Link 05.05.2008 :: 19:20
Komentuj (4)siedem stanow paranoi i kurwa jego wielka mac, bo kryzys byl, bo hasla do bloga zapomnialem, bo jestem niedorozwoj mozgowy i nie pamietam prostych rzeczy.
juz jestem tak biedny, ze pije hoop cole z polo marketu i pale tylko l&m-y, bo zakupy robilem. bo produkty drogie, a 50 groszy tansza od coca-coli.
a potliwosc moja podczas snu, siega morza polnocnego, a rano zawsze prysznic. rano swieci slonce.
Link 16.05.2008 :: 22:18
Komentuj (8)i zagryze wargi raz na zawsze, by krew saczyla sie bez przerwy, a kazda kropla, choc to bardziej potok, splynely na posadzke z alabastru, bo taka skore mial bede, bo nie bede ach och latino, skwarem sloncem spieczonym, a dupa moja nie zaznajomi sie blizej z solarium. i wszystko pachnie mi poznaniem, a toruniem takze. i kazdy dzwiek air mnie napawa taka sila potezna, taka moca wielka. i wariuje. i tesknie. a noc nadchodzi z bzyczeniem komara, ktorego zabic sie nie da.
mosz ala. po slunsku zech ci powiem. ajerkuch se przyrzadz sama. ale co ja bede fanzolic. seblekam se i udaje, ze jestem dzieckiem. i tak na kerchowie leze. taki nagi na katafalku. doczkej se a dychne se.
i znowu gdzies tam w oddali slychac nest, efterklang i tenhi. i panna-monroe-edukowana gdzies swoimi obcasikami stuka, tak czuje, tak widze, bo to pora dobra na stukot pantofelkow z tombaku, bo gdziezby ona w zlotych. i w gluszy takiej przepastnej, takiej calkiem obcej nawet nocnikom i innym nocnym markom, ona tam bedzie sie przechadzala, jak duch, jak hrabina. z zolta parasolka w reku i fioletowych rekawiczkach, fenolem bedzie smierdziala. zawistna.
open the door
come on through
out of breath
the lover in you
hot lips
hot hands
hotter skin
twilight face shadowing
a jutro maanam.
i kora.
i moj telefon w akcji.
Link 18.05.2008 :: 22:37
Komentuj (2)ksiezyc cicho mowi, ze noca jest mu dobrze, bo w koncu jest widoczny, bo wchodzi na ten piedestal o ktorym za dnia marzy, a ja sie nie bawie w zadne zabawy popularnosciowe, a ja mam w glebokim powazniu zdanie na moj temat. i moja ksiazka tez. w okularach pieknych przemierzam deszczem przemoczone aleje, co za dnia strasza, a o zmierzchu to juz w ogole i tesknie za toruniem, za bulwarem, za placem teatralnym, tam mi dobrze, tam mi jest.
mrowki wedruja do mrowisk, gdzie beda wywyzszone, swoista ich intronizacja, niech sie bawia w swoje towarzystwa adoracji wzajemnej, ja na to czasu nie mam.
samotnika typem byc-chce-byc znowu, a nie zwierzem stadnym, co na sile go sie do zabawy wysyla, a on nie lubi. lans-lans-lans jest dzis srogi, nie trawie tej otoczki, nie trawie wszelakich form niedzielnego ubierania sie. kazdy dzien jest dobry zeby wygladac jakos. a czy jakos to zara od stop do glow. a czy niedzielny stroj koscielny musi sie czyms roznic od codziennego.
kurwica mna targa i krew nagla zalewa, a pieruny siarciste ogniste wokol sie klebia, bo nie lubie i podkresle nie lubie, tego co mnie spotyka, co mnie dzisiaj dotyczylo. i szlag jasny. i wszystko inne. to nie krakow, to nie poznan. to prowincja. to dziura dechami zabita.
sie w dupach poprzewracalo, to sie ma. to sie pracownice praktikera spotyka.
a ja despota. a ja faszysta.
ja czerwone marlboro pale, bo lubie, a marlboro jest nawet w moim slowniku w przeciwenstwie do rownie burzujskich davidoff'ow. vogue tez jest, co mnie dziwi.
trabic na wszystko, a trabka zlota.
dziwnie mi tak jakos sie pisze dzisiaj, bo mysli natlok, a na papier to ciezko przelac, co by banalem nie tracilo, choc ja chlopcem banalnym jestem usilnie starajacym sie nim nie byc, a banal sam z siebie wychodzi, czegokolwiek nie rusze, czegokolwiek nie napisze.
i porownuje sie mnie jak nie do stachury, to do pilcha, a ja soba jestem i soba pisze calym. zobaczymy co bedzie przy okazji "kamienicy", gdzies na przelomie 2008/2009, czy mnie okrzykna beztalenciem (i to prawdopodobne jest bardziej), czy hip hip hurra do nike nominuja, a co wiecej do nobla, i wtedy to ja juz w ogole nie w jednym grobie z szymborska, a w jednej trumnie z nia spoczne.
bo najwazniejsze to miec milosc i marzenia. ja mam. i sie ciesze.
dzisiaj jestem brzydki, a jutro chce byc piekny, jak to manson spiewal.
nikim-nikim-nikim. panem nikt nie bede.