Link 02.08.2006 :: 18:34 Komentuj (0)
Pięciorga imion dziewica

przedawkowałem Ciebie, za duże w żyle stężenie.
Patrycjo Anno Weroniko Elizo Łucjo
pięciorga imion stworzona na boskie podobieństwo
w pajęczyny swe sidła mnie wplątałaś.
jad słodki wstrzyknęłaś, rozpłynął się we mnie.
modliszki krokiem posuwasz swe odnóża.
jak boa dusisz mnie swoim ciałem.
spojrzenie z głębi duszy krwią ociekające,
cierpieniem zbroczone.
na detoks muszę się wybrać
by Ciebie zapomnieć.
elegijnym płaszczem nakrywam swoje ciało,
marznące przez chłód nocnej gwiazdy.
nadzieję sobą ravioli i podam Ci je na obiad.
nożem rozkroisz mnie na trzy części
jedną dostanie pies.
lica moje truskawkowe zmrożone w magnum
na włóczni podane i oblane czekoladą.
jurodywij - nic nie widzę, jam
nie Rasputin.
nie Sybilla.
nie Kaszpirowicz.
przyszłość oplecie korpus nie mój.
Junona Ci sprzyja.
mnie nikt nie pomaga.

dla Megan...


Link 02.08.2006 :: 19:26 Komentuj (0)
nostalgia po dwóch piwach

Daj mi choć chwilę,
by mgłę usunąć z mych snów.
Daj mi choć chwilę,
by oddech Twój zatrzymać.
Na sekundę,
może minutę.
Rozpieść mnie.
Bądź mą Julią,
tylko od rodziny ucieknij.
Spoglądaj w moje oczy.
Chcę dotknąć gwiazd.
Daj mi choć chwilę,
lecz ty nie chcesz jej dać

Link 02.08.2006 :: 19:26 Komentuj (0)
moje troski
Wieża Babel się zawaliła w koncepcji architektonicznej.
Wzrostu jej odmówić nie było można.
Naiwny projektant jął papier i w kąt nim pierdyknął.
Zeżarł kwiat lotosu o savoir-vivre nie dbając.
Leżą pod nim potargane wiatrem marzenia.
Nie zobaczysz ty nigdy swego upragnionego dzieła.
Choć na horyzoncie jego myślowym budowla nowa się pojawiła.
Bardziej dopracowana to architekt nie chciał jej realizacji.
Ta pierwsza, dziewicza kompozycja miała być pomnikiem.
A monument nie powstał.

Utopia to jedyny lokal w mieście, gdzie Patłyka można powspominać.
Wrażenie obecności jego duszy między kątami odbijało się echem.
Wspomnienie zwyczaju żubra. Zwłaszcza w Baśkowym wydaniu, gdy wpadała w pokrzywy bądź turbulencje.Takie to niezwykle wyjątkowe, acz ciut spelunowate miejsce, gdzie właściciel jest równy jak nie wiem co i z uśmiechem na ustach wita nowoprzybyłych. Zwyczajem dawnym starałem się nie sponiewierać, co wyszło mi perfekcyjnie, taki ten Samotnik jest - perfekcjonista.

Zaczął się sierpień - miesiąc, którego nigdy jakoś sympatią nie darzyłem. Miłego sierpnia wam robaczki życzę

Link 02.08.2006 :: 20:03 Komentuj (1)
na duszy głaz leży
przygniótł ciało jak meteor papieża w Zachęcie
kula zimna żołądek smaga
a gdzie mój hurraoptymizm ?

Link 03.08.2006 :: 08:35 Komentuj (3)
nowy dzień po cichu nadszedł.
bez zmrużenia oka w miłym towarzystwie.
brakowało tylko kawy nie zrobionej z lenistwa.
ach och ach
leniem jestem, ale trzeba się oszczędzać.

Link 03.08.2006 :: 16:41 Komentuj (0)
Bywa, że gram w tenisa o honor, a w drugim pułapie dopiero o trofeum.
Dzisiaj zdarzyła się opcja numer jeden. Całą moją posągowość szlag trafił - przegrałem sobie w rezultacie nie hańbiącym, acz nie satysfakcjonującym. A tak na marginesie - nie ważne jak grasz, ważne jak wyglądasz.

Miasto moje potworne nawiedziła dzisiaj konferencja świadków Jehowy, urocze murzynki machały mi z autobusu, odwzajemniłem ich gest uśmiechem. Sympatyczne stworzenie ze mnie jednak czasem wychodzi.

trutnie w komunikacji miejskiej dziś dokonały deprawacji mojego idealnego wizerunku osoby podróżującej zawsze z biletem. bo co ?
bo zapomniałem legitymacji. dziesięć złociszy mandatu. żyć nie umierać. jako jedyny, a w łapance chyba z dwadzieścia osób złapano na gapę, przyjąłem wyrok z pokorą.

spazm.
orgazm.
hipnotyzm.

Link 03.08.2006 :: 20:25 Komentuj (0)
melancholika gwiazda spadła na planetę Ziemia.
połączenie międzynarodowe.
szloch matki zagłusza słowa.
kalefaktor dzisiejszej szkoły kultury.
oportunista.
gangreną toczone jego ciało.
zadżumiony okaz transformacji.
magnificjencja metamorfozm.
w Elizjum nie spocznę.
dla mnie Tartar stworzony.

Link 04.08.2006 :: 02:27 Komentuj (0)
jak dziwka tania spoczywam na swym łożu, w piernatach gęsimi piórami napełnionymi.
zapalam tą ostatnią świecę, którą mam i czekam aż się wypali.
epoletami zdobię obraz swój w lustrze.
ostatnia siła, co pozostała wskrzesza mnie do dywagacji.
dyskusje z samym sobą.
od kurew sobie nawrzucam lepiej niż nikt inny.
dziewicą orleańską nigdy nie będę.
bo stos jej spłonął wieki temu.
na patelni położę swoje zwłoki.
smażone będą estetyczniejsze.
na talerzu z penne się podam.
odmówisz posiłku.
matka polka się na mnie wypnie.
w klapie matki boskiej nie noszę.
głowa utknie mi w zlewie.
szyfon, jedwab, aksamit.
blichtru mi nie dodadzą.
ozdobą będzie tylko mała szrama.
nóż wbity w plecy przekręcić należy.
łajnem obrzucam swój wizerunek.
matrony czekajcie.
brutus już na foro romano.
i come stai ?
horrendalnie źle.
ugryź się w dupę.
nie spocznij w inercji.
komiltonie gdzie zniknąłeś ?
przepadł na wojnie bez wieści.
konduita psychopaty.
aż by mnie szlag.
fontanna krwi na kształt niepokalanej.
z naszyjnikiem obaw.



Link 04.08.2006 :: 02:40 Komentuj (0)
och życie, życie
nienawidzę cię nad życie.
życie jest wredne.
szczęście daje nielicznym.

Link 04.08.2006 :: 21:07 Komentuj (1)
noc ujrzeć jakiej nie widziałem.
bez orzekania o winie.
przemknę po drugiej stronie lustra.
garnirowane risotto.
boogie-woogie na parkiecie.
a ja infamis.
in extermis.
powiem Ci że.
spiritus flat, ubi vult.

Link 05.08.2006 :: 02:00 Komentuj (0)
ach to magiczne nocy otulenie.
ten smak słów płynących.
ta łza melancholika.
w jesziwie wyedukowany.
na kirkucie pochowany.
klezmer gra na pożegnanie.
latet anguis in herba.
na dzikiej plaży.
atakuje.


Link 05.08.2006 :: 03:08 Komentuj (1)
Come stai ?
Źle.

Link 05.08.2006 :: 19:50 Komentuj (3)
winem raczę się w towarzystwie doborowym.
tworzę ze znajomymi w papierosowym dymie.
co stworzono później światło dzienne zobaczy.
ach och ech.
a dyć ty.

Link 06.08.2006 :: 16:19 Komentuj (6)

czy altruistką jesteś ?
czy wolisz schowany egoizm ?
wstyd przynosisz miastu swemu
córo koryntu ukryta.
midynetką być chciałaś.
nie wyszło.
serbistykę zgłębiasz swym okiem bacznym.
metastaza na mózgu.
gawroszka zawiązana na kształt śliniaka.
grafomanko nad grafomankami.
kapibaro wśród kobiet.
kokainą moją jesteś.
manelą mą.
zachłysnąłem się tobą.
cztery lata temu.
lecz sympatia do ciebie jest passe.
w kondukcie żałobnym ubrana na biało.
jako jedyna.
czysta jesteś.
ułomna.
niepomazana.


Link 07.08.2006 :: 02:00 Komentuj (0)
już czas na ciebie.
kastaniety weź w dłonie.
malagi się napij.
wyrusz na życia corridę.
złap byka za rogi.
bądź matadorem i picadorem zarazem.
niech krew się poleje.
zbrukaj ziemię cieczą.
malarii przy tym nie dostań.
nie ubrudź swych pantaloni.
nokturn żałobny już w myślach snujesz.
to ciebie trafiono.
ambulans nie dojedzie.
umrzesz na środku areny.
prawie jak bohater.
nowe koloseum.
nowe igrzyska.
a lud śmierci twojej łaknie.

Link 10.08.2006 :: 21:46 Komentuj (1)
jejeje klawiatura zlamana jest. jejeje bo mnie fakty z rownowagi wyprowadzaja. tam tam tam ktos rzeknie "chlopie nowa se zakup". w mysl zasady rozpizdow portow wszelakich klawiatura ma sciagalna jest ino ze szwecji bo bo bo tata mnie chyba nie za bardzo bardzo lubi i mi taka celowo zakupil, wiec sie teraz chlopie mecz i bazgraj sobie na komorce to i owo, tamto i siamto. a buu rzekne w akcie duposcisku i slodkiego uczucia zwanego pustka w glowie. ktos moze to zrozumie, a ktos nie, ale sobie radze jakos i te litery na komorkowym telefonie moim wielofunkcyjnym klece.
jak juz wspominalem mam pustke we lbie z kielbiami. i sobie jeszcze tak mysle, ze w beznadzieje skrajna z poddepresyjnym stanem popadlem. z rzeczy bardziej ciekawych to kolezanka-prawie-jak-monroe-ale-bardziej-jak-pochwa mi sie snila. a jak mi sie snila? ciekawie. miala zolte wiadro na glowie (ledwo ja poznalem), a w reku trzymala rozowy rusznikarz. pizgala takze wydzielina kleista z pepka. trafiala w demony przeszlosci (vide spoznienie na pociag, kabak, matematyka, lizak) kopulujace na srodku tramwaju linii numer piec, ktore w koncowej fazie orgazmu eksplodowaly lewa piers jej urwawszy. pozniej lewa piers ozyla i laktacyjna powodzia zalala cale planty. jednym slowem koszmar. kolezanka daleka-monroe moze sie rzucac obrazac kurwowac a nawet moze sie obrzezac, ale to ona bez zaproszenia wtrynia sie do snow mych, tym samym psujac mi dzien, ktory i tak juz lewonoznym wstawaniem jest popsuty. o maly wlos nie rzucilbym kurwa w tramwaju gdyz baba lat trzydziesci usilowala ukrasc mi portfel. tylko dzieki temu, ze dzien mialem ogolnie chujowy (niemalze jak blog panny monroe) to wstalem, o maly klak jeszcze sam jej tego portfela nie sprezentowalem. panna monroe mnie w myslach przesladuje i ja w tych myslach obuchem w leb trafiam, glupia kinia, bardzo glupia kinia. wez zrob w koncu co obiecalas i skocz pod ekspres uprzednio zapisawszy mi swoj parasol bo bo bo ja parasola nie mam prosze panstwa. krakow to miasto gdzie sie utransportawiam miejsko i gdzie nie znajduje waznych miejsc co co co je chce znalezc. ostatnio w swej glupocie legendarnej wysiadlem o przystanek za wczesnie. bilet by se kupic wypadalo co dwutygodniowy na dwa tygodnie. a z glosnika mewe slysze bom puscil odglosy morza celem relaksacji. jak sie w wannie nie utopie wsluchany w szum fal fal fal sztormowych to moze cos a la wiersz zamieszcze. bardzo a la. za bardzo a la. rozgrzesz mnie z kastylii, aragonii i andaluzji, mnie suke co natchnienie sprzedala za paczke papierosow na dworcu pkp. wyslalem wszystkie muzy do rybnika i kobierzyna na oddzial psychiatryczny by czystosc weny osiagnely, bo bo bo w szale tworczym gwalcily banalne litery. recydywistki pieprzone jedne.

Link 10.08.2006 :: 23:41 Komentuj (2)
rewolucjonistka calkiem bosa boso biegajaca w gaciach od pizamy.
jak to brzmi? ano chujowo-pierwsza-klasa to brzmi. ze ja niby wodki nie lubie? ze ja niby nazelowany (nagumowany, napastowany i nawoskowany jam jest)? ze ja niby wywijam dupcia zgrabnie w rytm przebojow emtiwi? oj wtedy sie panno pomylilas. na karb glupoty wrodzonej to jednak zrzucam i na brak subtelnosci, oraz kobiecej intuicji, bo badzmy szczerzy z kolejki o owe cechy jak, i o urode wynioslas sie by stanac po rozum, szarosc i brak polotu. ostatnia heretyczka? bardziej horrendalna histeryczka i upodlona masochistka co z zulami dwie godziny siedziala miast miejsce siebie godne w bagazniku taksowki zajac. ot co. mowie ci jak pytia na prochach twa pandora powroci i puszke na nowo otworzy. a wtedy bedzie cicho i ciemno. kinia samozwaniec zaiste uzurpuje sobie swietnosc i wyjatkowosc. na ziemie ja sprowadzic trzeba, by w parterze oglady nabrala i zgwalcila ja brutalnie pokora. planety szaleja. i smieja sie smieja sie smieja. tak z ciebie na-wpol-feministyczna-natenczas-satanistko. odmozdzylas sie beze mnie na codzien, ujednolicilas i zszablonowalas. gniazdka milosnego nigdy nie zaznasz, artystka marna jestes to i kochanka podrzedna bedziesz, bos leniwa, za duzo myslisz i ogolnie to tucznik jestes, a pasztet to tym bardziej. z badziewna mimika twarzy i bezplciowym glosem co najwyzej bedziesz podawala pierogi na dworcu w pipidowie zapyzialej, a trzy razy w tygodniu ksiadz z ambony cie potepi. z twym artyzmem nikt cie nie wyda, za maz i literacko. z kim sie przespisz, tak sie wyspisz. wypisz wymaluj motto twoje. cyckow nikt ci nie podniesie i bedziesz stara, stara i niejara. kaftan bezpieczenstwa na drutach zrobisz sobie. wlosy masz rzadkie i piec zmarszczek pod lewym okiem. zezujesz mikroskopem na cellulit, lecz widac go golym okiem. juz cie prawie nikt nie chce, kinii denominacja, to pomysl jak bedzie za lat piec, za trzy, albo za dwie minuty. irracjonalna jestes kiniu i internacjonalnie sie oddajesz, panslawistyczna prostytutka intelektualna. zerem byc z klasa nawet nie umiesz. teraz pomysl o sensie swojego gownianego istnienia.

Link 11.08.2006 :: 22:05 Komentuj (1)
artysta kurwajegomac byc. powstal piekny poemat o matce nieboskiej, nie dziewicy, pokalanej meskim ejakulatem, lecz jak to bywa kinia-minia-natenczas-podrzedna ma szczescie i ulegl on skasowaniu. parszywa moja maestria swiatla ironicznego swiata nie ujrzy, zgryzliwa degeneracja mass-pospolstwa. machnalem sie szesc razy w pisowni tego jakze full wypas slowa pospolstwo i nie zrzucam tego na kark niczyj, a na wlasne rozproszenie umyslowe wynikiem deszczu i ogolnego schujowienia pogody. pada i leje, mzy i siapi. kap kap kap. burza wredna jedyna. tumult pielgrzymek zmoknie ku mojej uciesze. tam tam tam cholota perfidna nie zazna suchosci, odciskow nie wykuruje, choc brud marszu z siebie zmyje je je je i smrod zniknie jak po przejechaniu reklamowanym specyfikiem. a dyc ty podly autorze nagonke czyn na kolejnych proletariuszy, by ogniem piekielnym plonac. bede dziewica w piekle, ogniwem czystosci. humor dobry mial bede podczas przypiekania. nigdy nigdy nigdy nie spoczne na lonie kosciola chrystusowego chocby mieli mi paznokiec po paznokciu wyrywac i rozpalona pochodnia gwalcic. turpizm. makabryzm. profetyzm. choc raz byc byc byc na swieczniku. gloria chwala blichtr. nie zapomnij upic sie za mnie rioja i umyc zebow. wyrzygam sie sam za siebie. blada dupa jestem, a ty opalona. natenczas maszkaron, rzygacz i gargulec. baw sie dobrze, a ja kakofonie i grafomanie popelnie, bo urwala sie chmura kurwica mnie zalewajac. dziwcz sie deszczu dziwcz. zalej tej suce z poraja piwnice i obrazy. niech placze, walczy i wije sie, bo godna tylko cierpienia. ladacznica nie daje mi atencji, nie opiewa mych wdziekow. siedze u ojca co mnie bardzo bardzo nie lubi, a on sie kurwi w najlepsze przez gadu gadu z dziwka swa cyckajaca go z pieniedzy. ja w fazie wkurwu totalnego w mej blekitnej bluzeczce i skarpetkach w paski zlorzecze pod mym zadartym noskiem. a idz ty suko do poraja na spotkanie z kinia-minia-natenczas-juz-nadrzedna, a wydrapie ci ona oczy i kudly z lona powyrywa swoimi paznokciami w kolorze zgnitej lawendy. kinia minia juz nie swinia. biedna kinia obludna nie jest i w walce nie spocznie o tytul kurwy pierwszej czwartej erpe. przygodny czytelnik moze sobie pomyslec - jak on tej kinii nie znosi i nienawidzi. nic bardziej mylnego. ona wyjatkowa jest i adoruje jej cialo i umysl, co noc modle sie przed jej obliczem. nienawisc jest mi w gruncie rzeczy obca, zreszta bardziej zabojcza jest obojetnosc, a chujem jestem i obojetny byc lubie. obojetny dla ojca i kogos tam jeszcze plci zenskiej dzis jestem. skrajne uczucia sa mi w gruncie rzeczy obce. milosci-nie-ma jest tylko skurwienie na krotki badz dlugi okres czasu, jest takze skurwienie dozywotnie - w materii swej wyjatkowe i niezwykle, dla mnie obce, bo nigdy tego skurwienia nie zaznam. zycie tez jest skurwieniem mniejszym badz wiekszym, jest tortura czasami przyjemna, zreszta ktoz z nas nie lubi masochizmu.

Link 12.08.2006 :: 03:27 Komentuj (1)
a badz ty sobie kim chcesz byleby cie wcale nie bylo. walesaj sie i szlajaj. rozmien mnie na grosze. wrzucaj pojedynczo do automatu i wygrywaj w jednorekim bandycie fortune by na seszele mnie zabrac. andaluzyjskie kurwy z sewilii ucaluj ode mnie w czola, bo kobiet ciezko pracujacych zal mi bylo zawsze. popij winem kes pokarmu wtykanego widelcem przez carmen. przywiez mi stamtad trzy muszle i dwa kamienie, a piach z nich uprzednio zmyj. wreszcie nasyc sie krolowa izabela poki mozesz, bo za rok moze byc juz inaczej. za dwie minuty idz pod prysznic i zdrap z siebie skore. plat z plecow wloz do koperty i wyslij pod uprzednio wskazany adres. jesli wtargne do snu twego to mnie wypros. zarygluj mozg, nad i podswiadomosc, bym taranem nie rozbil ich w pyl, a w krwi przegranych plywac nie mogl. obmyj mnie plynem lugola, bom napromieniowany. zagryz mnie.

wegiel stal zloto alun
a ona natchniona zoltym kalendarzem. spi w swej bryce i gardzi matrymonialnymi propozycjami o przescieradlowym podlozu. ona czystosc chce zachowac, choc w myslach puscila sie wiele razy. a megan na nia patrzy i kaze zapomniec. megan gdybys byla i czula to co ja czuje, to nie bylabys i nie czula. daj jej dwa razy w morde. moze sie opamieta. zgliszcza ust jej przynies mi w zielonej szkatulce, oprawie je w ramy i oddam akademii medycznej we wroclawiu, bo materialu pod dostatkiem nie maja. naucz ja mowic tylko slow dobrych. megan megan megan. tys ma orbita, kraze po tobie. jak rodzicielka jestes i ulissesa poznalas, z argonautami i jazonem winem sie upijalas. a ja mlody bylem i pod piers twa podpiety spijalem madrosc z ciebie.

bardzo-przystojny-skorwiel ze mnie. kinia minia mnie skrycie kocha. nad zycie i uparcie, i skrycie. a ja ja skreslilem i z obiegu wyrzucilem jak szczur na zakrecie wypada. oswiecim zawsze byl dla mnie oaza spokoju. a wariatka ciagle tanczy. na dziku na bal wjechala. ona oryginalna switezianka i nimfomanka. szmata kurwa posocznica larwa. ajc ajc ajc i kim tu byc. jak jak jak tam zyc. uj uj uj chuj jedyny w kraju prawdziwy. a silikon sie wylewa, a tluszcz rozlewa. glupia bylas z tym nosem i biustem, bo uszy madrze sobie zooperowalas. odstawaly jak urbany. nie redaktorka za sam wyglad byc moglas, a teraz zatancz lesbijskie tango z muza, a w ustach miej czarna roze. suko. dlaczego. dlaczego. dlaczego. z lekka sie zmierzwilas i juz w dotyku nie jestes tak miekka jak kiedys. zapach truskawek swiezych pozostal.

a oczy mnie bola, a i pijany jestem. nad performancem ubolewam dzisiejszowczorajszym bom nie zwykl holdowac artystycznej mizerii niejakiego sapera, co na sile gwiazda malarstwa chce byc i czyni w tym kierunku pierwsze niesmiale kroki bedac juz schizofrenikiem i glowa w mur napierdalaczem. sztuka jest gownem, bo roznice miedzy nia, a komercja i tandeta juz dawno sie zatarly. wejdz do zachety, postaw sobie kibel, dokonaj defekacji, a stado koprofagow artysta przez duze aaa cie okrzyknie. el greco gdzies ty sie schowal. ciemno w tym korytarzu.

Link 12.08.2006 :: 15:29 Komentuj (0)
konsystorz se zwolaj i se papieza wybierz na nowo poza konklawe. kontestuj swoja niechec bo warto, a nereidy oplota cie nogami wokol bioder. paryski spleen sobie poczytaj, a lejdis i dzentelments z zachwytu upadna. freuda to ty nie lubisz. czemu smiejoties? nad soboju smiejoties! bies z daczy turla sie po schodach, a czelista rozwala o glowe charge d'affaires wiolonczele, bo bankiet sie nie udal. chalturnikiem miano go okreslic, a on ni to maestro, ni to artisto. apage satanas, a idz mnie ty w pizdu, a pojdz w cholere.

etiopistyka sinologia bohemistyka
a zagleb sie choc raz w orient, w afryke, w pepicka mowe, a ja ci powiem jeptiszka i zrozumiesz. bo trzeba jezyk jakis obcy znac, a angielski to woz, albo przewoz. mow do mnie po japonsku mow, a cialo moje sie w ikebane ulozy, kompozycja minimalistyczna. gizigijskim zwyczajem (kamerun polnocny) ci powiem - ki pri yaha ka kiri ngi viya. we francuskiej odnodze - tu me regardes comme le chien de saison des pluies. bo pies owrzodzony w porze deszczowej na dwor jest wyrzucany. jak widzisz mowa kamerunu obca mi nie jest, a kolezanka kinia-minia-trupia-glowka zna mowe buszmenow, wcielenie w tyl byla matka dwudziestki trojki dzieci, a biust jej obwisly wlokl sie po sawannie. lwica pozarla dziecko numer osiem i jedenascie, a ona lez nie wylala. czy nie z baraniej skory robi sie pergamin? ale na miecz moj, na moj miecz. pergamin chinczycy wymyslili, czy papier, horacjo podpowiedz.

agat topaz korund jadeit ametyst turmalin
do svarovskiego zasuwaj po krysztal, a u tiffanego kup sobie kolie, bo nie do twarzy ci w srebrze. wyczesz sie jak wloszka mokra, a diament w ucho wloz. zapij sie. zacpaj sie. a suki niech cie na nieposwiecona ziemie wywloka. a ona rozszarpie twoje cialo. a zofia i izabela goscinne byly ? czy arszenik moim zwyczajem dosypaly? jak tak pogratuluj im rozsadku i nagrodz je medalem zlotym i laurem z olimpii. maraton kobity wdrozoly w swoje zycia. 007 nie bede i nie uratuje zjednoczonego krolestwa elzbiety co najmniej czterokrotnie nie dziewicy. rzuc w nia dyskiem, a ja sie uchyle. nigdy honoru bronic jej nie umialem. w westminsterze spotkam ducha i za reke go przerzuce przez lewe biodro. sily rozloz dobrze i pobiegnij przede mna ostre tempo mi narzucajac. musze schudnac i bulimii sie nie nabawic. zawzdy zawzdy zawzdy jedzenie nocet i jedzenie docet. do neolitu wroc i przywiez mi mieso solone. wyrwij zeba madrosci i w naszyjnik go opraw, a krzycz przy tym ile wlezie, bo lubie slyszec krzyk dziewic w akcie de sade spotkan. ele batory ci przedstawie, bo na ty z nia przeszedlem, tylko laskawie nie miej pretensji, zem cie jej przedstawil. ona krwiolubna i wybitna domina. w skore mlodej serbki ubrana na schodach cie przywita, krwia corki atamana pragnienie ugasi. nie lekcewaz gestow jej, bo zawisniesz nad jej kominkiem, a noga bedzie ona swiece gasila. piersi twoje oceni, a wynik tajemnica pozostanie.
trans hipnoza egzaltacja.
a daj mi godzine to w maladze bede, a wezme ze soba rumunke.

Link 12.08.2006 :: 17:52 Komentuj (1)
zadzwon zadzwon zadzwon, a ja nie chce. rozkazujesz mi matko dzwonic tam gdzie ochoty nie mam. a bo ja ci kaze i dzwon tam tam tam, a ja mam to w dupie, i sobie nie zycze. ale nie powiem nic, a nie zadzwonie. babka mnie tez truje, bo wnuczek jej gral bedzie i w swych oblesnych sztucznoszczekowych gadkach weszy mozliwosc na pwst sie przeze mnie dostania. tatatata sratatata ta ta ta. ja i aktorskie studia, srututu nigdy przenigdy ja sie nie skurwie w zawodzie artystycznym, bo ja byc-chce-byc zintelektalizowanym kims, a nie ktosiem bez pensji stalej.

wariat-kretyn-debil-ignorant-idiota
a ja tam nie wiem kto. a kto? a z kim? a po co? a za co? narzuc sobie jarzmo i wyrusz w chuj daleko. tadam tadam tadam i gryz sie w dupe, a oczy sobie wydlub, a nos zatkaj. rusz sie, a kup jej dwa zegarki, a ona je odrzuci, bo gowna ruszac nie zwykla. nie doceni tego nikt, a ty pozostaniesz niedoceniona, a jak siak tak tatarak. wroc sie i urwij dwie maliny, a zapakuj je w pudelko, i obwiaz zlota wstazka. napraw mi telewizor i kup pilota. na plazy dupsmaz i skwarkowiec jak frytka. zeschnelas sie, bo ci slonce przygrzalo. babcia mozg faktem zlasowany - kolczyk w jezyku miec bedziesz, a raz a dwa bedziesz jak doda elektroda, a jak ci cos wtrynzola nie tak a siak to umrzesz jak ewa salacka. zbrukala mnie. grydywij. koltun. wyrwe sobie dwie brwi i powieke calkiem odslonie. o czym to ja? a na opalaniu. ja marzne pod koldrami trzema, a ty prazysz swoj majestat i piersi swoje na sloncu. zawistnym? nie! tylko wkurwionym, bo pusto na wupe, a ja czekam i czekam. rosjanka objela prowadzenie i wielkagra ja dogania. rosjanka za hiszpanka. turczynka trzecia. dwie gwiazdy i dwa ksiezyce. godzina i minuta, sekunda i jedna nanosekunda. obiegla zegar i wyszla na prosta, a ona juz tam stala, i wystawila noge by ja nasmarowac balsamem zlotym.

giertych lepper eneduerabe rokita polknal zabe
taka ta nasza polityka sprosna, taka nieinteligentna. a kij jej w dupe, a reszcie w oko. permanentnie wypinam sie na wybory (od pisowskiej choloty wygrania), bo to juz prawie jak bialorus i znowu znowu riplej z pe er elu. jak ja lubie te ripleje pleje eje leje. dirlay asingir ar miyi. la sterile rit d'une femme qui enfante. bezplodna smieje sie z rodzacej, jak ja was kurwa kocham. tak tak tak nabijaj sie ze mnie i na pal pal pal ogniem rozzarzony wbijaj mnie.

berta z lotwy was pozdrawia i hilda z dolnej saksonii.

Link 14.08.2006 :: 00:38 Komentuj (0)
a ona ujela jego dlon i poprowadzila go do piekla. dantejska scena, a carmen flamenco tanczy, a wiesz, ze nuda nuda zawsze bedzie, a tesknota jest tesknota wieksza, lub mniejsza. adekwatna nienawisc jest wprost proporcjonalna do milosci adekwatnej.
kaligula neron oktawian saturnin
a wzial on udzial i wylozyl sie w trakcie. nade mna wisi krzyz. a jezus chrystus byl i nie bedzie juz nigdy. a dziwkarska ciotka idee swoje wdrozyc chce opolskie cud rodziny, bo ona corki dwie na pindy wychowala, co plus minus jeden ode mnie starszomlodsze sa. dwie mimozy i wyrwitylki dretwe. mater pater i frater.
na hipoksemie od papierosow braku cierpie. a ty bylas na dnie. a ona cie z niego podniosla. a ty dalas jej w twarz ochlapem swojego uczucia. dziewico konsystorska, a carmen nienawidze bo jest. daj mi giwere, a odstrzele jej glowe, a mozg bedzie jej stado hien chleptalo. wijesz sie i turlasz, a carmen obok ciebie. roze dwa razy wieksza od glowy w leb wepchala, bo ona na wpol modna bycchcebyc. carmen znow kiecke zadarla, bo wpijala sie w jej miejsca intymne, ot taka jawnogrzesznica.

bomba tomba plomba
a ona ma na imie megan i lat dwadziescia piec ma. jak nikt wzrokiem po zadymionej sali wodzi. a drink jej z parasolka i ananasem. umpa pumpa umpa pompa a raz a dwa a trzy i zgryz. wiem wiem, a ona tez wie. my oboje wiemy i ty tez wiesz. rozplanuj swoj dzien i kup mi winogrona, bo noc nadejdzie, a ja sie nie najem.

wodka z mety z polki wodka
w menu tyko ketchup mieli, a ja to tak nie za bardzo, wiec wyslalem kelnerke po wodke. carmen tez tam byla i jak zwykle trzydziestka ryczaca, bo ona mentorka. pari passu ruszylem do niej z tasakiem, by w korpus ja trafic, ale ona sekutnica cwiczona i sie uchylila. ona dla mnie to parias, a dla ciebie milosc. per fas sie jej do rana pozbede, by peregrynacyjna wedrowke na seszele odbyc, stakiem, bo ja awiofobik. krolem jestem, a gniew krola zawsze srogi jak medea rzecze. epigonka powszechnie nieszanowana. a ja eminentny i w ogole ideal, a ja denaturatu z nia nie pilem. kloaka ja nazwalem i za cztery nieszczescia przyczyna uznalem. melba mnie ugosc, a sie odwdziecze i ujmij mnie slowami swemi. notablem do nedzykurwynedzy jestem, a ona co? stara emigrantka w nostalgii nie pograzona. parweniuszka zawstydzona swa staroscia i prochnowatoscia. c'est nienawisc, tak nienawidze. za co? za to, ze zyje i jest, a jest i wszystko wskazuje, ze bedzie. passa dobra sie konczy i lbem o pendentyw uderzam, bom wysoki i wciaz mlody. a ona na pelurze pisze swe cyferki i chowa gleboko.
plaudite plaudite aplauz.

to be protagonist or not to be ?


Link 14.08.2006 :: 17:29 Komentuj (1)
wiem, ze jestem jedyny w swoim rodzaju niepowtarzalny agregat smiechotworczy. liczy sie jednak ten jedyny i wyjatkowy. a czy carmen taka nieschematyczna jest? jak tak jak jak to zgoda, a jak nie tak jak jak, to niech plonie w czelusci piekla i nabawi sie kily, a wzrok jej niech uszkodzeniu ulegnie. niech zeby swoje odda w filantropijnym akcie oblakania, bo to jedyne co dac moze.

istria sardynia kos rodos
a zawitalas ty kiedys na jedna z tych wysp, by na piasku eksponowac to czego jeszcze nikt nie widzial (a miejsc takich malo)? julunga i nerika jak dwa kamienie, a nad nimi drzewo rozlozyste i manipulacji nie popelniajace, a ona tam nie byla, bo aferzystka i zbratowiona z wilkami, a dyc ja rzuc carmen jedna podrabiona i na mule przybadz do mnie. mul srodkiem lokomocji moze nie do konca wygodnym, ale stabilnym i do otumanien nie przywyklym. czas jak czas bedzie plynal, a noc bedzie noca. tylko jedna menora i jeden nadziei promyk, a iris juz swe rozane palce nade mna rozposciera. szansonistko z zakolami idz precz i nie wracaj, bo kolesz swym obrazem nieskalanej.

jam jest piekny i wyjatkowy. jam jest trudny i nieodgadniony. jam jest, a co bedzie, gdy mnie juz nie bedzie? zostawie po sobie cztery wiersze i niesmak, a pogrzeb moj bedzie inny. stype juz teraz planuje, a na niej tanczyc bede awinionskie panny, a one beda jedynymi, ktore sie nie rozbiora. wodka plynac bedzie strumieniem i kuflem do piwa pic sie ja bedzie. amnezji nie zaznaj, bo zalowala bedziesz. a ty coro koryntu i kini-mini-swini zaproszona bedziesz i skonsumujesz sledzia, a matki twoje beda tkwily w smiertelnym uscisku.

gryz caluj dotykaj liz
a prawda taka jest, ze se mozesz ino popodziwiac. ja nietkniety pozostane i bede sie bawil twoja bezradnoscia. bo jestes parszywa i na dotyk obojetna. ja mozg sensualizmu. blablabla. a ci znani to problemy maja. taka na ten przyklad frytka bedzie sponsorka gorniak edyty - pudelek figielek mala ploteczka. lalalalala.

Link 15.08.2006 :: 01:42 Komentuj (1)
waze swoje trzy jablka i wychodzi mi zero. a wiesz, ze wieprz ma orgazm trwajacy trzydziesci minut? rzuce perly przed wieprze nad wieprza i ciebie tam wpieprze. tak dla zasady. za milosc prawdziwa jedyna cene kazda zaplace. zapozycze sie, a ty podasz mi cydr w korycie. stopy mi umyj, bo zasluguje na czesc. balwochwalstwa nie toleruje, a carmen go dostepuje. ironicznym? wrednym? nie! to panika i wlasna paranoja. beatyfikuj mnie. kanonizuj. adoruj. kocham twoje slowa, a muzyke to juz najbardziej. ja infantylny trzpiot jeszcze jestem, a ty ni to panna migotka, ni mala mi, a juz najbardziej filifionka. aferzystka, co zwloki profanuje z niej.

grdyka krtan otchlan
polknij mnie. podroz od ust odbede, obstrukcji ci dostarcze, a ty wegiel bedziesz lykala, zebym zostal. patrz, tam jest inna niekochana, co chce spac, a czuwa. kupilem xanax i cale opakowanie zjadlem, a spac nie moge. melodia z ust umarlej sie wydobywa. swiece z jej imieniem pale jak radzila wrozka, w magie i zabobony sie zaglebiam, a ja to nigdynigdynigdy na to nie przystawalem. co zrobic? urok rzucic. bede baben jagen i carmen do pieca wrzuce. suka zlakniona pieszczoty nawet przed gwalcicielem nogi rozlozy.

don't speak i know what you're thinking
i nie tytuluj mnie per ksiaze, mow do carmen ksiezniczko. jam bogiem jest dla ciebie, wiec sie do mnie modl bym spojrzal na twoje carmen ustami zbrukane oblicze. na bruk moja ty droga sie wyniose, a megan 100zl mi do puszki wrzuci. placz placz placz. potrafisz plakac. carmen wybralas. a ja sie bede smial i reke podam nawet bom litosciwy. moja kolysanka lulilulilaj laj laj laj. nie placze. nie smieje sie takze. obojetniejesz mi choc nie chce. ela batory na ciebie czeka, bo jej powiedzialem zes wyjatkowa. wij sie po ziemi i blagaj o litosc. moze sie zastanowie.

but kot puma hop
ojciec w przyplywie naglej dumy z syna-tam-tadam-czyli-mnie zafundowal dziecku swemu podobno jedynemu zakupy. but lewy i prawy. dach tenisowy na glowe i misternie zdobiony obiad. jedzenie juz przetrawione, a buty na nodze wciaz tkwia. chimeryk.

satysfakcja masturbacja ciala profanacja.

Link 16.08.2006 :: 00:34 Komentuj (0)
znalazlem milosci swiatynie, co na pic i tip top wyszykowana jest. a anna jagielonka maki przed nia zbiera. natchniony hebrajskim spiewem dotknalem materii, ktora dla rak moich niedostepna byla. zaluje jednej minuty, a sekundy drugiej juz nie. alkohol mnie omotal, a pragnienie szczescia zniewolilo. w kajdany mnie zakulas, a ja klucza do nich nie posiadam. wariatka o mnie po raz trzeci walczy. a po raz enty przegrywa juz na starcie.
wiesz. wiem. nie wiesz. nie wiem. pocieszaj i tamuj krwotoki moje, w zamian za to sie odwdziecze. jak moglas? pustke przytulam i wysokiej nadziei szukam jak buszujacy w zbozu oblakaniec.

co czas zdziala czas?
zle emocje i nic wiecej. wiem, ze to co miec moglem przepadlo, a na walke z carmen sily mi braknie. jezeli chcialas mnie zabic, to ci sie to udalo. anna maria dziewica moze mnie ozywi, bo ona jakby cudotworczyni. ludozerca zostane podyplomowym po kierunku afrykanistycznym. wiedz, ze zemsta slodka jest i to ty bedziesz przede mna sie korzyla, i blagala choc o chuchniecie, kopniecie, cokolwiek. jam jest jak gora. nieustepliwy, co majestatu swego nie ruszy.

zatancz ze mna jeszcze raz
a ja teraz cos oglosze. dzisiejszy wieczor byl koszmarem i z powodu tego (a jeden jeszcze jest) juz utp nie odwiedze (chyba, ze na prosbe baski, co biustu fajnego nie ma, ale za to krakowska ona i jedna jedyna). wplyw na to ma to, ze pasuje tam jak patlyk do super knajpy w centrum zapyzialej stolycy. wyalienowany tam na maksa, otoczony w polowie ludzmi o pol dekady mlodszymi czulem sie jak malpa, albo i nawet nie malpa w klatce. a tak poza tym to mam dosyc pierdolenia kotka za pomoca mlotka kto ile wypil i zwyczajnie do tych ludzi nie pasuje, a holdowac im nie bede. a nie waz mi sie wyperswadowac tego z glowy, na kogos tam w kogo wierzysz - moj horyzont myslowy tam hen hen daleko i on to nie za bardzo na czcze dyskusje sie zapatruje.

chmury wisza nad miastem
znikam tule sie w sobie
zbiore wszystkie swoje lzy i napelnie nimi akwarium. rybe zlota wpuszcze, a spelni ona jedno jedyne zyczenie.

czekam na wiatr co rozgoni humor zly i ogolna melancholie.
kurde - jestem prawie jak werter, a ty jestes prawie jak lotta (jeno, ze lotta za chlopcow tylko sie brala).

Link 16.08.2006 :: 01:29 Komentuj (2)
miales byc mekka, a okazujesz sie meka. krakow. milosc do miasta tego mi przechodzi, tesknota za krakowem odplywa gdzies kraulem wstecz. nie miej mi za zle grodzie wawelski, ze cie zdradzam z atenami i budapesztem.

plastrem na piecie twej
przeklinam cie, za to, ze tak mna zawladnelas. przeklinam, bo honor trace, a rozum to juz w ogole przepadl w nicosci otchlani. gdybym byl to bym zyl pelnia zycia jak radzilas (a nie tylko ty, to dzisiaj radzilas, ale z nadmorza carpe diem szczerzej brzmialo), ale los mnie na inny tor skierowal i nic poza zaciskaniem zebow zrobic nie moge.

to co dal nam swiat...
niespodzianie zabral los
jak ten czas plynie, za wszelka cene badz szczesliwy. postaram sie. brakuje mi twoich slow, ale wiem, ze niezdolna do czytania jestes, bo lozko zamienilas na trumne. pamiec ciagle zywa, a smutek wieczny juz we mnie pozostanie. los wzial to co dal. glupiglupiglupi los. a moze ja cos losowi zabiore? ciekawe jak los bedzie sie wtedy czul. nienienienie nie moge o tym myslec, bo mnie znowu paranoiczne mysli poronione zlapia i utkne w punkcie martwym lzami sie zanoszac.

niewybaczalne unforgiven
po pierwszej juz. metallica. a ja kompletuje swoj zestaw wad, pakuje je do walizki i wreczam bilet do malagii w jedna strone, bys mogla nacieszyc sie moja ciemna strona. druga klasa pojada, bo ja rozrzutny nie jestem i kolczykow diamentowych do szczescia nie potrzebuje. walizka bedzie opatrzona naklejka i listem do niej podpietym. na przylepionej kartce opis 'radioaktywna chmura wad lotosem zywiacego sie - dostarczyc do rak wlasnych', a list to nasza tajemnica.

nie marnuj swych ust. oszczedzaj je dla mnie, chocby carmen swoje przytykala. odgon ja swoja dlonia anielska bos artystka i anielica. wrocwrocwroc juz i spelnij obietnice. chce noc ujrzec jakiej nie widzialem.

adagio nokturn misia pamieci zalosny rapsod.

Link 17.08.2006 :: 00:16 Komentuj (1)
gardze soba, toba, nami. mam tylko szesc godzin snu przed soba, a nie zanosi sie na latwy sen. gine pod kolami trawaju zwanego pozdaniem na zadanie mnie przejezdzajacego. u tiffaniego zjem sniadanie i jak kotka po goracym, blaszanym dachu rusze w inny swiat.

zgagi wymazy spazmy
ryba byc moja droga chcialas, a wyewoluowalas do postaci idealu. darwin sklasyfikowalby cie jako nadczlowieka, a ja jako ludozerca takiej strawy przepuscic nie moge. obnaze twoje cialo by nasycic sie twoim widokiem. potem obuchem w glowe uderze, skalpelem skore rozetne i ujrze cie od wewnatrz. serce wyszukam trzesacymi dlonmi i wloze je do lodowki, bedzie akurat na wigilie. pluc sie pozbede, nerek takze - podrobow francuski piesek nie zwykl jadac (wysle je cargo carmen, albo zrobie z nich wisiorek - zobaczymy, czy wygra egoizm w rownej walce z altruizmem). wgryze sie w piersi twe, jako w kawal miesiwa najdostojnieszy, zatrudnie kucharza i lodowke wielkich rozmiarow zakupie, bys na trzy miesiace mi starczyla, a i z wynkwintnoscia podana byla.

kanibalem byc i zatruc sie psem, a nie czlowiekiem.

moja droga mala gabi. moje ty przygnebienie chodzace biedne. pobiegaj, pocwicz, pusc sie - wysilek endorfiny wytwarza, a endorfina rowna sie szczescie. jesli nie masz gdzie pod latarnia stanac, odstapie ci swoja (mam dwie rezerwowe) za dwa grosze, bos w koncu przyjaciolka i nadworna ma ulubienica.

zlosc da ci w kosc. a ja wole za zlosc w twarz sam wymierzyc sobie policzek.

dretwy jestem i nie pisze, o tym co kreci umysly ludzkie - wiem. mam przynajmniej swoje miejsce we wszechsieci i moge wyrazic moje meki, bo radosci sa trudne do opisania, a i malo ich, a ja ogolnie to taka biedna menda jestem.

pamietasz byla jesien.
pamietasz juz dziewietnascie jesieni. jakos tak za ponad miesiac bedzie dwudziesta. okiem geografa bystrym widze, ze zlota polska jesien juz w niepamiec odeszla i urok odebrala pazdziernikowi. nie lubie tych zmian klimatu i przesuwania granicy ciepla. aj aj aj. a co bedzie, jak po lecie od razu zima ostra, ze hu hu ha przyjdzie? ano fajnie bedzie, bo w koncu biel zaleje to co mamy teraz. ja lubie zime. lubie te spacery o godzinie siedemnastej w swietle ksiezyca. lubie snieg za kolnierzem. lubie zasypane drogi. lubie karmic dzikie wiewiorki. lubie lamac sobie rece. zima jest fajna, nie ma co.

pinta nina i santa maria wyrusze dzis warta do odry, by potem z jeziora dabie na wody baltyku wplynac. oplyne wolin i uznam. na wodach terytorialnych niemiec pozdrowie hermenegilde z kilonii. skagerrakiem i pod mostem kopenhaga - malmo wejde do wikingom znanego morza polnocnego i jak rusalka plawil sie bede. kanal la manche, zatoka biskajska, po drodza gora michala swietego i santander. w portugalii o porto zahacze, wezme najlepsze wino, fado wyslucham. ruszam do ciebie o swicie. jutro o tej porze bede kolo gibraltaru, a ty dywan czerwony szykuj, dla carmen szubienice. za 36h wyjde na lad.

moksika i dwa konie na zachod przez oceanu tonie.

Link 17.08.2006 :: 01:26 Komentuj (2)
taki sobie chlopiec w heya mimo wszystko zasluchany, piewca talentow kasienki przenajswietszej. taki sobie, bo ani nie inteligentny, ani urodziwy - zdaniem jednym, nie dosc dobry dla niej.

ty mowisz o socjopatii wlasnej moja wstretna monroe-panno, a ja powiem ci, ze moja przy twojej to jak mount everest przy gorce za przedszkolem. w obojetnosci, marazmie, apatii, cholera wie jeszcze w czym takze na glowe cie bije. w jednym sie z toba zgodze - suka bezmozga przebrzydla jestes. widzisz, jednak jakis wspolny mianownik znalezlismy o kingo naiwna. wiem cos, co zabic cie moze. dylemat moralny, czy wyznac, czy zataic. nie mow glosno o zakochaniu, bo ktos moze je nagle zdmuchnac jak swiece pierwsza lepsza, a wtedy to kabak gromnice zapalac bedzie. nadzieja ma bylas na odnowe kulturalna polski, lecz tak zwany rozpizdziaj powstal i lohoho, a tkwimy po uszy w dennych wypocinach. powiem ci cos (a przy okazji kilku osobom) - zawsze powalala mnie twoja mimika, maska taka, bo ukrywala emocje. nigdy bolu, radosci nizli smutku nie pokazalas. tu nastepuje przerwa i o nijakosci wlasnej pisac trza, bo monroe-panna-charakterek-ma-bezboznica.

nijaki jestem, a bylem trzy dni temu wyjatkowy. nijaki na tyle, ze nawet lustro reaguje na mnie odruchem wymiotnym, a klawisze komorkowej klawiatury nie-wiedziec-czemu zacinaja sie. idylla zawsze z sielanki w elizjum przechodzi, przy okazji gratis trepanacji czaszki dokonujac. polkula lewa, czy prawa dzisiaj? obie. nijakim byc to pewne wyzwanie, by uslyszec komu bije dzwon i dotrzec do adresata (bo na ludzi nijakich uwagi sie nie zwraca, ot tyle atencji, co dla muchy poswiecone na bezmuchiu). nijakosc mozna oswoic i nawet gazete ci przyniesie.

a trawa byla bardziej zielona
swiatlo jasniejsze
przyjaciele wokol.
a teraz trawa spalona. ciemnosc, a tak zwani przyjaciele gdzies sa, ale gdzie tego juz nie wie nikt.

wszystkie mosty przez noc misternie rozwieszone sa bliskie skruszenia. lipnicka miala wojne mysli niespokojnych, a ja tylko miedzy niebem a ziemia szukam cie. ona w ogole przedporterem to byla skrajnie histeryczna i nieskladna taka, ale ladnie dziewcze spiewalo. teraz natenczasporterowska anita spiewa muzyczna zenade i zniecheca mnie do siebie. z powodu narastajacej antypatii ciepnalem w trzeci kat jej solowa plyte.
zasluzyla sobie.

piekna i rycerz.
piekna dulcynea, a ja don kichot z la manchy, bez giermka, a z lanca przeciw wiatrakom. miguelu cervantesie i cala kastylio dokonajcie ekstradycji. wydajcie w rece lotosy jedzacego wymiaru sprawiedliwosci.

ironia ironia, a lek lekiem.

Link 17.08.2006 :: 20:52 Komentuj (1)
kochana kingo.
moge powiedziec teraz - a nie mowilem. dol twoj pewnie jest chwilowy, ale rade dam ci pierwsza klasa i to nie odplatnie.
stan przed lustrem. nie martw sie nie peknie nagle. stoj tak przed nim jak krowa w malowane wrota wpatrzona i powtarzaj - jestem fantastyczna pomimo braku urody. jestem wyjatkowa pomimo zmarszczek wielu. jestem piekna pomimo rozstepow. mam nadzieje, ze ulge przyniesie w twym przeintelektualizowanym jestestwie, bos kobieta dobra, a dziwkarstwo uczuc wyzszych nie wyklucza.

jesli to nie przyniesie spodziewanego rezultatu, sa dwa rozwiazania jeszcze.
pierwsze
a zaloz ty czerwone szpilki, czarne kabaretki, fioletowa mini, zielona bluzeczke. pojedz do serbii i nasyc bojanow, goranow i ivicow swym cialem. to dowartosciuje twoja miernote wzgledna i nauczy szacunku do samej siebie.
drugie
jak juz calkiem zle bedzie, to zadzwon, zgramy sie jakos i zywcem sie zakopiemy.

mala pieczarka stary grzyb
jak ja kocham banialuki wszelakie, a banjaluka to drugie najwieksze miasto mojej ukochanej bosni i hercegowiny. pojade tam z toba kiedys, a i mostar odwiedzimy.

kapec pajak komar krew moja.
to tez lancuch pokarmowy. myslalem dlugo i stwierdzilem, ze niepoprawne politycznie bedzie stwierdzenie, ze chinczycy jedza kapcie (a jedza, tata mowil, ze gazety jedli, ze na ulicy wrobla znalezc to lohohoho - wszystkie na patyk wbite i w jarmarcznym kramie do zakupu celem spozycia umieszczone).

kylie brycia krysia dodzia mandaryna
panteon (kylie ma dwie az fajne piosenki - jedna z nickiem cavem, druga confide in me) wokalistek miernych i bezplciowych. entliczek petliczek cerekwicka clarkson kuszynska pindzia berta hilda ladujecie w tym koszyczku. hihihi.

notka sponsorowana przez masze z dalekiej uzbecji i misze z turkmenii.

Link 18.08.2006 :: 23:45 Komentuj (0)
w kraju gdzie co trzecia osoba ma chorobe weneryczna - tajlandii, kwitnie prostytucja, wrecz przechodzi swoj renesans i poraza ogolnodostepnoscia, a takze olbrzymia gama dla masci wszelkiej dewiantow. tajki sa urodziwe, wiec korzystaja z hmm warunkow naturalnych i sprzedaja sie jak najlepiej potrafia.
pamiatki z podrozy - kila, hiv, alimenty.

nie chce juz nie chce
ale wnetrze me potargane i rwie sie do ciebie. nachalny bede i na kompromis nie pojde. glupim jest i tyle. nawet glupim bardzo. a na dokladke jest goraco w pokoju. ladny chlopiec jestem. nie jestem. jestem. a moze sam z wlasnej rady skorzystam i stane przed lustrem.
vis-a-vis mnie jestes ty. wyimaginowana. kroczysz w rytm muzyki zmyslowo i rozpalasz we mnie ogien. zwodzisz mnie.

bunt na bounty w duszy bunt

krzyku mego nikt nie slyszy

Link 19.08.2006 :: 01:52 Komentuj (0)
nadeszly ciezkie chwile dla mnie. tesknota mnie rozpiera, rwe sie na drobne kawalki, kazdy z nich wkladam do klasera i ogladam przez lupe. tu tu tu ti imouna gia sena katastrafika (nowogrecki).

lubie kiedy kobieta
kiedy jest subtelna i eteryczna. kiedy emanuje wdziekiem i czarem, kiedy uwodzi wzrokiem. cenie naturalnosc, nie chce lalki utlenionej na blond farba za 10 zlotych, bo sam wydaje znacznie wiecej na fryzjera. musisz miec wlasne zdanie kobieto, bo zycia towarzyszki w meza skrajnie zapatrzone to przezytek.
okazja. przecena. bonifikata.

do niedzieli jakos szlo
a ja wlasnie wiem, ze od poniedzialku bedzie latwiej. zagram co mam zagrac i wroce do swojego szarego bunkra. jestem rycerzem walczacym ze snami. sny mnie nie lubia i zle przychodza, a ja zlany potem sie budze. linczuje przed zasnieciem mysli wszystkie i rozdrapuje stare rany. bandaze juz nie tamuja tej starej ropy tryskajacej we wszystkie strony swiata.

wiesz, ze gnije, usycham bez ciebie?
nie wiesz. jak wrocisz podlejesz mnie swieza woda. obym calkiem sie nie rozpadl do tego czasu. ludzie modla sie o zyciodajny deszcz, a mnie wystarczy jedna twoja lza. drastycznie ze soba postepuje i nekam zakamarki duszy. martyrologia. eutanazja nadziei. nie do konca piekny jest ten swiat, bo kradnie, to co sie ma najcenniejsze. czasami pomagaja mu w tym ludzie. nigdy nie polubie zycia. coz, moze to chwilowy belkot dwudziestolatka podchodzacego zbyt emocjonalnie do zycia. klasztor la rabida na mnie czeka, a i miasto izabelii mnie ugosci. lato odchodzi gdzies tam sobie juz, a mnie zabrac nie chce zludzen nie pozostawiajac. heroina. zamordyzm wlasny i chlodna kalkulacja. pustka echem sie odbija, wprawiajac w wibracje moje smoliste pluca. krztusze sie krztyna wspomnien. wiecej zostawiam na nastepny dzien. truj sie dziecko truj. hybryda jestem, taki sie juz urodzilem. komar z krwia nie wysysa ze mnie znuzenia, gorliwie pobiera upragniona ciecz, ale emocjami nie chce sie zachlysnac. mam krzywy kregoslup i nie lubie odkurzac. snie wizje straszne i apokaliptyczne. to chyba poczatek obledu. wiec bede werterem i odstrzele sobie glowe. ty i ja. smutne.

w cala sile w ktora wierzylem i lono twoje, co potomka wyda.
a carmen mam nadzieje juz obrazona. zla. zazdrosna. marzenia me. bobobobo marzenia miec trzeba, na dalszy plan schodzi to, czy sie spelnia. zamykam oczy na dwa rygle i marze. morze. ty w lnianej koszulce i spodnicy z rozcieciem. ja z nagim torsem w czarnych spodniach. nad nami cztery zachodzace slonca. obok dwie ciekawskie mewy. oczy otwieraja sie i ciemnosc widza. pusto. smutno. gryze jezyk i zaciskam wargi, zewszad saczy sie krew.

odkochaj nas i chodzmy stad.

Link 19.08.2006 :: 17:48 Komentuj (5)
nowa fryzura spodnie i t-shirty
banal kto po tytule samym przeczuwa racje ma i miec ja bedzie.
pogrom ojca dokonano od strony finansowej, bo serce slabe chlop ma i zlekniony jest, gdy ma mi cos kupic. on sobie kupuje rzeczy markowe bardzo i nie na przecenach, a gdy ja prosze o marke przecietna, to sa to boje jak bitwa pod grunwaldem, lecz z ofiar liczba wieksza. ja pozostane nieugiety w swych zadaniach i bede bardzo perswazyjny, wszak z negocjacji i mediacji uzyskalem ocene dobra.

pewnosc siebie w mym przypadku jest jak najbardziej wskazana bom zakompleksiony i niedowartosciowany. kazda wizyta u cyrulika doprowadza do wzrostu tej cechy i humoru poprawy, wiec de facto dzien w dzien tam siedziec powinienem i zatracac sie w proznosci.

robaka na miescie na zycie nie zaslugujacego widzialem i go nie zabilem. aczkolwiek satysfakcje mialem i po raz enty dowartosciowania zaznalem i powoli rozwiazuje ten supel gordyjski w przeszlosci zawiazany i pozornie tylko nierozwiazywalny. zdolny chlopiec w manualnych pracach jestem, suply rozwiazuje, impregnuje wiklinowe meble i nawet odkurzam. chyba doskonala rekomendacja.

to bylo tak to bylo tak
mam cialo niepiekne. a pomimo tego reszta sama sie stala. to chyba te feromony, ale o stezeniu silnym. kora biegla do kogos i juz nie pamieta, bo lekko w wieku powaznym juz jest, ale i tak pani jackowska ma klase, a i walory muzyczne rownie duze jak biust kasi figury. ludzie jada do niemiec, a ja jade do domu. zbieg linii autobusowych. wsiad. wysiad. metra tylko brakuje.

w ogole to dzisiaj jestem w fazie zachwytow nad osoba jej-pochwowatosci-milosciwie-panujacej. moze dlatego, ze wieczorem piec bardzo ladnych dziewczyn bedzie walczylo korone i to nie o tiare jej scipczalego krolestwa, a o tytul miss polonia. dziewczyn kilka jak z marzen, pare paskud brzydszych od wiecznej panny golisowny. moja droga jaki ranek taki dzien. wiec nie dziw sie nic, ze z brzydkiego dziecka na bardzo przecietna kobiete wyroslas i wcale nie chce cie tu obrazac, bo w dobie chirurgii plastycznej, nawet ty mozesz wygldac jak pieknosc niesmiertelna (marylin monroe, takze poprawiana). tego z calego serca ci zycze, bo w brzydocie tez sie ukrylem. pieprzyk sam ci zafunduje, bo to najlatwiejsze i nie az tak bolesne. bedziesz wdowka slomiana. wiatr przewieje twoje krocze, ale dla ciebie to tyle, co nic.

calkiem juz jestem glodny i w polowie nie chce mi sie jesc.

tum tam tum tam
slucham 'lotus eaters' ich wsanialosci dead can dance. a kto powiedzial, ze umarli nie moga tanczyc? do tej muzyki nawet warnenczyk ruszylby swoje truchlo z warny. kolor oczu degenerata. denaturatowy oddech i ujma na honorze. ale z martwych powstanie i zatanczy rumbe, a jak bedzie w humorze, to nawet moze i salse. koslawy nie bedzie, tylko kosci ciut zastale. usmiechnij sie! jutro bedzie znacznie gorzej.

klawy chlopczyk ze mnie z dluga przydatnoscia do spozycia w lnianych portkach. w polskim lnie sila.

Link 22.08.2006 :: 23:40 Komentuj (0)
czuje sie prawie jak w pociagu do holywood, a prawie robi w tym wypadku wielka roznice, bo kaska miala caly przedzial dla siebie i swiecie wierzyla, ze jej sie uda osiagnac status gwiazdy, prawie takze, bo pociag dojezdza tylko do krakowa. ja swiadom roli lipnosci, chce tylko zrobic maly kroczek, bo moze to otworzy jakis nowy horyzont myslowy przede mna. jade tym pociagiem rzecz jasna druga klasa i alienuje sie na calego od gawiedzi. jak to zwykle bywa mam mine pt. nie siadaj obok, wiec mam cztery miejsca dla siebie. ludzie jada tylko do pracy w wiekszosci, znajac zycie dojezdzajac do miasta krolewskiego bede siedzial calkiem sam (a jak).

slonce mnie wschodzace oslepia, nachalnie zaglada mi w oczy. jestem po nieprzespanej nocy i czuje sie swietnie. wygladam tez niczego sobie, bo po zarwanej porze odpoczynku wygladam szczuplej, a i na opalonego (znowu samo nasuwajace sie rozwiazanie zakompleksienia, dodajemy do siedzenia u fryzjera dzien w dzien, takze siedzenie noc w noc), gdy sie wyspie imituje baleron i strasze bladoscia.

konduktor ma fajna prace - prawie jak psychiatra. biega miedzy przedzialami i sprawdza bilety roznym wariatom. przyklad z mojego wagonu - baba bez zeba na przedzie, zamiast biletu daje konduktorowi cwiartke wodki. ten odmawia. baba sie wkurza. wypija trunek. mowi - kurwa ja to kurwa nie wiem. ja pierdole dajesz mu banderole, a on kurwa ma to w swojej dupie. czego jeszcze ? konduktor spokojnie odpowiada, ze chce zobaczyc jej bilet. baba na to - trzeba tak bylo kurwa od razu mowic, ino zem wodke zmarnowala.
przyszla bezrobotna studentko filologii serbskiej! to praca dla ciebie.

minal osobowy pociag trzebinie i pierwszy raz ja widzialem z prawej strony. przede mna juz tylko krakow.

kolejna kobita usnela. mam nadzieje, ze jak spie nie mam tak bezmyslnej miny.

ach ten krakow. ta cala jego magia i wyjatkowosc. nawet w deszczu, czy wkurzeniu wyglada pieknie. bloki z szarej plyty, linie tramwajowe, parki. miasto do zycia stworzone. czesc mu oddac nalezy i na rondzie mogilskim splunac za siebie dwa razy. jade teraz na nagranie bez stresu.

jestem tuz przed nagraniem i sie wsciekne zaraz, bo pomyle role zapewne.

i oto skonczylem grac. piec dubli bylo. ja wypudrowany. ja zestresowany. nie smiac sie prosze, gdy mnie ujrzycie, bo stres jest, a i nerwy gore biora. jade 115 z tym pudrem i obserwuje ludzi. usmiech odwzajemniam usmiechem - taki sympatyczny dran jestem. korek. nie lubie korkow. wczoraj wracalem przez to dwie godziny. troche zmeczony jestem, ale to nic. juz mnie czeka tylko pociag do domu. potem szybka przesiadka - jestem w tramwaju linii czwartej. piatka czworka osiemnastka jedynka. autobus sto pietnascie sto dwadziescia piec. wole tramwaj. szybszy jest i mknie po torach maszyna dwu-, trzy- wagoniasta. stuk stuk stuk stuk stuk.
wanda juz sie do wisly nie rzuca. a i niemcow chetnych na polki mniej.

kindersztuba w hajduszoboszlo.

znad balatonu pozdrawia was agnes z szerokimi jedynkami

Link 22.08.2006 :: 23:48 Komentuj (2)
zdobadz dwa szczyty tandety i wbij w ich wierzcholki flage ze swoja facjata. ujarzmij rzeke grozy na pontonie przerazenia, wioslujac wioslem leku.
zgwalc dziewictwo nadziei uzywajac palki baseballowej (dziewczyna gwalcic moze tylko uzywajac sprzetow nieintegralnych z jej cialem), pocznie ona dziecko wiary, ktore na swiat po szesciuset szescdziesieciu szesciu latach przyjdzie, bedac poza macica i osiagajac rekordowa dlugosc ciala.
zamien sie na mieszkania z naga buszmenska pieknoscia z rogiem nosorozca w jezyku.
kup piecset kilogramow maku i upiecz dwiescie piecdziesiat makowcow.
jedz przez miesiac, a przez dwa nie jedz.
pij tanie polskie wino koloru zblizonemu czerwieni, ale nie myj po nim zebow.
patrz wzrokiem moim zamglonym przez mgle i wypatruj dnia wczorajszego.
wyrwij sobie wszystkie zeby i zrob z nich dwadziescia dwa naszyjniki, tak by na kazdym bylo tyle samo zebow.
wyzwanie?
dla mnie i tak warto zyc.

epistola kolejna w myslach powstaje. opis konduity zakonnicy w kopercie zaklejona. hucie swoje poskramiaczka. prawie doskonalosc w astetycznosci wyrzeczen. gromkie brawa na jej czesc, aplauzy mozliwe wszystkie. pokloni sie wam dwa razy i zniknie w swojej celi.

goraczka zlota, nie w klondike, a w krakowie. szukam cie w kazdym opadlym lisciu i w kazdej kaluzy rannej ulewy. mkniesz po grodzkiej i krolewskiej. na chwile przystajac na placu marii magdaleny, gdzie w dorozko-dylizans wsiadasz i jestes natchniona. aida i figaro z opery witac cie wychodza, a ich odtracasz, bo krolowa jestes. panny dworskie na trzy wiatry przegonilas, bo czwartym poszlas sama. samodzielna i niesamowystarczalna jestes. a ja nerwow klebek z klebkiem. wsrod pijackich twarzy na placu axentowicza utknalem, a dla nich gorzalka nadzieja. truj trupa truj. a to kolejny znoj zycia. gwiazda na czole wymalowana, a puste slowa z zacisnietych usteczek sie wydobywaja. lila-roz pani w spodnisi sie wygina w swej maestrii krecenia tylkiem - tylko z tego zdala mature, bo odrost na blond wlosach nie dopuscil jej do tej czesci egzaminu. wkrecajacy bol w lawke istnienia, jestem sruba spojeniowa. kawa czarna zmieszana z mlekiem smakuje najlepiej podczas parzenia. grzyb zebrany podczas deszczu robakiem oslizglym ocieka, a szlam z bagna na dywan naniesiony czyszczony powinien byc w czasie burzy.

grypsuj porajska suko. wycinaj sobie wzorki na piersiach. uda swoje podpal ploniem zapalniczki. wyjdz o 12 na starowislna i podziel sie swoimi rozterkami z skrajnie upodlonymi amatorami wina ponizej cztery piecdziesiat. wij sie po tramwajowych torach i kalecz polszczyzne podczas orgazmu.

tak przy okazji - jestem juz w domu (to zdanie) i tesknie za krakowem.

pozdrowienia dla zofii z nowego kleparza i kazimiery z ronda mogilskiego

Link 25.08.2006 :: 23:06 Komentuj (3)
gdybanie wygdybane. a co by bylo gdyby ? gdyby bylo to by bylo. czy, aby na 100% ? nie, na niby. wystrasz dudka i nakarm dwie sflaczale kinie ze zrosnietymi brwiami.

szwedka glucha nie byla, a intercity wcale nie mknelo z warszawy w kierunku maszyniscie znanym. muza stapa po polskiej ziemi, a chleba i soli dla niej nie starczylo. ciekawostka. na przywitanie uslyszala 'za duzo wiesz'. a nie wie nic. gleba spulchniona, a kwiat podlany. rozkwitl na nowo. oby zima nie byla surowa.

duzy paskudny brzuch i nieleczona
skracaj swe cierpienia i tnij zycioplynne nitki. nie obiecuj, tylko zrob to. do polityki sie nie mieszaj i tkwij w swej norze. patrz w przyszlosc, a nie cofasz sie lat osiem wstecz. muchomorem sromotnikowym jestes i animozja miedzy nami wciaz wzrasta. judasze zawsze beda judaszami, a ty denuncjowalas wszystko. narodna mateczko, krasawico, pakaz ty mienia. pociag nie zatrzyma sie dla ciebie.

pchla i wsza*, a nawet koltun
a wisi mi to. szczeka szczekasz w szczeku swym nienaturalnym. krytyka ? w twoim wynaturzonym mniemaniu.

dzisiaj pada deszcz. utkwilem z nosem w czechowie. a u niego pogoda byla ladna. lekko frustrujace. po niedzieli jest poniedzialek. po nocy przychodzi dzien. a gdyby tak zmiemic kolejnosc dni tygodnia ?

prawda plon swoj zbiera.
okno mam otwarte, czekam na veritas. a moze na valium?! kto to wie.

jaka roza taki ciern
jaka milosc taka smierc
czy wszyscy musza to tak uzalezniac, do cholery ?
ma milosc toksyczna i otepiajaca jest. a chce zginac w pelni swiadomy, lecac samolotem, by moje cialo zmielil silnik. bym zajal polowe czarnego worka. ha. marzenie, a marzenia spelniaja wrozki. ktos zna numer do osetynskich linii lotniczych ?

* wsza celowo napisana w ten sposob

Link 27.08.2006 :: 15:04 Komentuj (0)
jak ja kocham te beznadziejne niedzielne poranki, gdy nic sie nie chce, a mozna zrobic tak wiele. moja niedziela nigdy nie wygladala jak typowa polska, nie bylo calej rodzinki w kosciele, nie bylo rodzinki w hipermarkecie. kazdy siedzial w swojej norze, z nosem w ksiazce, telewizorze, komputerze. sporadycznie zdarzalo sie gdzies pojechac poza miasto - krakow, orle gniazda, wroclaw, opole, gory swietokrzyskie blablabla. a se tak wam powiem, ze nie zaluje niczego z tamtych lat, kiedy to rozwydrzony bachoren ich bin. mial to co chcial, a teraz nie ma tego czego chce - ot taka rownowaga w przyrodzie.

dom wschodzacego slonca w wersji muse
zastanawia mnie czy katrina ten dom rozgromila, wszak nowy orlean masakrycznie ucierpial i jakos tak cicho wokol tego. sadze, ze gdyby terrorysci to uczynili, to rzecz jasna do tej pory bylibysmy zanudzani faktami z tego miejsca, no ogolnie skrajnym przesytem informacji. a tak trzeba szukac czegos w internecie i nie ma latwizny. zdjecia pokazuja straszny obraz i rozpizdowke totalna. cale szczescie, ze jedyna katastrofa jaka dotknela polske sa kaczynscy, no ale niemcy mieli hitlera, rosja miala stalina i lenina, korea ludowa ma kimow (ir sena i tego nowego, ktorego nazwiska nie umiem napisac Dzong Il ?), kuba ma castro, a bialorus lukaszenke. jestesmy wsrod wspanialej grupy panstw, a co wiecej pis chce rzadzic przez osiem lat. rece opadaja o ile jeszcze sie je ma. osiem lat potwornego zycia, po tych osmiu latach, to bedziemy sie tak cieszyc jak niemcy po upadku muru berlinskiego.

zycz sobie czego tylko chcesz. nawet moge zniknac wsrod chmur.
rozplyne sie jak lod na sloncu w grecji. przesiakne do gleby.
spekana ziemia. ja gdzies tam w nia przenikam. miod cud pierwsza kategoria.

pewna panna monroe jest dyletantka i daje sie opijac. panna-monroe-prawie-juz-alkoholiczka nie ma ochoty pisac, czym doprowadza mnie do szewskiej pasji. lubie cholere czytac, a potem wchodzic z nia w polemike. a dzisiaj klops. jest pijana. zlosliwosc rzeczy nizszych.

od jutra bede idealem w tajemniczym ogrodzie roze sadzacym.


Link 28.08.2006 :: 00:45 Komentuj (0)
plyn se biala lodka. na koniec swiata, albo i dalej. foch za fochem i back space. po cichutku przechodze na beckstejdz, za kulisy. przenikam wewnatrz koncertu na dwanascie skrzypiec. tatuuje sie we wzory arabskie i zanurzam w otchlani czystej fatamorgicznej wody.
rozbitym jest jak samalot po katastrofie i nastroj tez rozbity.
zderzylem sie z rzeczywistoscia i ofiary sa po mojej stronie.

ta chronia tis ipomonis*
tadam tadam lotus trzezwy jest, a pijany zarazem. upil sie greka. upil sie safona. upil sie platonem.
lubie uzo. lubie grecje. lubie santorini. chyba dwie inkarnacje temu bylem grekiem, pilem wodke anyzkowa i gralem bouzouki.
trzy wcielenia temu bylem portugalczykiem w fado zasluchanym i porto ciezkie pijacym. dzis jestem polakiem i nie slucham polskiej muzyki za wiele (pare wyjatkow). dzis jestem w kraju w ktorym byc nie chce. wszyscy przyjaciele uciekaja gdzies zagranice, albo w alkohol. mnie pozostaje ucieczka tylko do wlasnego, wyimaginowanego swiata. czy to juz poczatki schizofrenii ? siostro, czy jest na oddziale jakis psychiatra ?


dam ci oko za twa noge. dam ci w zeby za twe slowo.
perlisty usmiech bez przerw i ubytkow. colgate to, czy aquafresh ?


ide spac bo juz pisze od rzeczy.


Link 28.08.2006 :: 16:38 Komentuj (2)
matka po czterdziestce jest dwa razy bardziej nieznosna, niz matka po trzydziestce. kobieta ma takie halo i ajwaj, ze mnie do szewskiej pasji doprowadza co sekunde. uciec od niej tam gdzie nie siega jej wzrok, a i jej krzyk nieslyszalny dla ludzkiego ucha jest. argh.
jeszcze mnie wkurzaja rozkapryszone gowniary w wieku do lat pietnastu, kolejne zastepy nastepczyn beger renaty nam rosna.

panna monroe by to strzelila. nie moge byc stewardem, bo za wysoki jestem. pilotem tez nie moge byc, bom za wysoki. tadadada se chyba na lotnisku bede koczowal jako check-in-desk menidzer.

jak tak dalej pojdzie, to do zobaczenia na moim pogrzebie.

Link 29.08.2006 :: 16:06 Komentuj (0)
spojrz na naszego prezydenta i powiedz - czy te oczy moga klamac ?
chyba nie.
czy on moglby serce zlamac (itepe).
gdy sie farsa zmienia w dramat.
czy te oczy moga klamac ?
alez skad.


Link 29.08.2006 :: 23:52 Komentuj (0)
taa.
mam tak samo jak ty.
miasto moje, a w nim koszmary i zmory.





2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12







bo own mjo pap aut last ont