Link 02.07.2008 :: 11:18 Komentuj (1)
i chlone twoje slowa jak gabka, co sucha byla, ale woda nagle pod nia sie zebrala.
i upij mnie swa nadzieja, a tym razem nie zwroce.

slonce przebija sie przez szklo, choc dostalo zakaz, butelka wodki i szklanka soku, zaburzone proporcje. noc byla zimna, a sen straszny. glowe odetnij suce zapomnianej, a bubbles niechaj sie wypatroszy sama. i godzina mija za godzine, a ja wiem, ze deszcz nie spadnie.

hurra. hurra.
glosem swoim rysuje obraz twoj na moje podobienstwo, bo ja natchniony.
indoktrynuj mnie, a ja sie twojej doktryny nie wypre.
hegla znam. fichte tez.
fenomenologie i fantazmaty slow tragicznych.
bede jak novalis. bede jak treitschke.
calym soba pokaze darwinizm spoleczny, jakiego nie widzialas.

wykladnia twoja, wykladnia twoja byc chce.
w trybie erekcyjnym sie powolam. osoba prawna sie stane, choc raz.
osoba prawna twojej jurysdykcji. napiszmy cala juryspudencje od nowa.

z wydzialu prawa jestem. z wydzialu tego, co sie odbija na stanie mozgu mego, co to on wchlonal nauki wszystkie w tym semestrze i zdal on wszystko w pierwszych terminach.

biedronki maja kropki, a ona ma pryszcze. dziewczyna siedmiopryszczka.
sukienke z tafty ciezkiej czarnej w letnie upaly zaklada, w autobusie nie podnosi reki do gory. tylko czyta. czyta wszystko co w jej krzywe rece wpadnie.

grzmij.
a ja sie bede chowal.

Link 05.07.2008 :: 20:59 Komentuj (5)
a tych skurwysynow, ktorzy podpalili mlodego szczeniaka nalezy zamknac i podpalic, w tym wypadku oko za oko, ogien za ogien. slow brakuje.

Link 07.07.2008 :: 02:06 Komentuj (3)
no i o rok sie postarzalem, dwudwojkowy jestem, co pewnie wcale nie bedzie skutkowalo zmienna odpowiedzia na pytanie - jaki jest twoj wiek, w dalszym ciagu bede mowil dziewietnascie, bo sie odzwyczaic nie moge od lat wielu, bo az trzech.
a z dziewietnastka jakos mi do twarzy.

staro sie nie czuje w ogole. mlody, dziarski jestem nadal. jeno kurwica mnie jasna trafia jak mam niemoc i w slowa ubrac mysli swoich nie moge, co to one powinny byc w kiecki najpiekniejsze przystrojone, a trafia sie im lumpeks.

zalkaj trzy razy i przepros matke swoja. a ona ci wybaczy, bo serce ma dobre i jest natchniona. a ty analfabetka pieprzona, co wlasna piers na swiat wystawiasz, by ludzie mogli karmic sie jej pozorem. zgasze na tobie, na twoim ciele, papierosa nad ranem, gdy juz usniesz, a pieklo cie bedzie przez dwa miesiace.

a na ciebie z miloscia spojrze, bo cie kocham i jestes wspaniala, a grod twoj zamozny. a ja nie materialista, ale milo slyszec, ze w miedzy twojej sie wiedzie. wplaw do ciebie poplyne, a ty bedziesz na brzegu rzeki czekala z wyciagnietymi nogami. badz pomarancza i brzoskwinia, a ja bede ananasem. papryka udekoruj swoje piersi. warzywna. owocowa. kochana.

bo buzi dam bo.

Link 10.07.2008 :: 13:44 Komentuj (5)
gwalcony jestem przez wlasne mysli co chwile w sposob brutalny i brudny.

antony and the johnsons - man is the baby

Link 12.07.2008 :: 12:52 Komentuj (2)
piecdziesiat jeden stopni na termometrze i skwar przez okno sie przelewajacy. dla ochlody tenhi, co zimne jest rodem z finlandii. nadchodzaca burza, bo trabia o niej w mediach, a ja sie burzy boje. w panike wpadam, co to trzy lata juz temu przezylem pioruna w dom uderzenie, co to huk wielki byl i jasnosc wiekuista na sekund trzydziesci nastala.

naznaczam swoja glowe zielonym kolorem, co to on widoczny z daleka bedzie, a juz na pewno na google earth go zobaczysz. morzem dzisiaj twoim byc chce, a ty moja plaza badz, a ja sie bede w ciebie ukradkiem wdzieral, co chwile, ruchem cyklicznym. twarz moja to wyspa po srodku wszechmiaru wody, a fale to dlonie moje, ktore penetruja piasek ciala twego. mewy - inni ludzie, co patrza, voyerysci i inne dewianty. my od faz ksiezyca uzaleznieni. przyplywy i odplywy uczuc.

rachunek zaplac dwa razy, na zapas, bo ja bez pradu u ciebie siedzial nie bede. ja sybaryta. a ty bezdomna.

tenhi - maaaet.

Link 12.07.2008 :: 14:22 Komentuj (3)
i sie zmienilo tutaj.

Link 13.07.2008 :: 04:18 Komentuj (3)
kazda burza mnie zabija.

prognoza na niedziele.
wojewodztwo slaskie - silne i gwaltowne burze. mozliwe traby powietrzne.

to dzisiaj umre kilka razy.

Link 14.07.2008 :: 12:42 Komentuj (1)
oddalbym wszystko za moc potezna, za sile wielka, ktora pomagalaby mi burze przegonic na ludzi, ktorych nie lubie, badz ktorych nie trawie, a tak ja skupiony a wokol szaleje pieklo. a noca burza jest dwa razy straszniejsza niz w dzien, lecz nie ma nic straszniejszego niz samotna burza w dzien. samotna bo w stanie jednoosobowym przezyta. lekam sie jej i wzdrygam na mysl sama. paranoiczny i paniczny jestem, a niech sie smieja, ja sie nie smieje.

tantra-mantra-kamasutra
za dwa grosze z ciebie barmanka, co zadnego napiwku ode mnie suko nie dostaniesz, bo niegodna jestes i szpetna. w wysilku niechaj nikt ci nie pomoze, bo jestes odmienna przez przeklenstwa. slownik synonimow imie twe szkalujacy nalezy napisac, a potem wydac. przez nature skrzywdzona jestes, lecz to nie czyni mnie milszym, nie wzbudza we mnie litosci. jowialna twa mlodosc w tetryczna starosc sie przerodzi. amen.

chmura.
gladze sie po glowie wpatrzony w blekit nieba, co to ono jest takie delikatne i subtelne. sloneczny dzien. cisza.
w twarz sie uderzam dla oprzytomnienia, unikam swych spojrzen za okno czasami rzucanych. granatem dzis widnokrag splywa, zolcia blyszczaca od czasu do czasu przeszyty.
sprzecznosc.
a suka ta wilcza hilda sie nazywa i ja przeklinam, i na kare smierci skazuje. wolfhilde. auf viedersein.
lecz silna w swej niepohamowanej ambicji napedzania mi stracha, nie da sie kurwa zastraszyc.

Link 16.07.2008 :: 17:20 Komentuj (5)
chlopcem co czerwone marlboro pali jestem, a nazwa ta zawsze trudna do wymowienia jest.

krusze dzisiaj kopie z twoja mysla w mojej glowie.
we mnie sie zarzy.

Link 20.07.2008 :: 17:19 Komentuj (2)
nie strasz mnie juz nigdy wiecej, bo do szpitala psychiatrycznego bedziesz przychodzic musiala. do izolatki pluszem obitej. nie strasz, bo wiesz, ze ja lekliwy, ze ja sie boje, ze mnie takie informacje do sciany przypieraja, do dolu sciagaja, powoduja stany lekowe i bezsennosc. no to przez tydzien najblizszy sobie pospalem.

w bialym kapturze na glowie pokoj swoj przemierzam na palcach, strzasajac popiol do doniczek.

Link 21.07.2008 :: 14:23 Komentuj (3)
sie nudzilem jak widac. to jeno pierwszy z wielkiej serii, ktora nadciaga.

klatke zlota sobie postawilem na srodku pokoju. i do niej wejde. i w niej sie schowam. ona obroni mnie przede mna samym.

Link 26.07.2008 :: 21:26 Komentuj (3)
jak mozna latwo zauwazyc nie naleze do grupy osob na sile bawiacych sie w straznikow praw czlowieka i sikajacych rownym sikiem na igrzyska olimpijskie, bo mam pelna swiadomosc jak wiele wysilku kosztowaly przygotowania do tego jednego, najwazniejszego startu w ich karierze. nie mieszam polityki do olimpiady, a wiele osob czyni to niejako na sile. ich wybor. ja nie zamierzam. za dwanascie dni zasiade do wielkiej sportowej uczy, by ponownie pochlanac wszystko, co tylko moge, na co mi czas pozwoli. trzymam mocno kciuki za nasza dwustu-szescdziesiecio-jedno-osobowa-kadre. to najliczniejsza grupa od igrzysk w moskwie, ktore mialy miejsce dwadziescia osiem lat temu. wierze, ze zdobedziemy wiecej medali niz w sydney i atenach, choc moze jestem troche naiwny. olimpiada, to czas kiedy czuje sie najbardziej dumny z mojego kraju, z mojej narodowosci - nie widac politykow, wszystkie klotnie i niesnaski sa wyrzucone na drugi plan. i cale szczescie.

klatwe rzucam na suke kijowska, co to ona w swej gardzieli trzyma slowa najstraszniejsze, co to on z jej ust weze sie wyslizguja na zer nocny.
i dzisiaj jestem zimnym finem, co siedzi w lesnej chacie z siekiera, i slucha nest dwadziescia-cztery-godziny-na-dobe. sniegiem pokryty nie boi sie zimna. bo przywykl.
a tobie wysle roze, bo cie kocham. roze bez kolcow i bez lisci. taka gola, piekna i prosta. minimalistyczna, bo biala. bez zdobien. na skraj lasu cie zabiore i tam bedzie na nas czekalo zachodzace slonce.

w przereklamowanej warszawie, w najpiekniejszym miejscu, bo w takim, gdzie czas sie zatrzymal, gdzie katem oka mozna uchwycic cos, czego widziec sie nie chcialoby, gdzie bol i cierpienie mieszaja sie z zapomnieniem. zydowski cmentarz i ukladam kamyki ku pamieci, co prawda nielicznych, bo wiekszosc kamieni juz wykorzystana. kolejna proba dojscia do starowki skonczyla sie w miejscu wywozki zydow, to juz czwarty raz na umschlagplatz. czwarta mordehaja anielewicza wedrowka. lecz pomoc zacna w koncu mnie w to miejsce dostarczyla i przyznam, ze jest urocze, ale rownas sie z gdanskiem-wroclawiem-toruniem-krakowem-poznaniem nie moze. nie moze, hej.

sola natre wszystkie swoje rany.
i bo pocaluje w czolo.





2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12







bo own mjo pap aut last ont