Link 02.12.2006 :: 19:14 Komentuj (9)
sprzeczne uczucia tez chodza parami.
zazdrosc z miloscia. niedosyt z nasyceniem.
a samopoczucie miast dobrym byc, wcale takim nie jest.
i czternascie papierosa niedopalkow w popielniczce tworzy geometryczna figure.
zasne za chwile po cichu. i po cichu sie obudze po dwudziestej driugiej. slodkie pieklo. gorzkie niebo.
i dwa razy dwa.
ja twoje bole utule
otworze ci niebo snu
ja swoje zale oddale
wrocze tu

"ucisz serca" ach.
2004 rok sie przypomina, gdy z gabi w grecji robilismy slodki koncert przed jesienny na jedna sluchawke i magde umer.

Link 06.12.2006 :: 12:41 Komentuj (11)
nie wiem czy wiedziec wiecej, to lepiej niz wiedziec mniej.
nie wiem czy moge sprzedac swoje mysli za dwa zlote.
nie wiem czy powinienem sie usmiechac przez lzy.
nie wiem czy w lustrze widze siebie.
nie wiem.

i sluchasz oklepanej melodii w radiu ludzkich spraw. trzy raz pod rzad ten sam glos. i widze same plusy albo minusy. i noca czasami sobie pomysle. taktaktak. a ktos kiedys mi powiedzial, ze milosc wazna jest i ja uwierzylem, a naiwny wtedy bylem. i potem omamiony tymi slowami czasami kochalem. a teraz juz nie umiem chyba. chyba.
a cale dnie przeciekaja przez palce. i borat smieszy glupota swa. i piwo wypijam. i grudzien miesiacem tesknoty bedzie. tesknoty nad tesknoty. a oczy mi sie u fryzjera szklily z obawy o to co bede mial na glowie, ale wyszlo dobrze.

i halucynogenu potrzebuje na dwie godziny. albo na krocej. ale przydalby sie. bo nyktofobie mam. i sie boje. a moja nyktofobia tez halucynogenem jest.
szwabacha wypisze list do ciebie, ale go nie wysle. i bede mial kolekcje listow w kopertach z adresatami, ale bez znaczkow.

klejnot w koronie. tronie. stronie.
i dlonie mam ladne. wyjatkowe. ale zimne. ja w ogole zimna suka jestem. i jezyk mam ladny. lubie go pokazywac.
a dzisiaj z czysto estestycznych wzgledow nie wyjde z domu.
nie. nie dam rady. tak.

jestem tylko iskierka, ktora tli sie w ognisku.
jestem tylko promykiem. ach.

jejku. dzis mikolaj. nie lubie tego dnia. cale kretynskie miasto w tych tandetnych czapeczkach. skrajny debilizm. porucha.

a u nas w bezruchu.
moja uczelnia jest jakas tam. taka sobie. ok. najczesciej me cialo przebywa w palarni. mamy sawe. bezruch. trzy punkty ksero. gabinet europosla buzka. jego zone. aule magna. ale nie mamy juwenaliow.
hah. slodziutko.

nie wiem.
nie wiem czy slonce mnie dzis oslepi.
nie wiem czy jutro powiem komus, ze kocham.
nie wiem czy w sobote nie pojade pociagiem nad sztuczny zbiornik wodny.

czas cieszyc sie tym co sie ma.
czas cieszyc sie soba.

Link 18.12.2006 :: 21:15 Komentuj (8)
och ach ech.

Link 20.12.2006 :: 01:12 Komentuj (4)
w sposob wprost nadzwyczajnie niezwykly ciesze sie, ze moge pospac. im dluzej w snie przelatuje mi obraz jeden przed oczami, tym noga szczesliwsza wstaje i nie jestem tak upierdliwy dla spoleczenstwa. acz spoleczenstwo mam w glebokim powazaniu, podobnie jak ludzi, ktorzy stymuluja twoje ego, by skorzystac w stopniu wielkim. ach. wreszcie ciesze sie, ze spie dluzej od jednej osoby, acz moje zycie takiego smaku nie ma. ojej, co za szkoda. powoli szykuje sie do remanentu, by mysli swe w sposob pewien reglamentowac pozniej. i podsumuje rok. obiecuje.

tradycyjnie lezac na lozku z uspionym kotem i papierosem w reku zapisuje te swoje glupie mysli.
z jedna roznica. zaczynam byc totalnie szczesliwym czlekiem, co smieje sie z okresu swego upadlego. homme fatal. ach jej.

a wiesz.
ciagnie mnie w jedno miejsce. ciagnie oj ciagnie.
ale sie powstrzymuje z sil calych. z calych sil.
a moze nie powinienem ?

nie placz, ze jestes samotna.
nie placz, ze ci zle.
bedzie dobrze.
zatancze dla ciebie na stole.

a wiesz.
tesknie za naszymi pielgrzymkami.
pociagiem pojezdzic znow chce.
i ludzi w zaklopotanie wprawiac.
i smiac sie cala energia swoja.
i dac ci usmiech.

tak.
szczesliwy skorwiel jestem.
tylko jednej godziny do pelni szczescia brakuje. jednej krotkiej godziny, ktora pewnie jak z bicza strzelil by zleciala. ale co tam. liczy sie caly przyszly rok.

z tego miejsca pozdrawiam mieszkancow najblizszej okolicy krakowskiego biprostalu.
a takze mieszkancow torunia.
i jedna nieopolanke, a jednak opolanke.

Link 20.12.2006 :: 14:57 Komentuj (6)
nie wiem czy dobrze jest miec w rodzinie ubeka.
przyjaciela jaruzelskiego. nie wiem czy dokonanie swiadomego wyboru i wstapic do postubeckiej rodziny jest madrym posunieciem.
niby prawicowych pogladow nie miewalem nawet w chwilach calkowitego otepienia umyslu, niby komunista jestem, ale ta nagonka i pikiety pod domem generala sa nader odstraszajace.
na temat stanu wojennego mam zdanie wyrobione, w zasadzie przekazane mi z ust ojca, onegdaj czlonka solidarnosci, ktory walczyl z komunizmem, ale ze stanem wojennym sie zgadzal, bobobo gdyby nie owy stan, to bylibysmy dzisiaj druga bialorusia.
a swoja droga bardzo spodobal mi sie skecz kabaretu moralnego niepokoju.
konferencja w jalcie. stalin sobie juz poszedl. roosevelt mowi do churchila - dobrze, ze im ta polske oddalismy, bo by nam rozpieprzyli kapitalizm jak im komunizm. co zlego to my.

swieta ida juz przyspieszajac nieco, choc mikolaja to juz w polowie listopada w sklepie spotkac mozna bylo. a choinki juz od sierpnia poubierane gdzieniegdzie.
na jemiole trza uwazac, bo calowac z kazdym sie nie mam ochoty. a karpie odjechaly do andrychowa.
ryby nie zjem. tradycyjnie w wigilie odstawie moje przedstawienie pt. nie wyjde, nie zloze zyczen, nie bede udawal szczesliwej rodziny, choc nie powiem znamiona szczescia jakies sie pojawily w tym aspekcie zycia. szkoda, ze dziewiec lat od chwili, gdy dostalem w ramach prezentu nerwice.

w mysl sprzeciwu wobec radia maryja, chcialbym zostac masonem i zydem.
latwiej bedzie zostac masonem, chyba. jezeli ktos chce mnie przyjac do swojej lozy prosze o kontakt. pilne.
radio maryja swietowalo pietnastolecie, stan wojenny dwudziestopieciolecie.
dwa wydarzenia kalibru wielkiego w pare dni po sobie.
a tak sie sklada, ze radio maryja powstalo w tym samym dniu w ktorym hitler wydal 'mein kampf'. a moherowy beret sobie kupie. tak ot tak sobie.

i wyobraz sobie, ze mam dylemat.
nie wiem sam. odwieczne zmartwienie. co zrobic w ramach prezentu.
pieniedzy tradycyjnie nie posiadam, bo rozchodza sie na potrzeby dnia codziennego /czytaj kawa, papierosy, popcorn, plyty, ciuchy/, nie posiadam, bo nie znosze ciulania grosza, nie znosze posiadania wiekszej ilosci gotowki, a przyrzad taki jak skarbonka nie ma w moim przypadku miejsca bytu.
pewnie skonczy sie na nagraniu plyt ze zdjeciami.
pewnie jedna osoba dostanie lepszy prezent.
ale to moj wrodzony altruizm reglamentowany.
nie kazdy zasluguje na najlepsze.
ot co.

i powiem ci, ze bardzo chcialbym choc na chwile pobyc w dolinie muminkow.
nie wiem czy latalbym z buka, czy z bobkiem, ale na pewno nie z flegmatycznym ryjkiem, a juz na pewno nie z panem-idealnym muminkiem.
too-tiki gwizdalaby swoja melodie, a pamietam, ze psa tak nazywalem i ona /pies/ bardzo zywo reagowala. ale zdechla dwa dni przed studniowka z powodu niewydolnosci nerek.
wniosek - psy nie chodza do nefrologa.

a wczoraj glupia scena mi sie przypomniala.
parada przez rynek w krakowie powiazana ze stanem upojonym.
i z jedna osoba.
a nie wiem po co.
ale narzekajac, wciaz narzekajac wtedy bylo smiesznie.
teraz tez jest smiesznie.

z pania na o zwiedzilismy ostatnio wystawe zorganizowana na jasnej gorze.
takie mydlo i powidlo. zadnego motywu wiodacego. i kon zabity lezal.
i nikt nie chcial go podniesc. i woda kapala. bo im sufit przeciekal.
wazne, ze wstep byl za darmo.
a gramatyki z pania wziawszy nie mielismy, a do domu jechac sie nie chcialo.
posladki bolaly od siedzenia w knajpach, wiec ukulturalnialismy sie.
a teraz z pania na o w styczniu wybierzemy sie na wystawe do mgs-u.
i bede sie usmiechal.
oj bede.
zwlaszcza jak zobacze jedna prezentacje.
z muzyka preisnera w tle.
bo jakby ktos jeszcze nie wiedzial.
preisnera wielbie.
kocham.

i na sylwestrze tez z pania na o bede szalal.
i na stole obiecalem juz dla niej zatanczyc.
dobrze, ze ta pani na o jest.
bo inaczej miotalbym sie z batonami.

to tyle tytulem wstepu.
zartuje.

milej srody wypelnionej zapachem gotowanego bigosu /wersja dla mniej lubianych/
milej srody wypelnionej zapachem acqua di gio armaniego /a to juz oczywiste. moj zapach/

Link 23.12.2006 :: 22:36 Komentuj (6)
nie z okazji swiat zycze wam usmiechu.





2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12







bo own mjo pap aut last ont