Link 01.09.2007 :: 00:02 Komentuj (1)
sezamie otworz sie.
to ali baba bez 40 rozbojnikow.

Link 02.09.2007 :: 01:44 Komentuj (2)
i w glowie tysiac mysli.
a rad dwa tysiace.
zamieszanie i poruta.
nie zgubilem sie tym razem.
acz do konca czegos nie pojmuje.


today is the day.
zatem, od dzisiaj jestem polsierota. w wyniku wyjazdy polowy rodzicow na rok poza granice polski naszej pieknej.
z pozytywow ?
co dwa miesiace pobyt w jednym z moich ulubionych krajow. cztery lotu godziny i moge cieszyc sie sloncem i blekitem morza.
niestety, nie bedzie mial mi kto doradzic, co zabrac ze soba do miasta piernikow.

nadzieje me.
jedna nadzieja drazy cialo moje. nie jest to nic lotow emocjonalnych, a jedynie chec wielka zamieszkania z lady di, co to przyjaciolka markiza de dan jest.
bo lady di - wyjatkowa kobieta jest. no i wrzosy. czyz ta nazwa piekna nie jest ?

piernik city.
obaw kilka czysto aklimatyzacyjnych mam.
jednak mozliwosc przebywania na codzien wsrod dwojki wspanialych przyjaciol jest czyms co ciagnie mnie w strone miasto radiem maryja skazonego jak magnes najwiekszy.
barbara i markiz de dan. czyz to nie cudowne ?
zwlaszcza lady barbara, com z nia od gimnazjum przez liceum - zawsze razem.
a ze baska jest czlowiek pierwsza klasa, a nawet wyzej i muzyki dobrej slucha, to zawsze przyjemnoscia bylo siedzenie u niej na balkonie, gwalcenie jej z kolega tomaszem.
choc nie powiem - najbardziej utkwilo mi w pamieci zachowanie slynnego pika-poka.
gdy bil kogos z baski. baska sluzyla jako taran. jako owa baska baska.
biedna to kobieta byla w liceum. wiecznie pecherz przeziebiala siedzac w pozycji a la wacham swoje krocze pod biblioteka.
a markiz de dan ? nie chcial byc wice hrabia. wiec jest markizem.
swietny czlowiek. choc troche za bardzo szaleje na punkcie jednej kobiety i jest bratem psa baskervillow.


Link 05.09.2007 :: 22:33 Komentuj (0)
i byloby wszystko pieknie,
gdybym mial gdzie mieszkac.
ale nie mam.
i sily na szukanie tez.
zbyt wiele opcji juz sie rozwialo.
wrrr.

sweet the sting
z tori amos.

Link 06.09.2007 :: 01:07 Komentuj (1)
ok.
mieszkanie od biedy jest.
no i opcja z lady di, tez do konca nie jest zamknieta.
z pe mieszkaloby sie przyjemnie, acz nie wiem, czy obyloby sie bez wojen.
slownych utarczek. przypalania zelazkiem. dosypywania trucizn do obiadow.
studenci to maja jednak pod gorke, huragan im w oczy wieje, a rynek nieruchomosci jest nielaskawy.
nie wyobrazam sobie siebie w pokoju wielkosci mojej wlasnej lazienki,
a wyglada na to, ze w takiej komorce spedzic bede musial najblizszych siedem lat (drugi kierunek i doktorat).
zaluje, ze me rodzinne miasto pustynia jest kompletna w dziedzinie studiow wyzszych roztaczajacym wizje jedynie bycia inzynierem wzglednie prawie "ekonomista" rodem z akademii dzedaj. a ja miecza swietlnego nie posiadam.

ok.2.
a teraz czekam az pe powroci zmeczona z pracy i zasypie mnie lawina pomyslow nie rzucanych ad hoc wzgledem watpliwej kwestii mieszkaniowej.
grzmi nade mna jej chmura burzowa. boje sie, ze piorunem mnie trafi.

ok.3.
skarga oficjalna, protest, zazalenie.
otoz gabi - czyli kobieta nieprzecietna, zakupila sobie psa rasy airdale terrier. mniejsza z tym iz owa rasa do najladniejszych nie nalezy, ale gabi alergiczka, kichalistka, to ladniejszego psa zakupic sobie nie mogla. bo ten ma bajer na wyposazeniu pod postacia podszerstka, ktory nie wchodzi w jakies tam jej alergeny.
nie byloby problemu, gdyby nie to, ze gabi obiecala mi go pokazac, a nadal do prezentacji nie doszlo. co za tym idzie - musze ruszyc posladki do opola i zobaczyc benoit. bo na imie pewnie mu dala benoit. mial miec na imie jeszcze bardziej po francusku, ale zmadrzala w pore (oby!).


jolke kwasniewska ogladam namietnie jak palaszuje rozne smakolyki i z torebki wyciaga, to czego ja w walizce nie zmiescilbym.
nastepnym punktem programu jest magiel towarzyski.
siarczysty policzek dla elit.

pe dedykuje
piosenke "supergirl" grupy zapomnianej reamonn.


Link 06.09.2007 :: 20:53 Komentuj (1)
och och.
arcyhrabina powrocila z banicji.
ciekawe ile osob obsypalo ja w akcie powitania spontanicznego diamentami. etola z norek juz przez mole nadzarta nie swieci jak kiedys. i juz nie zaswieci.

pada.
ciagle pada.
od dwoch dni pada i jest zimno.
zimno jest.
zimno.

na dworze jakies dziesiec stopni obecnie, wieje, siapi z chmur przeklety deszcz. az chcialoby sie zeby powrocil ow kapusniaczek, ktorym dupe mi truto w stadium wczesnoszkolnym. zawzdy tamta edukacja byla fascynujaca. kosmiczna sprawa. no i komiczna tez.
zerowke sobie wlasnie przypomnialem i lamanie kilku punktow chyba zasad przez nauczycieli przyjetych, gdy znudzona nauczycielka zabierala posladki i szla na kawe, a mnie ksiazke w lape dawala co bym czytal klasie, bo ja to jako jedyny wowczas nie dukalem, a plynnie czytalem i stan sie taki do polowy drugiej klasy utrzymal.
swoja droga sledzac losy ludzi z podstawowek dwoch do ktorych uczeszczalem, a i gimnazjum, to studentow mamy bardzo niewielu, matek wiecej niz studentow. a dziwic to moze, bo wszak kilka razy bylo tak slodko, ze pierwszenstwo obejmowalem swa srednia wysoka, czyli de facto na klatke przyjmowalem tytul kujona, co prawda nie jest, bo sie uczyc nie lubilem, nie lubie i raczej nie polubie, ale jednak ludzi srednia pode mnie podchodzacych bylo wielu,
a niewielu udalo sie dostac nawet do liceum, takiego prawdziwego z tradycjami i poziomem.

zimny dlugopis w rece czuje, ktory schladza i tak me wyziebiale cialo. pobudka wczesna mnie czeka, a raczej brak snu kompletny.
trza kupic sobie odziez na wyjazd. nie mam gdzie mieszkac, ale ubrac sie w co miec musze, choc szafa ma pelna, komoda tez.

ready for love?
bardziej steady niz ready. terminologii uzywajac stricte lekkoatletycznej (spaczenie takie z przeszlosci bom czynnie sie prostytuowal na stadionie). roznie z tym bywa. czasami przychodzi przelotne zauroczenie, bardzo przelotne, badz samo przelotne bez zauroczenia. patrzac na statystyki co dwa lata jestem wielce nieszczesliwie zakochany, wiec w 2008 owa milosc zjawic sie powinna, choc to zadna regula, bo w 2005 tez cos tam bylo nie do konca tak, ale tego juz najstarsi gorale ni goralki nie pamietaja.
cos tam podrywa sie do milosci na srebnych skrzydlach lecac.
jednak czymze owe cos jest nie wiem, bo stwierdzic nie jestem, czy odzywa sie libido, umysl czy serce.
takze nie wiem, ktora kombinacja bylaby najlepsza, bo to zawile jest i milosc jako taka kompletnie niezrozumiala.
acz zapedow na zycie w pojedynke nie mam, a na dzieci czas przyjdzie grubo po trzydziestce, najpierw stabilizacja i osiagniecie duzych dochodow, ktore roztrwoni potomstwo me.
a talent do roztrwonienia calego majatku zapewne po mnie odziedzicza, choc z duma przyznaje, ze w moim portfelu ciagle ten sam banknot jest na stale, jakby przyklejony. a wydaje ostatnimi czasy dosc sporo.

ach och i ech.
zapewne jedna osoba skonstruuje taki silnik do samolotu,
ktory bedzie sie psul, gdy tylko wsiade do aeroplanu,
ale nie narzekam, wszak mym marzeniem byla smierc w lotniczej katastrofie.



Link 07.09.2007 :: 15:05 Komentuj (0)
suki nocy jak nigdy wykazuja dzis wielka nadaktywnosc. w ciszy szmaty nocy swietojanskiej nie spoczna. a krolewska moc jej korony przegoni je na stron swiata cztery i bedzie spokoj. zeby wybij nocy corom, co kajaja sie przed mym majestetam. obnaz ich glupote.
bede sol invictus (lacina to podstawa, a basienka ja we mnie zaszczepila). krwiozercze matki corek zlych, z mlekiem przekazaly okrucienstwo. nowe amazonki, z lesbos przybyle, na moje utrapienie. intercity pociag w me wladanie oddaj, co bym mogl miec salonke, bo salonka jest potrzebna.
o wampirze. o wampirze. smoku energetyczny.

a posladki dzej lo, a moze bijonse one maja. w opietych ciasno stringach z szlachetnymi kamieniami sie szlajaja, zadne barchany. atrakcyjne na pozor, przez pryzmat ich rodzicielek. a na klamstwie wyzywione przez lata. zadnych obietnic im nie skladaj, bo ukaraja kara najwieksza w razie ich nie spelnienia. lono ukaza swe zachecajaco, rece twe zwiaza i w niepelnej przyjemnosci lat osiem spedzisz.
zmien serca ludzi zlych, a spotka cie nagroda. nakarmiony ich piersia watla zostaniesz jak nigdy wczesniej, a spocznij choc raz w ich ramionach, a rozkoszy wielkiej zaznasz. rydwan ognisty zakup nadkurwie, a sie ucieszy i zapal jej trzy swieczki w oku lewym, bo jest ze szkla, a oczodol pusty. polam sobie jezyk na jej imieniu. obdarz ja soba, nic ponizej to, jej nie zadowoli. tramwajem ona jezdzi. linii numer szescdziesiat siedem. do ronda. wraca noca po omacku. zglebia nawierzchnie trakcji komunikacyjnych. traktow tez. nad tory wznosi sie jak nietoperz, by pozniej opasc w niewinnosci swej nader lekkiej. a drzewo znow sie zazielenilo, pomimo wyzbycia sie chloroplastow niejako wszystkich. a trawa nadal zielona i glusza w ciszy, i faktow nie kojarzenie. a radio w toruniu nadaje, a dwa dywany rozlozone przed wielkim oltarzem skrajnej alienacji. a duchow widzialem dziewiec i zobacze jeszcze cztery, a ty zadnego, bo jestes zaklamana. w dziwnym miescie kominow siedem i nasty nasty nasty szop. szop typowy. ale nasty nasty nasty. halas aut czterdziestu i cisza ksiezycowej sonaty w swietle lampy przeddworcowej. tepe pe po glowie skacze. pe pe pe pe pe. damidi. midadi. didami. a nikt nie wie o co chodzi i jak psychol sie ciesze w butach ze skory mona lisy.

zdrowas irlandzka maryjo, floydow pelna, a blogoslawiony zad twoj miedzy niewiestami. wodz mnie na pokuszenie, nie zbawiaj przed niczym.

siedemnasta profanacja modlitwy najswietszej, zdrajca religii i narodu. wierny slowu sobie danemu przed laty.

szal dzikiej muzy nieposkromionej. slodki gwalt.

Link 07.09.2007 :: 23:43 Komentuj (4)
a dzisiaj jest juz gorzej.
bo ten brak mieszkania mnie aktualnie przytloczyl.
ech.
baska szykuj balkon dla mnie.

Link 10.09.2007 :: 01:24 Komentuj (2)
w top 20 blogow kroluje od miesiecy pokacycki,
co jest chyba ewenementem w skali swiatowej.
przegladam te piersi, cycki, melony, zderzaki - liczac, ze natrafie na jakies znajome piersiatka. bezskutecznie.
czyzby zatem grono moich kolezanek bylo tak pruderyjne ?

w zasadzie gdyby byla strona pokafiutka,
to raczej na pewno bym sie tam nie zaprezentowal, wiec moze to nie pruderia, a normalnosc. kto wie.

upcoming events
suszenie przescieradla, bo carlsberg nan sie rozlazl.

ja pierdole.
zimno mi jak cholera.

on air
Thievery Corporation.

Link 13.09.2007 :: 00:07 Komentuj (4)
mieszkania, ani widu, ani slychu. teoretycznie moge zamieszkac w kawalerce, ale po cholere mam wydawac trzy razy wiecej kasy na mieszkanko mikroskopijnej wielkosci, skoro moge zamieszkac z kims tam i wiesc zycie rozwiniete towarzysko.
z drugiej jednak strony, taka izolatka bylaby dobra dla polskiej sluzby zdrowia, nikt nie ucierpialby na skutek jakichkolwiek utarczek z moja osoba, czy to slownych, czy silowych.
mam czasami tak, ze lepiej zeby nikt do mnie sie nie zblizal, bo musze pobyc sam na sam ze soba. siedzac na podlodze plecami wtulony w kaloryfer.

wiersz o truskawkach
i oto moja majestatyczna barbara ublagala mnie o sklecenie jej czegos o truskawkach, ktore zostaly poddane procesowi gnicia.
napisalem, acz zadowolony nie jestem z rezultatu. tresc troche baniowata,. forma tez. z przyczyn oczywistych nie zamieszczam.
moze kiedys jak bedzie bida z nedza.

don't want you anyway
cholera jasna. chyba tak.

Link 13.09.2007 :: 17:07 Komentuj (3)
dlaczego akurat wtedy, gdy mam ochote na jakis owoc, to nie ma go w domu ?
bananami sie zywie, a zjadlbym arbuza.
pochlaniam borowki amerykanskie, a pozarlbym truskawki.
dlaczego w sklepie obok maja tylko jablka, gruszki i cos co wyglada jak skrzyzowanie kiwi z ziemniakiem ?
dlaczego w moim magicznym ogrodzie rosna jedynie winogrona, wspomniane borowki i poziomki ozdobne, ktorych zjesc sie nie da ?
dlaczego zezarlem juz wszystkie orzechy laskowe z wlasnej leszczyny ?

aj aj aj.


Link 14.09.2007 :: 01:44 Komentuj (7)
zaczelo sie od ogladania najmniej lubianej przeze mnie w liceum.
potem byla najsliczniejsza, a potem najmniejsza.
stesknilem sie za najmniejsza.
wspaniala dziewczyna.
siedziala mi na kolanach w zawadach.
turkusowa taka.
ciapkiem byla i kopytkiem.
moja mala olcia.
teraz olcia ksztalci sie na medyka,
by w przyszlosci me zdrowie ratowac.

doznalem szoku lekkiego.
bede studentem czwartego uniwersytetu w polsce.
ja, ktory mialem ledwie 4.5 srednia w liceum.
i zadlawi sie teraz ma geograficzka,
ktora na wiesc, ze kibluje na prywatnej uczelni
nawrzucala mi od jej niespelnionej nadziei.
bla.


na tekturze maluje serce papierosem.
tli sie powoli papier.
a serce powoli znika.

a ja chce miec juz stabilnie w sobie.
a ja chce miec juz to pieprzone mieszkanie.
i urzadzic je po swojemu.
wrr.
nigdy nie mam tego czego chce, wtedy kiedy chce.
ale uczy mnie to cierpliwosci.
jak widac - cierpliwy nie jestem.


Link 14.09.2007 :: 21:04 Komentuj (6)
wieczor witam kolosalnym bolem glowy.

Link 15.09.2007 :: 15:31 Komentuj (6)
a dzisiaj w koncu swieci slonce od rana.
zwariowac mozna przez taka posepna pogode.
chociaz ja juz bardziej nie zwariuje.
we wtorek ruszam na polowanie.
bezkrawe.
bede biegal z orezem w postaci komorki po toruniu
i
toczyl walki z rynkiem nieruchomosci.
jak sie nie uda.
coz.
przyczepa kempingowa na gagarina stanie.


Link 16.09.2007 :: 02:13 Komentuj (15)
osobliwe frazy dzieki ktorym mozna znalezc mojego bloga:
- kurwy z rybnika
- szukam kurwy
- dziwki z rybnika
- kurwy w rybniku
- rybnik kurwy
- jak dbac o biust po trzydziestce
- angina ropna
- kurwa z rybnika

chce oswiadczyc, ze kurwy z rybnika zadnej nie znam, ba - nawet chyba nie bylem w rybniku.
biustu rowniez nie mam i nie jestem po trzydziestce.
ropna angine mialem.
zabawne.


Link 16.09.2007 :: 17:23 Komentuj (3)
jesli wyniknie koniecznosc taka, a nie inna, to nawet w mysiej wiezy zamieszkam,
zabawie sie w popielu i myszom dam sie zjesc.
w krzywej wiezy tez zamieszkac moge.
wszak kregoslup moj krzywizn pelen jak zaden inny.
a kiedys wyhoduje garba i juz nie bede atrakcyjny.
choc czy kiedykolwiek atrakcyjny bylem ?

chce miec ladne zdjecia swoje,
jak jezyk zagryzam i krew z niego splywa.
w bieli i czerni, bo to jedyne kolory prezentacji godne.
i zeby ostre bylo.


Link 17.09.2007 :: 01:22 Komentuj (13)
hip hip hurra
mam wspollokatorke
mam wspollokatorke
teraz to juz z gorki.


ukladam w glowie jakas liste ballad najpiekniejszych,
lecz nie jestem pewien, ktore sa najpiekniejsze,
a lista taka zapewne zawieralaby okolo 500 utworow.

rozwijam sie muzycznie.
siegam po coraz to nowsze zespoly. muzyka neofolkowa, progresywna elektronika.
juz nie jestem jakims tam wielkim fanem mike oldfielda, a kiedys wrecz bylem ograniczony tylko na niego. uwolnilem sie spod jego skrzydel, takze spod skrzydel forum o iscie sektyjnych zapedach. vangelis dalej dominuje, ale wiadomo - to jest il maestro, mistrz nad mistrze, najwybitniejszy kompozytor muzyki filmowej i instrumentalnej, przy nim enio moriccone pomimo wielkiego geniuszu jest mala pchelka. transglobal underground - mieszanka elektroniki i folku, czyli klimat, ktory uwielbiam, bo ja tak calkiem szczerze to lubie te nowe aranzacje muzyki folkowej, wiadomo nie jakies tam golce, czy brathanki, ale kapela ze wsi warszawa jak najbardziej.
patrzac na artystow jakich mam w overall top artist:
1. transglobal underground - wspomniany juz wczesniej, przyczynia sie zwlaszcza do tego piosenka 'step across the edge', stad min. to pierwsze miejsce.
2. tori amos - boska, przecudowna, przeeteryczna. najlepsze teksty piosenek napisane reka amerykanskiej kobiety. 'sweet the sting' wybija sie na przodownika.
3. moloko - roisin i banda. zawsze moge ich sluchac, nie gra roli czy bedzie to krociutkie 'tatty narja' czy monumentalne 'indigo'. swietna muzyka, wokal i tyle.
4. vangelis - nie jest wyzej, bo jeszcze nie przerzucilem wszystkich sciezek, ktore uwielbiam na playliste. acz zakusy na pierwsze miejsce zapewne bedzie czynil i wydaje mi sie, ze blyskawicznie wskoczy na czolo.
5. bruno coulais - francuski kompozytor muzyki filmowej, slucham tylko jednej plyty 'himalaya', ktora laczy elementy muzyki tybetanskiej z nowa aranzacja. przepiekne utwory 'opera' czy 'mort du lakpha'. majstersztyk.
6. nelly furtado - trzy plyty plus single = wysokie miejsce na liscie. choc nie powiem przejadla mi sie bardzo, bo wszedzie jej pelno.
7. b-tribe - slabo w polsce znany zespol, tworcy mojej ukochanej 'es vedra' i 'nanity'.
8. thievery corporation - acid jazz, neofolk, elektronika, takie to klimaty serwuje mi ten zespol. bardzo przyjemne do sluchania.
9. bjork - i am fountain of blood in the shape of a girl. kocham kocham. postrzelona baba wyprzedzajaca swoja epoke, geniusz. mozart xxi wieku.
10. madonna - i wszystko jasne.
ponizej min. dead can dance (15 miejsce), the knife (11), delerium (13), boards of canada(16), radiohead (17) i moje ukochane finskie tenhi na 24.
z kazdym tygodniem bedzie sporo przesuniec na listach, bo jak mnie chwyci faza na air, to bede go sluchal na okraglo, podobnie z kazdym innym wykonawca.

a ja mam wspollokatorke.
cholernie sie ciesze.
gratulacje mozna skladac od teraz.

Link 18.09.2007 :: 01:15 Komentuj (3)
heh
wychodzi ze mnie jakis tam czlowieczek zaangazowany.
nigdy sie jakos specjalnie nie wychylalem z bronieniem praw czlowieka,
ale nigdy nie bylem obojetny na los czeczenow, czy bosniakow.
od lat poruszaja mnie informacje o nielegalnych imigrantach schwytanych przez celnikow.
od lat takze oburza mnie nasze restrykcyjne prawo.
jakos jak polacy ubiegali sie o azyl, nikt nie robil problemow, zyli w dobrych warunkach.
natomiast bytowanie czeczenow, wietnamczykow, bialorusinow w obozach dla uchodzcow jest iscie penitencjarne, ale nie na poziomie polskiego wieziennictwa, a tajskiego badz chinskiego.

nie byloby tego wpisu, gdyby nie los czeczenki, ktorej trzy corki zginely w drodze do wolnego kraju, wolnego od wojny. mam nadzieje, ze to co sie zdarzylo otworzy oczy wszystkim darmozjadom siedzacym w sejmie i zainteresuja sie w koncu tym co sie dzieje na polskich granicach,
bo rzecz jasna zadnej reakcji politycznej skierowanej w strone rosji nie bedzie, ani ze strony polski - czyli pierwszego punktu tranzytowego na zachod; ani ze strony unii europejskiej, ktora nie podskoczy moskwie.

a w czeczenii codziennie zabitych zostaje kilka osob. grozny jest zniszczony bardziej niz warszawa w czasie drugiej wojny swiatowej. oczywiscie - ktos moze nadmienic dubrowke. nalezy tylko przypomniec, ze to nie z winy czeczenow (ok, wzieli zakladnikow, ale zabili chyba dwie osoby sami z siebie, kilkanascie wypuscili) zginelo tylu rosjan. to rosjanie zabili gazem bojowym tyle istnien.
a uczestnicy tych zdarzen wypowiadali sie, ze wcale tacy niemili dla nich nie byli.

kazda narodowosc ma prawo do wlasnego panstwa. jakos estonii, litwie, lotwie i kilkunastu pozostalym radzieckim republikom udalo sie uzyskac niepodleglosc.
co zatem takiego jest w czeczenii, osetii, dagestanie, ze rosja tak zazarcie zwalcza tych ludzi ?
nie wiem.

a co do bosnii.
moja milosc do sarajewa bierze gore.
pomimo, ze rowniez wielu serbow zginelo. chorwatow.
ale to co sie dzialo w tym miescie nie pozwala mi patrzec na to obojetnie.
aleja snajperow vel welcome to sarajevo - film godny obejrzenia, przebeczalem pol.



toruniu nadchodze.
nie przywitaj mnie burza.
bo w pogodzie mowili ...

Link 18.09.2007 :: 20:40 Komentuj (3)
torun deszczem skapany.
miastem magii cichej.
bol glowy i butelka wina.

Link 20.09.2007 :: 22:01 Komentuj (8)
zatem:

znalazlem mieszkanie. w zasadzie, to znalazla je monika.
tuz obok jest cmentarz.
fajnie.
mieszkanie jest w stylu wczesnego gierka.
a moze to bierut ?
przedpotopowe bardzo.
takie zdecydowanie out of fashion.

mam posiekane usta.
a pociag musial sie odczepic w zdunskiej woli i sie odczepil.
w pore zmienilem wagon.
a w inowroclawiu czekal na pospieszny, po czym z pospiesznego nikt do niego nie wsiadl.
ale za to wypalilem czerwonego marlborasa i kupilem prowiant.
w dalszym ciagu dla ludziach na wsi glebokiej, zadupiastej, przejezdzajacy zolto-niebieski osobowy jest nie lada atrakcja. stoja z rozdziawionymi paszczami gapiac sie na sklad.
polska z bocznego toru.

torun...
boskie miasto.
boski bulwar filadelfijski. boskie problemy gastryczne. apteka. manti gastop, ktore rzekomo mialo dzialac od razu, a nie dzialalo.
wino. duzo wina. ale ja nie pije juz prawie wcale, zbyteczny dodatek do losu ludzkiego. ja mam swoje papierosy, swoje humory.
turystow od groma z krajow chyba dwudziestu.
najladniejszy budynek jest wiezieniem.

a wracajac do mieszkania - skansenu pe er el-u, to obok jest skansen.
moze bede eksponatem.
na uczelnie mam 10 minut autobusem, na starowke 5 na piechote.
na dworzec wszyscy maja w chuj daleko, bo jeden most = korek gigant.

bla.
nie chce mi sie pisac.
jakis taki jestem zblazowany.

Link 21.09.2007 :: 15:08 Komentuj (13)
a mornolka znowu w rozpaczy i wyplakuje oczy, pomimo, ze od szescdziesiatego ktoregos niezywa jest i w grobie lezy. a szkoda mi jej jest troche i z tej okazji ja do siebie, do torunia, tam daleko zaprosilem, bo wiem, ze nie przyjedzie, bo dziewiec godzin w pociagu na niej robi wrazenie wielkie, a ona spotkac nikogo nie chce chyba w wagonie, w drodze do miasta tego dziwnego. ja juz w szczesciu bylem, niewiarygodnie cudowny i boski, ze juz pisac nie bede o niej, a ona mi sama pozywienia dostarcza jak najlepszy catering w swiecie ludzi, coz poczac z takim prezentem. kukulczym jajem jej zycie czasami sie staje. pozywka dla mego palca serdecznego.

dylemat mam, bo wystarczy mi brzydkie m2 studenckie, a wyglad mego bloga jedynego, pozostawia wiele do zyczenia, a ja analfabeta hateemelowski jestem i nic pieknego nie stworze. wiec bierut-gomulka-gierek mej chaty bedzie trumna, a blog gwozdziem.

i keep losing my faith
i keep trying my best



Link 22.09.2007 :: 13:40 Komentuj (69)
w tle leci koncert madonny, ktory zakloca spiew jakiegos czegos z dworu.
ktos popsul mi widok z okna, stawiajac jakis maszt. nie wiem na co komu taki maszt. moze internet tam domontuja. ale co mnie to ? skoro wyjezdzam. a tam gdzie wyjezdzam, internetu mial nie bede. dlatego chce tylko miesiac mieszkac przy tym calym kaszowniku, a potem sru w rejony, gdzie ludzie beda fajniejsi, gdzie bedzie lepiej, fajniej, nawet jesli mieszkanie bedzie o 200zl drozsze.

jakis pies szczeka gdzies tam w oddali.
z kuchni dobiega spiew matki. nuci cos po angielsku, jakis przeboj dyskotek. cieszy mnie to. matka sie pozbierala i odzyla. uwielbia september ostatnio. nie trawi rubika. kocha vangelisa. nie cierpi britnej spirs. dobrze mamuske muzycznie wychowalem.

za tydzien juz bede na nowym mieszkaniu. nie bede mial nawet jak napisac o wrazeniach, bo do korzystania z kafejek internetowych nie przywyklem. cale szczescie, ze mam komorke, ktora ma funkcje notatnika. cale szczescie, ze mam komputer z wordem. bede mogl pisac na zapas, tylko kto to bedzie czytal ?


niech spadnie lisc ostatni z drzewa, w nagosci je zostawi.
niech noc obnazy ksiezyc w pelni.
niech chmury nie okrywaja nieba.
a ja ubiore swa najwieksza z kurtek.
ach ach ach.

dzisiaj taki jestem jakis nie do zycia.
kicham.
leze pod koldra. klawiatura na wysokosci krocza.
obok siedem butelek mineralnej i jedna pepsi.
popielniczka, dwie zapalniczki, trzy paczki fajek.
osiem poduszek.
bo ja lubie spac wysoko. z glowa w chmurach.


Link 24.09.2007 :: 04:26 Komentuj (5)
Free Image Hosting at www.ImageShack.us


Link 24.09.2007 :: 15:53 Komentuj (11)
podgrzewam kotlety w mikrofali szumnie obwieszczajac, ze gotuje.
to samo robie z zupa pomidorwa. makaron przelewam wrzatkiem, garnek ustawiam na palniku kuchenki elektrycznej.
a w toruniu mam gazowa i nie wiem jak to bedzie, bo ja chlopiec z wyzszej klasy spolecznej jestem, co gazu nie uzywa, nie zna i sie go boi.
ogolnie nie wiem co ja robie w ciasnym em dwa. pokoj, ktory posiadac bede jest wielkosci mojej lazienki, ktorej z nikim nie dziele. a tam lazienke bede dzielil. no i jest piecyk gazowy. wiec jak cos odkrece nie tak, to wylece w powietrze. cmentarz jest blisko, wiec nie bedzie zle.
jestem cpunem, uzaleznionym od najtwardszego narkotyku. ba nawet od dwoch. od zycia i muzyki. daje sobie w zyle co chwile, wieksze i wieksze dawki.

obudzilem sie o drugiej. wypalilem papierosa. obrocilem na drugi bok. wypalilem drugiego. polozylem na lozku klawiature. krotkie pitu pitu na gadugadu. papieros kolejny. wstalem, lazienka, dwor, kuchnia.
znowu leze i jest mi dobrze. i znowu pale. obloki dymu unosza sie w pokoju.

bardzo chcialbym byc teraz w moskwie. tak bez powodu, ale tak czuje.
miec w kieszeni czarnego ajpoda i sluchac mum. rozwalone spodnie. wysokie buty. kapelusz. i ruskie maplbopo. i nie myslec o polsce.

na pudelku pokazuja ksero mroczka. jakiegos tam. ja ich nie odrozniam. a siusiaje w komentarzach dra dziuba, ze to nie ten o ktorym pisza. ja przepraszam bardzo, ale obowiazku nie ma rozrozniania tych osobnikow. ja i tak wznioslem sie na wyzyny, bo rozrozniam pierwsza pare polskich blizniakow i po 21 pazdziernika mam nadzieje, ze tylko jeden zostanie na scenie politycznej.
ale moje nadzieje sa zgubne. i sie boje wyniku. bardzo.

on air go to sleep radiohead

Link 25.09.2007 :: 14:21 Komentuj (15)
dorwalem swoj zeszyt z liceum, ktory pewnie jeno barbara moja kochana pamietala z zapiskami niby poetyckimi i lipnymi tekstami piosenek. na moment wrocily wspomnienia. naiwny bylem i glupi. i kochalem platonicznie. ale to chyba najwieksza milosc byla, bo niespelniona. krwia naznaczona.

potrzebuje poczucia bezpieczenstwa. bo sie gubie. placze. znikam. a tulic sie w sobie ochoty nie mam. zamienilem noc na dzien, a dzien na noc. zamienilem. nie usne przed switem. poczatek schizofrenii.

wina bym sie z baska napil. ale to dopiero w niedziele/poniedzialek. baska napijemy sie. posluchamy sigura i powspominamy.

cieszy mnie ta ucieczka do torunia, bo to nie jest wyjazd, to ucieczka. studia tylko przy okazji. duzo bardziej skupiam sie na tym, ze dwie z trojki osob mi najblizszych sa wlasnie tam. i chce znowu siedziec na bulwarze wpatrzony w wisle.

i pierdole od rzeczy.
i nie wiem po co ktos wymyslil milosc.
i dlaczego swieci slonce, bo dla mnie mogloby juz byc ciemno.

wszystkie mosty, ktore rozwiesila miedzy nami noc
krusza sie jak szklo w swietle dnia

a.lipnicka mosty.


Link 26.09.2007 :: 04:59 Komentuj (9)
piata rano.
ja i papieros.
ja i tenhi.
kot leniwie rozlozyl sie na poduszce.
w zasadzie zawlaszczyl ja sobie uzurpator jeden.
bede za nim tesknil. zzylem sie z dziadem.
w koncu od 14 lat mnie budzi. zebrze o jedzenie. przytula sie.
tam nie bede mial zwierzat. ale jest zoo. ale bede biednym studentem, ktory nie bedzie mial pieniedzy na to, zeby codziennie chodzic do zoo. biednym studentem, ktory bedzie mial pieniadze na taksowke, na papierosy, na alkohol, na obiadki na miescie. ale na zoo juz nie starczy.

over and over
and over
and over
again now.


Link 27.09.2007 :: 03:14 Komentuj (7)
trzecia zero jeden.
uspavanka za radmilu m.
bregovicia.
znana z 'ederlezi - czas cyganow'.
z 'borata' rowniez.

no to jeszcze trzy - cztery dni i mnie nie ma. w zasadzie zaczynam nowe zycie. renesans. a we mnie gargantuiczny strach.

qua es meus solis ?
qua est meus domus?
quisnam est meus diligo?

i wciaz wracajace wspomnienia minionych godzin,
ktore wymazac z pamieci sie nie pozwola nigdy.
zbyt wiele ich. zbyt wiele.
21 lat i 65 dni.
to ile godzin ?
urodzilem sie o trzeciej w niedziele.
dlatego leniwy jestem i chodze pozno spac.
to wiele tlumaczy.
a urodzilem sie o dwa miesiace za wczesnie.
glutem, nie niemowlakiem bylem.
a tam gdzie sie urodzilem - dzisiaj buty sprzedaja i ludzie listy wysylaja.
urodzony pod sama jasna gora.

ktos (26-09-2007 23:55):
poza tym stan wojenny jest przed albo po wojnie

ja: (26-09-2007 23:55)
jo u nas byl hmm 36 lat po wojnie.


chce byc represjonowany.
a minister mi nie powie - mowisz. masz.
chce byc nowym jankiem wisniewskim.
nie z gdynii.
a z torunia.
kto mnie internuje ?

Link 28.09.2007 :: 13:07 Komentuj (0)
i wyjezdzaja wszyscy.
po kolei.
tylko luk triumfalny stoi, tak jak stal.


Link 28.09.2007 :: 13:51 Komentuj (3)
jednak troche dluzej w domu zabawie.
zajecia dopiero od osmego.
hmm.

Link 29.09.2007 :: 16:19 Komentuj (3)
dzis sa moje imieniny.
mam nowa fryzure
i
przygryziona warge.

Link 29.09.2007 :: 20:36 Komentuj (5)
jestem bardzo bardzo zly.
zbyt emocjonalnie podchodze do meczow naszej reprezentacji najpiekniejszych siatkarek.

wierze w 3:2.

Link 30.09.2007 :: 23:55 Komentuj (0)
loszesz kurwa jego mac.
myslalem, ze mam zajecia od 8.
a tu pipa.
i juz sie we wtorek zaczynaja.
lozesz kurwa jego mac.






2006 8 9 10 11 12
2007 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2008 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12







bo own mjo pap aut last ont