Link 03.02.2008 :: 02:18 Komentuj (2)
wtloczylem swe cialo w garnitur. przywdzialem pozyczony krawat, bo swego nie posiadam i pobieglem na egzamin, co to mial byc do niezdania.
pani profesor, co to skoda jezdzi, bo to auto w sam raz dla pani profesor, ktora notabene nie jest profesorem, a habilitowanym doktorem, lecz profesorem kiedys byla, spoznila sie minut trzydziesci. na kolej swa grzecznie zaczekalem, cwiczylem slodkie miny i uwodzicielskie spojrzenia, by w razie pytan, ktore beda ponad moje zdolnosci zastosowac te czarcie praktyki. pytania wylosowalem znosne. pedem, migiem szybkim, opowiedzialem drogiej prawoznawczyni o aktach wewnetrznych prawa polskiego, co to banalne nader bylo, o kolizji umow ratyfikowanych miedzynarodowych, z polska ustawa zwykla. o osobie fizycznej i jej podmiotowosci prawnej takze. a potem przyszla osoba prawna i nastapila pustka w glowie, proba sciemnienia. wyszlo wesolo. osoba prawna nazwalem kazda osobe, ktora ma podmiotowosc prawna. a to wszak sa instytucje. tryb erekcyjny rowniez spieprzylem. chciala wstawic mi juz ocene dostateczna, bo te akty prawa wewnetrznego, to przeciez ladnie wymienilem, bo przeciez powiedzialem, co wiedzialem, co wydziobalem z podrecznika, ale jej empatia nakazala podciagnac mnie wyzej. na czworke. a chuj wie moze i na piatke.
- powie mi pan o wykladni prawa cos ?
- tak. to interpretacja prawa.
- a cos jeszcze uslysze ?
- a moge dostac pytanie z panstwa ?
- a dlaczego ?
- bo jakos bardziej przyswajalne dla mnie. pani droga, pani zobaczy, toc juz dwa pytania z prawa mialem. toz nie robmy kuku panstwu. bo ono takie wyalienowane tu lezy sobie miedzy tymi stertami papieru.
- drogi panie, ale powinien pan wiedziec cos o wykladni.
- nie zdazylem zlota, zlociutka. nie zdazylem zakuc, nauczyc sie, zrozumiec dwoch rzeczy. stosowania i wykladni.
- ojej, to szkoda. zatem spotkamy sie ponownie.
- zawzdy ?
- niestety. a szkoda. dziekuje panu bardzo. egzamin byl nader sympatyczny. sam pan rozumie. okolicznosci mnie zmusily.
- tak. tak. rozumiem. odpowiedzialem na szescdziesiat siedem procent pytan podstawowych. do widzenia pani doktor i milego dnia zycze.
- ja panu rowniez.

stanalem na przystanku. czekalem na pietnastke, ktora nie nadjezdzala. padal deszcz marznacy. pietnastka nadjechala. nie wsiadlem. poszedlem na tramwaj.
w mieszkaniu szybko spakowalem rzeczy. zebralem je z podlogi. szafa peka w szwach. za duzo ubran. za malo polek. do pociagu wsiadalem zadowolony. bardzo. a ja nie lubie polskich kolei panstwowych. to bylo dziwne uczucie.
trzy przesiadki. dom. dom. dom !!!
nie ma nic przyjemniejszego niz powrot do domu. ceremonia witania sie z kotem, ktory nie jest obrazony, choc byc powinien.

a w poniedzialek mam do zdania nauke o polityce. pisemnie. wole ustnie. moze celowo go nie zdam, bo poprawka juz jest ustna. nie wiem. pomysle. w garnitur sie wbije.

ramzes. kolos. indigo.

Link 03.02.2008 :: 12:20 Komentuj (5)
i o zgrozo. pierwszy raz, az tak bardzo nie chce tam wracac.
w domu jest slodko. sielankowo. ale nie tak do zrzygania. tak w sam raz.
w toruniu. w mieszkaniu jest balagan. jest brak szacunku. brudne sciany i niepozmywane gary. najchetniej spakowalbym kilka osob w torbe i przywiozl tutaj. albo teleportowal dom gdzies w okolice gagarina.
nie lubie jezdzic miejska komunikacja, bo jest duzo ludzi, bo na zakretach trace rownowage (zwlaszcza kolo odnowy). tu mialem kierowce. w wygodzie jezdzilem i moloko sluchawszy.

a jutro wstane pewnie o osmej. zrobie wlosy. wezme prysznic. choc w odwroconej kolejnosci. wcisne sie w czarne jeansy, co nie wygladaja jak jeansy. zaloze marynarke i czarna koszule. bede wygladal jak zalobnik. ale co tam. potem rusze na zakupy - po spodnie i makarony. dwie pary spodni. trzy torebki makaronu. trzeba se umiec dogodzic.

a dwunastego mam nadzieje znowu przemierzyc te minimum trzysta dwadziescia piec kilometrow. i zostac na tydzien. odpoczac od zgielku miasta tamtego. co ja mowie ? jakiego zgielku miasta ? od tej jednej, co z nia mieszkam odpoczac. wybitnie. bo ledwo z nia wytrzymuje.

a parweniuszom niechaj sluzy dzisiejsza pogoda.
swieci slonce. blekit nieba.
do serca istote jedna przytule. lze otre z jej twarzy cybernetycznie.

Link 07.02.2008 :: 22:47 Komentuj (7)
przyslij mi poczta ucho swoje, a wyszeptam ci do niego jak wiele dla mnie znaczylas. i nie bedzie to wywod a la pospieszalski, co twierdzi, ze warto rozmawiac, a nie rozmawia, a sam mowi. miedzy slowami wyszukasz ironie i sarkazm, bo we wszystkim sie tego doszukujesz, a nie powinnas. ucho obetnij nozem zlotym koniecznie, bo inny noz sie nie nadaje, albo z obsydianu jak majowie i inne ludy prekolumbijskie. jak olmek czaszki nie mam i miec nie bede, predzej neandertal.

sto dwa na sto trzy.
katarzyno, a moze anno, albo weroniko. jak sie do ciebie zwracac ?

i pieknie dzis maanam nuce, bo nastroj taki, a i gdzies w glowie mysli same kolorowe, takie co kochac chca i kochaja.
nie pilem alkoholu dosc dlugo, co dla mnie jest czynem podziwu godnym, bo alkoholikiem powoli sie stawalem, a to nie byloby dobre dla tego co pisze, bo bym sie stoczyl, bo bym pisal w szale uniesien. a tego o nienienie nie chcialbym, bo to takie och ach nawiedzone, taki mickiewicz, albo inne beztalencie po opium, badz po heroinie. a ja o nienienie ja antynarkotykowy chlopiec jestem, co to raptem trzy razy palil trawe, a potem zezarl cala duza pizze z da grasso, co duza byla i potem jeszcze lodowke oproznil z jedzenia, co to bylo na caly tydzien rzekomo.

nienawidze pieniadza i uwazam, ze ekonomia naturalna byla super, bo pieniadz byl zbedny. na marginesie - ekonomie raczej zdalem, ze wskazaniem na raczej bardzo prawdopodobne. fakt ten mnie cieszy, bo dwie poprawki, to nie trzy. a trzy to nie cztery. a jeszcze historia spoleczna mnie czeka i w dodatku polityczna, na cale szczescie tylko europy. brzuch boli z glodu, bo dzisiaj nie dojadam, jakos glowy do tego nie mam i sie nawet ucieczka z mieszkania salwowac musialem do z roku kolezanki, bo u mnie jak zawsze melina, poruta i halas. sutenerem zostane, albo swietym. choc wole sutenerem.

na amy winehouse bym poszedl koncert jakis, ale ryzyko jest, ze zaniemoze, ze na bekstejdzu cos jej sie stanie. lecz back to black na zywo moze rownac sie tylko music of the spheres mike'a oldfield'a, co to nowa jego plyta jest i ogolnie loi skore. a czekam na nowa plyte jakas ciekawa co to mnie porwie. na razie poki co, z glosnika plynie bruno coulais, muzyka z himalayi.

boguslawe sciskam i caluje.
o jesiennej mysle wiosennie.
innego rysuje olowkiem.
mjo mjo.

Link 13.02.2008 :: 00:07 Komentuj (0)
owijam sie wokol twojego palca.


Link 13.02.2008 :: 01:41 Komentuj (3)
i harcerki wedruja po swoich alejkach, co to dla nich na chwile obecna sa jak wybiegi mody, jak korytarze w palacach blyszczace pasta do podlogi, takiej co to po niej turysci tylko w filcowych papuciach pomykaja. ksiezyc oswietla ich droge do zapomnienia, a one upadna nizej niz spadly.

i kurwy wszystkie majestatycznie swe czerwone szpony prezentujace beda gatunkiem na wymarciu, a popyt bedzie na kobiety z ktorymi sie spi, a nie sypia. posypmy glowy popiolem z marlboro papierosa, a nic nas nie skrzywdzi, nie zrani, jeno wolnosci troche zaznamy.

gdzies posrodku lasu postawie swoj dom bez ogrodu, ale w nim dzikie poziomki beda rosnac i ja zbiore ich owoce. strachu w nim wiele zaznam, bo do odludnych miejsc przekonania nie mam. nade mna z drzew ramion dach od nieba mnie oddzielajacy. i fiu fiu. i wice wersa.

Link 13.02.2008 :: 15:11 Komentuj (2)
kurwakurwa. ja nie wiem doprawdy, co bylo nie tak z moim egzaminem z historii spolecznej i politycznej europy, bo na szesc pytan na cztery napisalem wszystko mniamniusnie, a dostaje ocene niedostateczna, co to mi jak kwiatek do krawata pasuje, a wkurwilem sie teraz niepotrzebnie, bo spokoj miec chcialem, a tak bede musial jeszcze raz to zdawac mimo, ze umiem na to, bo to tylko takie pierdolki malenkie, ale droge do niepodleglosci slowenii opisalem kobiecie tak, ze powinna zaliczyc mi to bez wiekszego problemu, bo zasluzylem, a tak to nie wiem co i jak bedzie, bo za duzo, bo do dupy i w ogole, sezon na poprawki. juz trzy. ja tego pojac nie moge, toz to jakis skandal jest i masakra. jakis tajny program redukowania studentow wydzialu prawa i administracji ?

aaaaaa mialo byc o czyms innym. ble.

Link 13.02.2008 :: 17:57 Komentuj (6)
bede jak lisc, co na wietrze popierdala, zwlaszcza, gdy owym wiatrem bedzie ocena niedostateczna, co mnie uniesie daleko hen na zachod, do rownin kuzwa szkocji i innych krajow anglosaskich, bo gdzie indziej nie pojade, bo ja kurwa ni hu hu hu jezykow germanskich kontynentalnych, ja pieprzony anglista-romanista, co to chce byc kuzwa studentem tylko nie do konca swiadomym co chce studiowac, bo nudza i mecza, a przedmioty wszak nie pasuja do mej natury, bo za duzo artykulow prawnych i dat, to zle, a powinno byc inaczej, tak jak w anglii, umiec wiedze w praktyce zastosowac, a nie zasadada trzech zet plus o. zakuc. zdac. zapomniec. opic.

a teraz zapros trzy kurwy do tanca przy galvanize chemical brothers, bo uroczy to utwor i nader taneczny, az same biodra sie podrywaja z fotela, co to na nim teraz siedze. w krainie tanca zamieszkac bym mogl, bo bym wypocil z siebie te wszystkie zle kurwa emocje, co to we mnie zalegly, co to mnie do parteru suki naiwne sprowadzily i cynicznie mnie wokol palca swego owinely.

matrycznie bede powtarzal, ze sie uda, ze sie uda. bo sie udac musi, toz sroce spod ogona nie wypadlem. i w glowe sobie z tego powodu nie strzele, choc chetnie bym strzelil. nie jestem jedynym, nie jestem nawet jednym z piecdziesieciu. na roku nas jest takich stu kilkunastu. w kupie razniej.

i do fryzjera wypadaloby pojsc, bo juz siano mam na glowie, a fryzjer w toruniu beznadziejny w swym fachu byl i zrobil kuku, bo nie zrozumial chyba z gory z dlugosci, z tylu z objetosci, zrobil na odwrot, pozbawil mnie tylnego irokeza, a na gorze zrobil czape a la kopernik. ni hu hu. nie zgadzam sie na takie zabiegi. dla wlosow ratowania wrocilem sie przez pol polski. joanna boska uratuje.
oby.

a teraz pierdykne sie spac, bo mnie mdli na sama mysl o egzaminach poprawkowych w liczbie trzech.

Link 15.02.2008 :: 00:06 Komentuj (3)
zimno i dziwnie jakos, na cale szczescie w telewizji powstrzymali sie od puszczania ach och walentynkowych programow nie liczac em ti wi, bo tam zawsze leca jakies takie tiru riru programy jak dismissed czy inne glupie, dla amerykanskich dzieci wprost stworzone. czerwono nie bylo na cale szczescie, bo jak sie ma kogos kochac, to walentynki powinny byc przez caly rok. o.

zdalem sobie sprawe, ze jezeli nie zdam egzaminow, to obedre sie na wlasne zyczenie ze szczescia. tyle i nic wiecej. tylko po to tkwie w toruniu.

ach ach ach.
jutro ryba sie w twarz pierdolne, panga albo lososiem, co to go bede przyrzadzal.

Link 16.02.2008 :: 01:44 Komentuj (2)
pomysle o tobie w noc swietojanska i zasne otumaniony zapachem kwiatu paproci, co to go znajde, bo bede mial wtedy szczescie, chociaz raz w zyciu, bo w gruncie rzeczy pechowcem sie urodzilem i och och nie mam szczescia. wiem, ze prawda slowo wyzwoli, a falszem wygra sie tylko bitwe, bo wojne wygrac mozna tylko sprytem.
nie wiem kim chce byc w przyszlosci, a to juz czas najwyzszy, bo w tym roku dwadziescia dwa lata mial bede i uch uch ciezko sie zdecydowac, ciezko cos wybrac, najchetniej w przyszlosci chcialbym znowu byc dzieckiem, co to przed nim zycie cale stoi, no i nie zaczalbym palic, bo to kosztuje duzo pieniedzy, trzysta zlotych miesiecznie, a za to moge miec pare spodni, o zdrowiu nie wspominam, ale poki co na nie nie narzekam, wiec jest dobrze. kregoslup mnie boli w iscie kosmicznym stylu, przed kominkiem lezalem by go wygrzac, ale niestety kuracja efektu nie przyniosla.
chce boso po piasku przebiec i ujrzec zachod slonca, bo dawno nie widzialem, a wypadaloby. polskie morze, bo inne sa kiczowate.

snem wypelnie cisze, bo mysle caly czas o kwiecie mojego sekretu, co to wartosc ma dla mnie najwieksza, a zespolenie to dodaje mi sil. milosc wypelnia komorki mojego ciala zwalczajac wirusy humoru zlego, co to ja go pelen zawsze jestem. i truskawki bede jadl jak nikt inny, bo lubie i bo chce. przede mna droga, ktora pojde hen daleko.

o emigracji mysle. do kanady, australii, nowej zelandii. tam cieplo jest i keep smiling obowiazuje, w kanadzie bardziej polskiej klimat. to nie anglia ani usa, gdzie ma noga nigdy wiecej nie powstanie wcale nie z powodow zakazu wjazdu.
nie lubie polski coraz bardziej, nie widze dla siebie perspektyw zadnych.
och.

Link 16.02.2008 :: 17:27 Komentuj (3)
do zoo bym poszedl w oliwie gdansku, co to tam przed laty orangutana mimo zakazu po gebie jego zacnej poglaskalem. na piwo sie udam dzisiaj wieczorem by smutki wylac sesji zawalonej acz nie do konca, bo bedzie dobrze i bo mi sie uda, bo w to musze wierzyc. wydzial moj na bardzo wysokim miejscu w polsce stoi i chyba chce ten poziom utrzymac eliminujac najslabsze ogniwa. taka kazia szczuka uniwersytecka.

kic kic
oblezone miasto pelne ofiar zrzutow ulotek propagandowych.

Link 17.02.2008 :: 23:43 Komentuj (1)
nie boli mnie glowa. glowa mnie napierdala.

Link 18.02.2008 :: 19:37 Komentuj (1)
siedemdziesiat piec procent materialu opanowane w tym wykladnia prawa. brakuje tylko stosowania i tworzenia prawa, ale jutro w pociagu mam nadzieje, to nadrobic, wszak co robic przez siedem godzin stukotu kol pieprzonego wagonu drugiej klasy (tak - jezdze druga klasa, bo pierwsza pierdole).

pale papierosa za papierosem nie robiac sobie przy tym zdjec, a moglbym, a nie chcialbym. jutro juz glowa bedzie mnie bolala w toruniu, a na spacer ulica szeroka nie pojde, co najwyzej po pizze na plac katarzyny. lazienna i mostowa urzadze sobie przechadzke. utopie sie w wisle.
nurt cofnie sie i do warszawy, krakowa zwloki moje doplyna, gdzie rozdziobia ja sepy. nigdy nie lubilem warty.
w tenisowkach swych bede popierdalal potem jako zywy trup az do kosciola mariackiego, gdzie padne. na wieki. amen.

strach ma wielkie oczy, a ja mam male, wiec sie nie boje. nie boje sie egzaminy, jeno go nie lubie, bo egzaminy fajne nie sa, a stresujace to, a nudne to, a czas zzeraja. w anglii tak fajnie mozna je zdawac, ze sie jeno pisze prace zaliczeniowa, a czasami cos sie innego pisze, a u nas w pol roku opanuj wielki material, zdaj, zapomnij i koniec, a pozytku zadnego z tego nie bedzie, wiec po co umysl zasmiecac tak duza partia materialu ? w zawodowkach to maja raj.

a teraz ladnie sie uklonie.

Link 19.02.2008 :: 00:09 Komentuj (7)
wypoleruje swoje buty czarne, co to mi szczescie przyniosly pare razy i zaloze na stopy swoje, i skarpetki z reniferem. na uszy sluchawki, a w nich nosowska bez pradu, do sieci niepodlaczona. zaten nie dobijac sie, nie otworze wam. cale cialo prawem obolale. pozno przyszedl egzamin. przyszedl i byl zly. nie mam czasu na zabawe w kucie. nie lubie kuc. toc to sprzeczne jest z wszelkimi zasadami zyciowymi. nie warto zasmiecac sobie mozgownicy czyms co i tak sie zapomni. to tak jakbym nauczyl sie na pamiec obsady na dobre i na zle. calej wlacznie ze statystami. ja nie mowie, ze nie bedzie to mialo zadnej inkluzji do innych pierdol prawnych, ale na najswietsza panienke po co mam biegle operowac teoria prawa, skoro nie opieralismy tego na zadnej praktyce. gdzie zastosowanie ? wrr.

w glowie matryczne - nie zapomnij kapielowek.

Link 25.02.2008 :: 16:26 Komentuj (10)
i mam trzy miesiace by zdecydowac, co chce studiowac. europeistyka okazala sie kolejna nudna pomylka, co to jej strawic nie moge, bo jest niestrawialna, bo jest cholernie beznadziejna.
pierdole to wszystko, wkuwac godzin dziewiecdziesiat osiem rozne zagadnienia i nie zdac. warunek. ale i tak mi to wisi.

Link 28.02.2008 :: 23:49 Komentuj (3)
i oto na wlasna odpowiedzialnosc, w tajemnicy przed wszystkimi biore sobie warunek z prawoznawstwa. przepisuje ocene z ekonomii z poprzednich studiow, zdalem historie, a z polityka wiekszych problemow nie bedzie.
tadam tadam.

cel: kulturoznawstwo
specjalizacja: filmoznawstwo
przyszla kariera zawodowa: recenzowanie filmow w machinie. badz wygryzienie grazy te z kocham kino.

o.
w domu jestem.
bo tak mi wygodniej.

Link 29.02.2008 :: 13:05 Komentuj (2)
slowa maja slony smak, gdy sa wypowiadane z predkoscia maszynowego karabinu, co to od cholery rykoszetow puszcza w glowy ludzi, co to oni sie akurat nawina.
naiwnie spogladasz mi w oczy liczac choc na ulamek mojego zainteresowania, ja nie mam czasu na zabawe w udawanie przyajzni, dlatego odejdz czempredzej i zagin w krainie wiecznych sniegow.
literatem bede, czy sie to tobie podoba, czy nie, a ksiazka moja sie sprzeda. w dwoch gminach. gminach wiejskich, co to w nich osiemset osob mieszka.
i nie bedzie mi zalezalo, bo fakt sam, sam fakt, ze w papier slowa moje oprawia, w twardy laminowany, bedzie och ach zajebistym wydarzeniem, a ciebie kurwica skreci, a ciebie wiatr powali.

latawic siedem znam, a lambadziar jeszcze wiecej. slowem kultowym lambadziara sie stala, co to ono moze sie tylko rownac z klawym krakowskim. slowo to przed smiercia wypowiem, o ile bede w stanie ogolnym dobrym, co na kojarzenie pozwala, co bym potem faux pas nie popelnil i gafy nie jebnal.





2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12







bo own mjo pap aut last ont