty. zjawa ciagle pochlipuje.

musztrowalem dwie godziny muzyke. z miejsca na miejsce ja przesuwajac. mam armie. armie zdolna udzwignac ciezar bitew najciezszych. a slowo sie skryje w dzwieku glosu anielskiego.

z ostatniej chwili
udalo mi sie narysowac twe imie na niebie.
patrz na polnoc.

Link 27.11.2006 :: 00:35 Komentuj (5)
dobrze wiem, ze nie chcesz zwiedzic mojego swiata.

Link 27.11.2006 :: 15:20 Komentuj (26)
kolatanie serca. przez trzy dni ustanie.
taka swoista spiaczka, letarg i otumanienie.
bede tylko ja i dwie weroniki. no i michel. ale michel tam. daleko. w paryzu. ktory z nas umrze pierwszy podczas wystepu ?
/fazy na punkcie podwojnego zycia weroniki ciag dalszy, postepujacy/

dwa jajka
dwie pieczarki
pol papryki
mieso mielone
ale tylko ludzkie


dzis o polnocy syreny wszystkie zawyja. wiec sluchaj.
milczenie po tym nastapi. i cisza smiertelna.


byc tak daleko. byc blizej. a pani na o sie dzisiaj na mnie obrazi.
bo mialem przyjsc. a mnie nie bylo. ale. nie moglem. nie chcialem. czas zwierzen nadejdzie. a uczelnia? nie obchodzi mnie juz. ludzie dziwni sa. za dziwni. nie z mojej bajki.
ale moja bajka tez dziwna jest.

Link 27.11.2006 :: 23:10 Komentuj (9)
nie umiem z toba milczec. nie umiem. bo kazde slowo napelnia moja dusze. i wnetrze rozplywa sie powoli.

a wiesz. kiedys gralem malego ksiecia. i roze mialem swa. i tekst pomylilem. mieszkalem na planecie malej. i trutu. trzydziesci razy go zagralem. doswiadczenie teatralne mam. i teatr lubie odstawiac. a ja ciagle bym gral, ale za stary na malego ksiecia jestem. za stary.

miss you less. see you more
na siodma trzydziesci musze. a nie chce. nie chce. wloski okazuje sie byc pomylka ze wzgledu na magister pania niedoksztalcona, co to ni akcentu, ni pojecia nie ma.

a czas wyznac juz milosc. a czas juz nadszedl

Link 28.11.2006 :: 18:46 Komentuj (44)
i nie mam dzis nastroju na pisanie.
bo mnie w autobusie kierowca wkurzyl. dostapil on jednak zaszczytu uslyszenia mnie poddenerwowanego. wysluchal rowniez uwag pod jego adresem. choc czesci slow nie zrozumial.

pani na o dostala cztery. a ja dostalem piec. i pani na o sie boczyla. a ja ja dobijalem. a potem sie przeszlismy. a shazze spotkawszy po drodze, nawet sie ukrywalismy.

tak. stanowczo nie mam nastroju na pisanie. pozniej pewnie go bede mial. zapraszam okolo dwudziestej trzeciej.

Link 28.11.2006 :: 23:44 Komentuj (30)
nie bylo nastroju.
tylko cichy usmiech.
i slodkie spojrzenie.





2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12







bo own mjo pap aut last ont