Link 01.11.2007 :: 23:37
Komentuj (3)nic nie moze przeciez wiecznie trwac ...
Link 02.11.2007 :: 23:51
Komentuj (3)fryzjer.
wlosy jak zawsze poszarpane nozyczkami wirtuoz w swym fachu.
wscieklosc.
na pewna wypasiona dziewuche z poprzednich studiow.
nadzieja.
ze pociag pojedzie szybciej.
lenistwo.
blogie w fotelu za ktorym sie stesknilem.
Link 04.11.2007 :: 03:26
Komentuj (3)w radiu zawsze tam gdzie ty.
a ty tam. a ja tu.
i zasnac we mgle ciala nasze spowijajacej chce.
Link 04.11.2007 :: 17:38
Komentuj (2)gdyby ktos spytal sie mnie o idealne pary, to bez wahania rzucilbym kilkoma.
bogumil i barbara z nocy i dni.
di caprio i winslet z titanica.
majka i majki z zycia prywatnego.
wyjatkowo dobrane polowki jablka, a to sie czesto nie zdarza.
ach.
szukam plyty, co by sobie zrzucic na nia rankingi tenisowe i takie tam inne dobro konieczne mi do przezycia w toruniu, zwlaszcza w chwilach niedopieszczenia. a internetu ni chuja widac. a wlasciciel kurwa i sukinsynem ostatnim jest, co to mysli kategoria - gierekbierutgomulka i pytal sie mnie ile mam lazienek.
otoz lazienek mam trzy panie wlascicielu.
a ile placicie za prad ?
my nie placimy.
przejrzal mi wrzod wszystkie polki, co to na nich nawet bielizne trzymam.
powoli czas zaczac sie pakowac, zaladowac ta tone jedzenia, uprane ciuchy, nowe ciuchy, ksiazki, przybory biurowe. w grudniu takze laptopa. i tak objuczony karawana pkp dojade jutro o 13:40 do inowroclawia, gdzie bede musial sie wyladowac, przejsc metrow piecdziesiat i pojsc na papierosa, a palarnia na dworcu w inowroclawiu jest bardzo daleko od peronu.
nastepnie zatloczonym pociagiem relacji inowroclaw - torun dostane sie ok. 15:20 do miasta, gdzie zmuszony przyjemnosciami imprezowania musze przebywac.
jeszcze cos dzisiaj napisze, bo mam glod pisania.
Link 05.11.2007 :: 11:44
Komentuj (3)w pociagu bez papierosa machine czytam.
meandry torow wokol zdunskiej woli.
a interlokutorow o nie chlopskim pochodzeniu brak.
Link 30.11.2007 :: 23:37
Komentuj (3)i kolejny do domu powrot ze styrania wielogodzinnego.
kolejny bol brzucha z przejedzenia.
i spokoj. wszechobecna cisza, ktorej mi brakuje bardziej niz czegokolwiek tam w miescie piernikow, gdzie zmierzyc sie musze w walce codziennej z dwiema wspollokatorkami, co to wspollokatorkami sa fatalnymi i zaluje, ach zaluje, i przez nie pije, i jestem juz prawie alkoholikiem, i przez nie na rurze tancze.
przez nie rowniez nie jem, nie wyrzucam smieci (bo jedyne moje smieci to opakowania po zamawianym jedzeniu i po papierosach), nie zmywam - bo nie jestem az tak skapy, by wielokrotnie wykorzystywac te styropianowe talerzyki, czy chuj jeden wie co.
kot do mnie przyszedl, co to za nim stesknilem sie, ze ojej i w ogole manipulacja tego swiata nie zezwala mi na zabranie tej perskiej dziadowy do siebie, bo raz matka go raczej by nie wydala w wielki swiat, a dwa ta suka jedna, co to z nia mieszka alergiczka jest i ojej, och w ogole nawet klaczek siersci i wlosek jedyny, a ona juz kichnie kaszlnie. nie przepadam za nimi, nie przepadam za tepymi uderzeniami glowa o sciane w kuchni, gdy alkowa ulega przeniesieniu do pokoju raczej igraszkom cielesnym niesluzacego. mam odciski na dloni prawej od wleczenia za soba walizki ciezkiej, pelnej ciuchow do prania i poscieli. mam usmiech od rana, bo od wielkiej bo duzymi literami pisanej dostalem zastrzyk energii na godzin osiem, a nawet wiecej.
slucham nouvelle vague i polecam zwlaszcza 'dance with me', co to ja ta suka, moja wspollokatorka obludna i zaklamana, co to mi trzy obiady wisi, co to ona ja sprofanowala, bo ja polubila i nie wiem juz jak to bedzie, ale poniekad chyba jednak ulegne przeprowadzce.
a teraz czytam smsa. i nie jest to sms od tej jednej osoby, co to mi go wlasnie na tenczas wyslac powinna. i zlosc mnie ogarnia.
a na mikolaja chce baske radziwilowne z dworca jaworzno-szczakowa. albo lepiej - niech ktos ksiazke ma wyda, bo na gwaltu rety pieniedzy potrzebuje, bo nie wiadomo, czy wkrotce bede mial gdzie mieszkac, a dziwka nie zostane, choc pisanie to tez takie troche kurestwo.